Teza / krótkie omówienie
rzekomej kradzieży futer, bo takie było zgłaszane im przez redakcję „zapotrzebowanie”. Stąd też pojawiały się artykuły dotyczące tego tematu, ale nie mające nawet charakteru opisowego, np. „rozterki” dziennikarza, dotycz
Treść orzeczenia
--- STRONA 1 ---
Sygn. akt III C 1052/15 WYROK W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ Dnia 21 grudnia 2016 r. Sąd Okręgowy w Warszawie III Wydział Cywilny w składzie następującym: Przewodniczący: SSO Joanna Bitner Protokolant: sekretarka Magdalena Sujkowska po rozpoznaniu w dniu 18 listopada 2016 r. w Warszawie na rozprawie sprawy z powództwa J. D. (1) przeciwko (...) Sp. zo.o w W. o ochronę dóbr osobistych I. zobowiązuje pozwanego (...) Sp. z o.o w W. do usunięcia skutków naruszenia dóbr osobistych J. D. (1) – poprzez: 1) opublikowanie na własny koszt w terminie 7 dni od uprawomocnienia się wyroku, w Gazecie (...) na pierwszej stronie, przez okres 15 (piętnastu) następujących po sobie kolejno dni wydawania Gazety, oświadczenia o treści: PRZEPRASZAMY PANIĄ J. D. (2) za to, że naruszyliśmy Jej dobra osobiste, publikując 35 razy w (...) i na stronie www.(...).pl, w okresie od 23 lutego 2013 r. do 20 maja 2014 r. NIEPRAWDZIWE INFORMACJE , jakoby Pani J. D. (1) kradła futra w U., unikała odpowiedzialności karnej poprzez przeciąganie procesu, miała trafić do (...) więzienia na F. oraz za to, że nazwaliśmy Panią J. D. (1) złodziejką, a także za wykorzystanie bez Jej zgody Jej wizerunku. Powyższe oświadczenie publikujemy w wyniku przegranego procesu sądowego. Wydawca - (...) sp. z o.o. w W. - przy czym oświadczenie to ma być opublikowane w ramce o białym tle; o szerokości 26 cm i wysokości 14 cm; usytuowanej w górnej części strony, bezpośrednio pod umieszczonymi w standardowym miejscu i standardowej wielkości: tytułem gazety wraz z określeniem miejsca, dnia, daty wydania, strony internetowej numeru wydania, ceny, redaktora wydania, nr indeksu, international standard serial number (ISSN); czcionką Arial w kolorze czarnym, wielkością liter dopasowaną do wielkości ramki w taki sposób, aby tekst oświadczenia czytelnie wypełniał całość ramki, przy zachowaniu odstępu 1,5 linii; z tym, że pierwszy wers oświadczenia, tj. słowa PRZEPRASZAMY PANIĄ J. D. (2), będą zapisane pogrubioną czcionką większą niż pozostała część oświadczenia – tak, by zajęły całą szerokość ramki; zaś słowa NIEPRAWDZIWE INFORMACJE będą pogrubione i podkreślone; 2) opublikowanie na własny koszt w terminie 3 dni następujących od uprawomocnienia się wyroku, przez okres kolejnych 15 następujących po sobie dni, na stronie internetowej www.(...).pl oświadczenia następującej treści:
--- STRONA 2 ---
PRZEPRASZAMY PANIĄ J. D. (2) za to, że naruszyliśmy Jej dobra osobiste, publikując 35 razy w (...) i na stronie www.(...).pl, w okresie od 23 lutego 2013 r. do 20 maja 2014 r. NIEPRAWDZIWE INFORMACJE , jakoby Pani J. D. (1) kradła futra w U., unikała odpowiedzialności karnej poprzez przeciąganie procesu, miała trafić do (...) więzienia na F. oraz za to, że nazwaliśmy Panią J. D. (1) złodziejką, a także za wykorzystanie bez Jej zgody Jej wizerunku. Powyższe oświadczenie publikujemy w wyniku przegranego procesu sądowego. Wydawca - (...) sp. z o.o. w W. - przy czym oświadczenie to ma być opublikowane w ramce o białym tle; widocznej bezpośrednio po wyświetleniu strony, bez konieczności przewijania strony w dół i w bok; pojawiającej się na środku viewportu (widocznego na ekranie obszaru) wielkości 100% (szerokość) x 50% (wysokość) w przypadku urządzeń o przekątnej ekranu większej niż 7.9 cala oraz wielkości 100% (szerokość) x 75% (wysokość) na urządzeniach o przekątnej ekranu mniejszej niż 7.9 cala, rozpoczynającej się bezpośrednio pod tytułem (...).pl i wskazanymi pod nim zakładkami „(...)", „(...)", „(...)", „(...)", (...), (...), „(...)" i zakładkami będącymi linkami do poszczególnych działów serwisu: (...), (...), (...), (...), (...), (...), (...), Galerie, (...), (...), (...), (...), zamieszczonymi w standardowej dla strony www.(...).pl formie; bez możliwości zamieszczenia reklam; stworzonej bez zastosowania technologii flash; z możliwością zamknięcia ramki zawierającej tekst oświadczenia; czcionką koloru czarnego na białym tle, czytelną dla portalu www.(...).pl, wielkością liter dopasowaną do wielkości ramki w taki sposób, aby tekst oświadczenia czytelnie wypełniał całość ramki przy zachowaniu odstępu 1,5 linii; z tym, że pierwszy wers oświadczenia, tj. słowa PRZEPRASZAMY PANIĄ J. D. (2), będą zapisane pogrubioną czcionką dwukrotnie większą niż pozostała część oświadczenia; zaś słowa NIEPRAWDZIWE INFORMACJE będą pogrubione i podkreślone; II. zasądza od (...) sp. z o.o. w W. na rzecz J. D. (1) tytułem zadośćuczynienia kwotę 100.000,- (sto tysięcy) złotych wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od daty wydania wyroku do dnia zapłaty; III. umarza postępowania w zakresie żądania określonego w punkcie 3. petitum pozwu, tj. usunięcia ze strony www.(...).pl wskazanych tam artykułów oraz informacji ze wskazanych tam artykułów; IV. w pozostałej części powództwo oddala; V. całością kosztów postępowania w sprawie obciąża (...) sp. z o.o. w W., pozostawiając ich szczegółowe wyliczenie referendarzowi sądowemu, po uprawomocnieniu się wyroku. III C 1052/15 UZASADNIENIE Powódka J. D. (1) w pozwie skierowanym przeciwko (...) Sp. z o.o. w W. wskazała, że pozwany wydawca opublikował w gazecie (...) oraz na swoim portalu internetowym www.(...).pl serię artykułów w okresie od 23 lutego 2013 r. do 20 maja 2014 r., które stawiają powódkę w jednoznacznie negatywnym świetle. Pozwana kreowała bowiem obraz powódki jako osoby nieuczciwej, która dopuściła się kradzieży w jednym ze sklepów na F., a następnie unikała odpowiedzialności przed tamtejszymi organami ścigania. Ostatecznie, na skutek decyzji prokuratora, sprawa zakończyła się odstąpieniem od oskarżenia powódki, o czym pozwana spółka – jako wydawca dziennika (...) - do tej pory nie poinformowała swoich czytelników. Zdaniem powódki takie zachowanie pozwanej było jaskrawym przejawem braku rzetelności dziennikarskiej, a cel działania pozwanej był wyłącznie ekonomiczny (zwiększenie
--- STRONA 3 ---
sprzedaży dziennika), gdyż seria spornych artykułów nie miała – zdaniem powódki – nic wspólnego z misją społeczną mediów, ani też nie polegała na prawdzie. Na skutek działań pozwanej, doszło do stygmatyzacji społecznej nie tylko powódki, ale również członków jej najbliższej rodziny – w szczególności męża (mąż „złodziejki:) i synów powódki. Z tych wszystkich względów powódka wniosła o usunięcie skutków naruszenia dóbr osobistych powódki poprzez: 1. opublikowanie na koszt pozwanej w terminie 7 dni następujących po dacie uprawomocnienia się orzeczenia, przez okres 15 następujących po sobie kolejno dni, w Gazecie (...) na pierwszej stronie, w ramce o rozmiarach 26 cm x 35 cm zajmującej całą pierwszą stronę gazety wypełnionej białym tłem i zawierającej w standardowym miejscu i w standardowej ramce, standardowego koloru wielkości 7,7 cm x 7,7 cm, tytuł gazety, określenie miejsca, dnia, daty wydania, strony internetowej, numeru wydania, ceny, redaktora wydania, nr indeksu, international standard serial numer (ISSN), wielkością liter min. 0,8 cm, tak by tekst oświadczenia wypełniał całą ramkę pod polem przeznaczonym na dane identyfikacyjne gazety, standardową czcionką liter, koloru czarnego, ogłoszenia prasowego, o treści: (...) sp. z o.o. przeprasza Panią J. D. (1) za to, że naruszyła Jej dobra osobiste, w ten sposób że wielokrotnie opublikowała w Gazecie (...) w okresie od dnia 23 lutego 2013r. do dnia 20 maja 2014r. oraz w prowadzonym przez siebie serwisie internetowym www.(...).pl, w 35 publikacjach, nieprawdziwe informacje jakoby Pani J. D. (1) kradła futra w U., unikała odpowiedzialności karnej poprzez przeciąganie procesu, miała trafić do (...) więzienia na F. oraz za to, że nazwała Panią J. D. (1) złodziejką, a także za wykorzystanie bez Jej zgody Jej wizerunku. Powyższe oświadczenie publikowane jest w wyniku przegranego procesu sądowego.”; 2. zamieszczenie na koszt pozwanej w terminie 3 dni następujących po dacie uprawomocnienia się orzeczenia, przez okres kolejnych 15 następujących po sobie dni, na stronie internetowej www.(...).pl widocznej bezpośrednio po wyświetleniu strony, bez konieczności przewijania strony w dół i w bok, w ramce pojawiającej się na środku viewportu (widocznego na ekranie obszaru) wielkości 100% x 100%, rozpoczynającej się zaraz pod tytułem (...).pl zakładki: „(...)", „(...)", „(...)", „(...)", (...), (...), „(...).tv" i zakładkami będącymi linkami do poszczególnych działów serwisu: (...), (...), (...), (...), (...), (...), (...), „(...)", (...), (...), (...), (...) zamieszczonymi w standardowej dla strony www.(...).pl formie, bez możliwości zamieszczenia reklam, widocznej także wówczas gdy użytkownik ma zainstalowane oprogramowanie blokujące reklamy, stworzonej bez zastosowania technologii flash, standardową i czytelną dla strony www.(...).pl czcionką, wielkością liter dopasowaną do wielkości ramki (rozmiar min.26 czcionka Arrial Narrow), tak by tekst oświadczenia przepraszającego w sposób czytelny wypełniał całość ramki, czcionką koloru czarnego na białym tle, oświadczenia następującej treści: (...) sp. z o.o. przeprasza Panią J. D. (1) za to, że naruszyła Jej dobra osobiste, w ten sposób że wielokrotnie opublikowała w Gazecie (...) w okresie od dnia 23 lutego 2013 r. do dnia 20 maja 2014 r. oraz w prowadzonym przez siebie serwisie internetowym www.(...).pl, w 35 publikacjach, nieprawdziwe informacje, jakoby Pani J. D. (1) kradła futra w U., unikała odpowiedzialności karnej poprzez przeciąganie procesu, miała trafić do (...) więzienia na F. oraz za to, że nazwała Panią J. D. (1) złodziejką, a także za wykorzystanie bez Jej zgody Jej wizerunku. Powyższe oświadczenie publikowane jest w wyniku przegranego procesu sądowego"; 3. usunięcie ze strony www.(...).pl artykułów naruszających dobra osobiste powódki, tj. -„(...)."; (...) -„(...)"; -„(...)"; -„(...)!”; -„ "(...)
--- STRONA 4 ---
- „(...)."; -„(...) - „(...)"; - „(...); - „(...)"; - „(...)"; - „(...) - „(...)”; - „(...)"; - „(...) - „(...)"; - „(...) zaś z artykułów: - Ranking „(...)" miejsce 1; - „(...)."; - „(...)" – o usunięcie informacji na temat powódki; 4.zapłatę na rzecz powódki J. D. (1) kwoty 300.000 zł tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę wraz z ustawowymi odsetkami od daty następującej po dacie doręczenia odpisu pozwu do dnia zapłaty; 5. zasądzenie od pozwanej na rzecz powódki zwrotu kosztów procesu i kosztów zastępstwa procesowego, według norm przewidzianych prawem. W uzasadnieniu pozwu powodka wskazała, że żąda ochrony prawnej w związku z nieprawdziwymi publikacjami zamieszczonymi w dzienniku (...) oraz na stronie www.(...).pl, w których kreowano jej skrajnie pejoratywny wizerunek, poprzez oskarżanie jej o kradzież futer w sklepie na F. (U.) – podczas gdy takie zdarzenie ani żadna inna kradzież nie miało nigdy miejsca, a także o negatywną postawę podczas procesu (dążenie do jego przewlekania, sugerowanie kupienia sobie bezkarności) – co także nie miało miejsca. W toku procesu pozwana usunęła ze swojej strony internetowej artykuły opisane w punkcie 3 powyżej, w związku z czym w tym zakresie powódka cofnęła pozew ze zrzeczeniem się roszczenia (k.742). Pozwany (...) Sp. z o.o. w W. wniósł o oddalenie powództwa w całości i zasądzenie od powódki na swoją rzecz kosztów procesu. W uzasadnieniu pozwana spółka wskazała, że opublikowane artykuły oparte były na faktach, a dziennikarze dochowali należytej staranności na każdym etapie publikacji. Dotarli bowiem do oryginalnych, pochodzących z departamentu policji w U., dokumentów, z których wynikało, że powódka chciała opuścić sklep nie płacąc za odzież/futra, w związku z czym spędziła noc w areszcie oraz postawiono jej zarzuty. W rozprawach przed sądem (...) uczestniczył wysłannik pozwanej, co zapewniało dostęp do informacji „z pierwszej ręki”. Pozwana argumentowała również, że nie mogła naruszyć wizerunku powódki, który został opublikowany przez władzę (...) i był powszechnie dostępny w Internecie. Dziennikarze rzetelnie opisali również jakie jest zagrożenie karą, a po rozwiązaniu sprawy opublikowali artykuł, z którego wynikało, że powódka nie została skazana i nie trafi do więzienia. Poza tym
--- STRONA 5 ---
powódka – zdaniem pozwanej – jest osobą publiczną, a to oznacza, że powinna była liczyć się z zainteresowaniem jej osobą ze strony mediów. Sąd ustalił następujący stan faktyczny sprawy: W dniu 5 grudnia 2012 r. J. D. (1) razem z M. G. (obecnie (...)) udały się na zakupy do jednego z centrów handlowych na F. (U.). W różnych sklepach kupiły kilka sztuk odzieży: bluzki, spódnice. Potem weszły do znajdującego się w tym centrum sklepu odzieżowego N.. Reklamówki z zakupioną wcześniej odzieżą zostawiły w depozycie przed wejściem do sklepu. Otrzymały przy tym odpowiednie kwity, umożliwiające potem odbiór pozostawionych w depozycie rzeczy. W złożonych tam reklamówkach wraz z zakupionymi ubraniami znajdowały się również potwierdzenia ich zakupu (paragony). W sklepie N.J. D. (2)wybrała kilka rzeczy i udała się do przymierzalni, gdzie można było zabrać, zgodnie z obowiązującymi tam zasadami, 6 sztuk odzieży - i tyle też powódka przymierzyła, ostatecznie decydując się na zakup trzech czy czterech sztuk odzieży: bluzek i spódnic, za kwotę przenoszącą 500 USD. W sklepie tym nie w ogóle nie sprzedawano futer. Cały pobyt klientek w sklepie był nagrywany przez monitoring sklepowy. Przy wyjściu ze sklepu J. D. (2) i M. G. odebrały rzeczy z depozytu, a po chwili zostały zatrzymane przez pracownika ochrony sklepu - B. R. (M.), która nakazała im udać się z nią na zaplecze. Klientki początkowo nie wiedziały o co chodzi, a B. R. oznajmiła im, że przyczyną zatrzymania jest próba kradzieży rzeczy ze sklepu. B. R.poprosiła o pokazanie wszystkich reklamówek, a powódka wraz z M. J. wykonywały jej polecenia. Po sprawdzeniu reklamówek okazało się, że dla każdej sztuki odzieży – w tym do zakupionych wcześniej ubrań – znajdowały się tam stosowne paragony. B. R. zorientowała się, że rzeczy zatrzymanych klientek zostały zakupione w tym albo innych sklepach, gdyż oprócz paragonów ubrania miały swoje metki, pochodzące z innych sklepów. Wtedy B. R. zerwała metki z rzeczy, wydrukowała swoje metki i zrobiła zdjęcia do raportu. Na miejsce została wezwana Policja. Funkcjonariusz policji nie przesłuchiwał J. D. (1) ani M. G.. Sporządził jedynie raport, w którym opisał stan sprawy podany mu przez B. R., i zawiózł zatrzymane do Komisariatu, gdzie zrobiono im zdjęcia oraz odebrano odciski palców. Zdjęcia zatrzymanych Komisariat zamieścił na swojej stronie w internecie wraz ze skanem raportu z zatrzymania – zgodnie z przepisami S. – na 90 dni. Po tym czasie zdjęcia zatrzymanych są usuwane ze strony Komisariatu i nie są nigdzie przechowywane przez władze S.. J. D. (1) ani M. G. nie były na Policji przesłuchiwane, a podstawę zatrzymania stanowił powyższy raport ze zdarzenia. Raport ten był sporządzony w języku (...), na formularzu. Zawierał opis wersji zdarzenia podany przez B. R.. Opis tego zdarzenia, sporządzony w osobie trzeciej, zaczyna się od wskazania, że jest to wersja podana policjantowi przez B. R. . Wskazano tam, że J. D. (1) i M. G. zerwały zabezpieczenia z ubrań, które chronią przed kradzieżą, a następnie usiłowały opuścić sklep nie płacąc za nie. Dalej wskazano, że M. G. przyznała się do kradzieży. Policjant zapisał to w raporcie – ponieważ taki przebieg zdarzenia zgłosiła mu B. R.. Podała ona nieprawdę: żadna z klientek niczego nie ukradła, metki zostały zerwane przez B. R., żadna z klientek nie przyznała się do kradzieży – przeciwnie, od początku tłumaczyły B. R., że ubrania kupiły, i niczego nie ukradły. Przedmioty, które B. R. wskazała jako przedmiot usiłowania kradzieży, wskazano w raporcie poprzez zakreślenie stosownych rubryk formularza: w kratkach policjant zaznaczył rodzaj rzeczy, zakreślając kolejno przybliżane grupy: odzież/futra, oraz liczbę sztuk (6). Do raportu dołączone były zdjęcia ubrań wraz z metkami pochodzącymi ze sklepu (...). Oznaczało to, że podejrzenie kradzieży dotyczyło 6-ciu wskazanych sztuk odzieży: bluzek i spódnic. J. D. (1) wraz z M. J. opuściły areszt za kaucją, i zostało przeciwko nim wszczęte postępowanie jako podejrzanym o popełnienie kradzieży trzeciego stopnia. Kluczowym dowodem w sprawie miały być: zapis z monitoringu sklepu, a także sporządzona przez sklep inwentaryzacja, która pozwoliłaby na potwierdzenie ilości i rodzaju brakujących sztuk odzieży. J. (...) i (...) G. stawiały się na każdy termin rozprawy. Szczególnie J. D. (1) zależało na zakończeniu sprawy, ponieważ – z powodu nagonki medialnej - nie chciała wracać do Polski przed jej zamknięciem. Jednak postępowanie przeciągało się, ponieważ na posiedzenia nie stawiała się B. R., która zgodnie z tamtejszą procedurą powinna była potwierdzić opis zdarzenia zawarty w raporcie. Drugą przyczyną przeciągania
--- STRONA 6 ---
się sprawy było to, że sklep nie sporządzał inwentaryzacji oraz około roku zwlekał z wydaniem nagrania z monitoringu. To były przyczyny kilkukrotnego odroczenia posiedzenia. Przesłuchana w końcu B. R. wycofała się z opisu zdarzeń, jaki przedstawiła policjantowi do jego raportu. Przyznała, że nie mogło dojść do zerwania zabezpieczeń chroniących rzeczy przed kradzieżą, gdyż doprowadziłoby to do wylania się specjalnej farby i zniszczenia ubrań – a ubrania nie nosiły takich śladów. Co więcej – zerwanie tych zabezpieczeń bez użycia narzędzi jest niemożliwe, a przy osobach zatrzymanych ani na terenie sklepu takich narzędzi nie znaleziono. Wydrukowane przez B. R. metki do ubrań zawierały datę i godzinę wydruku jednoznacznie wskazującą, że wydruk nastąpił już po zatrzymaniu klientek. Z przeprowadzonej inwentaryzacji sklepu okazało się zaś, że żadna z rzeczy wskazanych przez B. R. nie zginęła, a sklep ten nigdy nie prowadził sprzedaży marek zakwestionowanych ubrań. Kluczowym okazało się jednak nagranie z monitoringu sklepu. Początkowo sklep twierdził, że tego nagrania nie ma. Dopiero gdy sędzia nakazał zajęcie twardego dysku ze sklepowego komputera, sklep wydał nagranie. Prokurator, który otrzymał to nagranie, powiadomił o tym oskarżone i ich adwokata. W piątek w siedzibie Prokuratora dokonano oględzin nagrania. W oględzinach tych uczestniczyła J. D. (1). Z nagrania kamer sklepowych wynika, że ani powódka, ani M. J. niczego w sklepie nie ukradły. Nagranie pokazało cały ich pobyt w sklepie – obraz z kamer obejmował także przymierzalnię. W najbliższy po dniu oględzin poniedziałek był wyznaczony w Sądzie kolejny termin rozprawy. Do posiedzenia nie doszło, ponieważ prokurator porzucił zarzuty wobec J. D. (1) i M. G.. Prokurator wskazał, że w toku postępowania J. D. (1) został przedstawiony zapis z kamer sklepowych. W żadnym momencie materiału filmowego nie widać, by J. D. (1) bądź M. G. ukrywały jakikolwiek towar. Żadna z rzeczy znalezionych przy nich i wskazanych jako skradzione - nie figurowała w spisie towaru sklepu. Metki z ceną, które powinny być przy ubraniach, a które rzekomo zostały przez nie usunięte - nie zostały przedstawione prokuraturze przez sklep (...). W toku postępowania przed władzą (...) ostatecznie zatem ustalono, że do zarzucanego zdarzenia w ogóle nie doszło, a J. D. (1) ani M. J. nie kradły ani nie miały zamiaru kradzieży rzeczy ze sklepu. Z tych względów Prokurator Generalny S., pod kontrolą Sądu w Hrabstwie B., w dniu 4 czerwca 2014 r. wydał Memorandum N.. Dokument ten stanowi decyzję procesową o porzuceniu zarzutów. Decyzja taka jest wydawana wówczas, kiedy nie ma żadnych podstaw do popierania oskarżenia, a zatem w niniejszej sprawie – wówczas, gdy organy ścigania stwierdziły, że nie ma żadnych podstaw do przypisania oskarżonym kradzieży towaru z przedmiotowego sklepu. Decyzja ta kończy postępowanie w sprawie - sprawa nie jest kierowana na rozprawę główną. Sąd zawsze bada zasadność porzucenia zarzutów – i zezwala na nie, albo nakazuje kontynuację postępowania. W tym przypadku Sąd zaaprobował decyzję Prokuratora. Wszystkie dokumenty ze sprawy były, zgodnie z przepisami S., na bieżąco zamieszczane na stronie internetowej Sądu Hrabstwa B. w U.. W taki sposób publikowane są tam wszystkie materiały z prowadzonych przez Sąd spraw. J. D. (1) i M. G. nie były jedynymi klientkami tego sklepu, w stosunku do których B. R. zgłosiła podejrzenie kradzieży. W czasie przedświątecznym, gdy zwiększa się liczba kradzieży w sklepach, pracownicy ochrony otrzymywali nagrody pieniężne za każdą udaremnioną kradzież – a B. R., która wtedy była w trakcie swojej sprawy rozwodowej, potrzebowała pieniędzy. Między innymi oskarżyła czarnoskórego mężczyznę o to, że wszedł do sklepu boso, a wyszedł w butach nie zapłaciwszy za nie; oskarżyła też o kradzież dwie (...). Wszystkie osoby wskazane w tym okresie przez B. R. jako podejrzane o kradzież – zostały oczyszczone z zarzutów, a niektóre z tych osób – będące obywatelami U. - wytoczyły jej i wygrały sprawy o zadośćuczynienie. Powyżej opisane postępowanie w sprawie J. D. (1) trwało przed władzą (...) około 14 miesięcy, a o zdarzeniu i przebiegu procesu pisała prasa w Polsce. Pierwszy o sprawie, zaraz po zatrzymaniu J. D. (1) i M. G., napisał (...). Dziennikarze (...) uczestniczyli w posiedzeniach Sądu, zdawali z nich relacje, publikowali zdjęcia obu kobiet. W związku z tą sprawą pozwana opublikowała w swoim dzienniku (...) oraz na stronie internetowej www.(...).pl następujące artykuły: 1. (...) z dnia 23-24 lutego 2013 r. nr (...), gzie zostały opublikowane 2 artykuły na 1,2 i 3 stronie zajmując całą ich powierzchnię. Artykuł na stronie 1 został opatrzony tytułem: „ (...) " oraz zdjęciem twarzy J. D. (1) i M. J. z kartoteki policyjnej z zakrytymi
--- STRONA 7 ---
oczami ; artykuł na stronie 2 i 3 został opatrzony tytułem: „ (...)W treści artykułu przedstawiono szczegółowy opis zdarzeń w sklepie (...) wskazując, że „ (...) dotarł do policyjnych raportów, które nie pozostawiają cienia wątpliwości”; 2. (...) z dnia 25 lutego 2013 r. nr (...), artykuły na temat powódki zostały zamieszczone na 1, 2, i 3 stronie gazety. Na stronie 1 publikacja zawierała tytuł „ (...) "; na stronie 2 tytuł brzmiał: „(...) ?"; 3. (...) z dnia 26 lutego 2013 r. nr (...), strona 1 artykuł pt. „ (...)?". W treści artykułu: „ (...)Na stronach 8-9 zamieszczono artykuł poświęcony powódce opatrzony tytułem: „ (...)identyczna publikacja ukazała się na www.(...).pl w dniu 26 lutego 2013 r. pt. „ (...) 4. (...) z dnia 27 lutego 2013 r., nr 49, strona 14-15 zawiera artykuł opatrzony dużym tytułem: „(...)" wraz z publikacją o tym samym tytule i treści zamieszczoną na stronie www.(...).pl w dniu 27 lutego 2013 r.; 5. (...) z dnia 28 lutego 2013 r. nr (...), strona 1 tytuł: „ (...)” Artykuł zajmował pół strony, a w jego treści napisano: „(...). (...) (...)"; 6. (...) z dnia 28 lutego 2013 r., wydanie internetowe, tytuł: „(...)", w treści publikacji zawarto następujące sformułowania: (...)" ; 7. (...) z dnia 8 marca 2013 r. nr (...), dodatek magazyn (...) z 8 marca 2013 r. zakładka Ranking „(...), gdzie na 1 miejscu została wskazana powódka „(...)". Identyczny tekst ukazał się na łamach www.(...).pl w dniu 8 marca 2013 r.; 8. (...) z dnia 26 marca 2013 r. nr 72 s. 14-15, tytuł: „(...)” oraz pod artykuł pt. „(...)!", w którego treści napisano: „ (...) 9. Wydanie internetowe gazety - www.(...).pl z dnia 26 marca 2013 r., tytuł: „"(...) " , w artykule napisano: „(...)."; 10. (...) z dnia 12 czerwca 2013 r.( Nr (...), s.1, artykuł pt. „(...)!", strony 2-3, nagłówek; „(...)”, publikacja została opatrzona zdjęciami powódki, w tym zdjęciem z kartoteki policyjnej, zaś w treści publikacji wymieniano powódkę z imienia i nazwiska ; 11. Artykuł będący reportażem z rozprawy ukazał się również na www.(...).pl w dnu 11 czerwca 2013 r., tytuł: (...).", artykuł został opatrzony zdjęciami z sali sądowej i zdjęciami z kartoteki policyjnej ; 12. (...) z dnia 13 czerwca 2013 r. nr (...), strona 15, tytuł: „(...)", artykuł jest opatrzony zdjęciami powódki , zaś w treści publikacji wymieniano powódkę z imienia i nazwiska; 13. (...) z dnia 12 lipca 2013 r., wydanie internetowe, tytuł: „ (...), w treści napisano: „ (...) ", przy artykule zamieszczono zdjęcie powódki oraz zdjęcia z sali sądowej; 14. (...) z dnia 6 sierpnia 2013 r., Nr (...), na 1 stronie zamieszczono artykuł pt. „(...)”, w którego treści napisano: „ (...)zaś w wersji internetowej www.(...).pl z dnia 7 sierpnia 2013 r., w artykule pt . „(...)", napisano: „(...)."; 15. (...) z dnia 29 października 2013 r., nr 253, s. 1, tytuł: „(...)” ;
--- STRONA 8 ---
16. Artykuł o podobnej treści ukazał się na www.(...).pl w dniu 29 października 2013 r. pt. „(...)?”, w którym napisano: „(...)"; 17. W dzienniku (...) z dnia 2-3 listopada 2013 r., nr (...), na s. 13 opublikowano artykuł pt. „ (...)", do artykułu dodano zdjęcie powódki wraz ze zdjęciem więzienia. Podobny artykuł ukazał się na stronie www.(...).pl w dniu 2 listopada 2013 r. pt. „ (...) ", a w treści napisano: „ (...) Artykuł został opatrzony zdjęciem powódki, w tym zdjęciem z kartoteki policyjnej ; 18. (...) z dnia 24 - 26 grudnia 2013 r. nr 299, dział Polityka, ukazał się artykuł pt. „(...) ", gdzie w ramce zostały przedstawione powódka z J. D. (2) - ich zdjęcie z kartoteki policyjnej z podpisem: (...) (...)". Identyczny tekst ukazał się na stronie internetowej www.(...).pl w dniu 24 grudnia 2013 r.; 19. (...) z dnia 26 grudnia 2013 r. wydanie internetowe, artykuł pt. „(...) ", do artykułu zostało dołączone duże zdjęcie powódki z kartoteki policyjnej, zaś w publikacji napisano: „ (...)."; 20. (...) z dnia 11-12 stycznia 2014 r., nr (...), s. 14 tytuł: „(...)", w treści którego napisano: „(...) ."; 21. (...) z dnia 11 stycznia 2014 r., wydanie internetowe, artykuł o tytule: „(...) ", w którym napisano: „ (...) 22. (...) z dnia 22-23 lutego 2014 r., nr 44, s. 13 tytuł „ (...)”, w treści artykułu zawarto następujące stwierdzenia: „(...)." Identyczna publikacja została zamieszczona na stronie www.(...).pl w dniu 22 lutego 2014 r.; 23. (...) z dnia 25 lutego 2014 r., wydanie internetowe, artykuł pt. „(...)", w którego treści napisano: „ (...)- czytamy w (...) (...) (...)."; 24. W (...) z dnia 5 marca 2014 r., nr 53, s. 16 został zamieszczony artykuł pt. „(...)", w którego treści poinformowano o decyzji wydanej przez (...) Sąd: „(...)." Podobna w treści publikacja została zamieszczona na stronie www.(...).pl w dniu 5 marca 2014 r. pt. „(...)."; 25. (...) z dnia 20 maja 2014 r., wydanie internetowe, artykuł pt. „ (...) ", w treści artykułu napisano: „(...), na łamach nowego numeru (...). (...)." Nad opracowaniem powyższych artykułów pracował zespół dziennikarzy dziennika (...). Początkowo redakcja dziennika (...) nie dysponowała żadnym zdjęciem powódki, z wyjątkiem jednego, które zostało zrobione podczas pogrzebu teściowej J. D. (1). Stąd też dziennik wielokrotnie wykorzystał zdjęcia z kartoteki policyjnej, a także korzystał z usług swojego wysłannika w U., który dostarczał nowe fotografie, stanowiące ilustrację do „relacji” z procesu. Zasadniczą rolę odegrał w tych publikacjach K. G., redaktor działu (...) dziennika (...). Dziennikarz ten odpowiadał za redagowanie tekstów, dodawanie tytułów, śródtytułów, podpisywanie zdjęć. Zredagowane materiały były następnie – zgodnie z procedurą pracy, przyjętą w redakcji – oddawane do akceptacji redaktorowi wydania, który nie tylko je zatwierdzał, ale także odpowiadał za treść tytułów. W czasie publikacji K. G. występował w dwojakiej roli: redaktora działu (...) i dziennikarza – część artykułów jest jego autorstwa; część redagował, za część zaś w ogóle nie odpowiadał (vide: protokół, k. 546-547). K. G. przed publikacją pierwszego artykułu podjął 4 czy 5 prób kontaktu telefonicznego z powódką w sprawie jej zatrzymania. Powódka poprosiła go o wstrzymanie się z publikacją do czasu, aż sprawa przed władzą (...) się wyjaśni. Potem nie odbierała już
--- STRONA 9 ---
telefonu. Przed kolejnymi publikacjami nikt z dziennikarzy ani redaktorów (...) już nie podejmował prób kontaktu z powódką – poprzestając na informacji K. G., że jego kilku telefonów przed pierwszym artykułem powódka nie odebrała. Dziennikarze (...) jako pierwsi w Polsce podali informację o zatrzymaniu powódki – podali przy tym, że została zatrzymana pod zarzutem kradzieży futer w U.. Zapoczątkowało to w polskich mediach cały cykl publikacji dotyczących, jak to określano, „(...)”. Publikowane materiały K. G. oparł na raporcie policyjnym, który znalazł na stronie internetowej Komisariatu, gdzie zatrzymano powódkę. Opisany tam przebieg zdarzenia przedstawiony przez B. R. zrozumiał jako przebieg zdarzenia ustalony przez policjanta spisującego raport. Z kolei stąd, że w raporcie policyjnym była zakreślona rubryka odzież/futra (vide: k.417 v.), K. G. wywnioskował, że przedmiotem rzekomej kradzieży są właśnie futra – nie bacząc na to, że z opisu oraz załączonych do raportu zdjęć ewidentnie wynikało, że chodziło o bluzki i spódnice. Źródłem informacji w toku dalszych publikacji były również dla K. G. publikacje w innych mediach, m.in. w (...). Autorką części artykułów była M. T., dziennikarka (...), która od dwóch lat kierowała działem „(...)”, wcześniej zaś była redaktorem dodatku (...). M. T. była autorem tekstu: „ (...) ” oraz „ (...)”. Dziennikarka przed publikacją nie kontaktowała się z powódką, swoją wiedzę czerpała od K. G. oraz z innych publikacji medialnych o sprawie. M. T. nie jest z wykształcenia dziennikarką. Przed rozpoczęciem pracy dla pozwanej pracowała w (...) i gazecie (...). W żadnej z tych redakcji nie było organizowanych żadnych szkoleń z zasad etyki dziennikarskiej. R. P., który również jest autorem kilku artykułów (vide: k.120-121, 123-124), także nie kontaktował się z powódką ani nie podejmował w tym kierunku żadnych prób . Teksty pisał bazując na informacjach dostarczanych przez osoby trzecie, jak K. G. czy osoby z rodziny R. J., które potwierdziły mu, że podejrzenie kradzieży miało miejsce. Inne osoby, które pracowały nad spornymi publikacjami, nie pracują już w dzienniku (...). Cykl powyższych publikacji spowodował negatywne zmiany w życiu powódki i jej najbliższego otoczenia. To wskutek tych artykułów powódka stała się osobą medialną, tzn. taką, o której pisała prasa, publikując jej wizerunek oraz imię i nazwisko. Wcześniej - przed publikacjami związanymi z „(...)” - powódka nie należała do grona osób, którymi interesują się media, nie była osobą znaną. Choć była zamężna ze znanym politykiem, przez pewien czas pełniącym funkcję ministra – pozostawała osobą prywatną. Ceniła bardzo swą prywatność i nie uczestniczyła w życiu publicznym. Warunkiem jej zgody – jako żony – na zaangażowanie się męża w politykę i działalność publiczną, było pozostanie przez nią poza tą sferą. Mąż respektował to. Powódka nie pojawiała się u boku męża nawet gdy wymagał tego protokół dyplomatyczny – nie uczestniczyła w bankietach, spotkaniach, nawet imprezach towarzyskich, jeśli miały one wydźwięk polityczny czy szerzej - publiczny, tzn. jeżeli gościli w nich politycy, ludzie znani wraz z żonami – jak hucznie obchodzone imieniny znanych osób. Było to nawet źródłem docinków kolegów pod adresem jej męża. Powódka chroniła swoją prywatność na tyle skutecznie, że gdy gazety zaczęły pisać o „(...)”, nie dysponowały nawet jej zdjęciami – poza tym z zatrzymania ze strony Komisariatu w U., oraz zdjęciem z pogrzebu swojej teściowej, w którym uczestniczyła u boku męża. Na skutek publikacji, powódka w oczach społeczeństwa, i nawet wśród znajomych, zaczęła być postrzegana jako złodziejka. Przez te publikacje powódka bała się powrotu do Polski, opóźniała ten powrót aż do chwili wyjaśnienia sprawy jeszcze na miejscu, kiedy przebywała w U.. Przedtem od wielu lat spędzała na F. kilka zimowych miesięcy. Po publikacjach w sprawie „(...)” wróciła do kraju dopiero po oczyszczeniu z zarzutów. Po powrocie do kraju publikacje w mediach, m.in. w (...), o „(...)” nie ustały. Powódka miała nadal silną depresję - do tego stopnia, że nie wychodziła z domu, była zestresowana, miała poczucie zaszczucia, upodlenia, niczym nie zasłużonej krzywdy. Powódka czuła się bezradna wobec opiniotwórczej siły dziennika (...). Silny długotrwały negatywny stres, jaki u powódki wywołało nie tylko samo postępowanie sądowe, ale przede wszystkim jego nagłośnienie i ataki medialne – m.in. w powyższych publikacjach – odbiły się negatywnie na samopoczuciu i stanie zdrowia powódki. Uaktywniła się u powódki nieobecna wcześniej alergia – której zagrażające życiu ataki wymagały zastrzyków z adrenaliny – oraz cukrzyca. Powódka musi teraz stale nosić przy sobie opakowanie zastrzyku z adrenaliną. Lekarze informowali ją, że pojawienie się tych chorób mogło być wywołane czy nasilone przez długotrwały bardzo silny stres.
--- STRONA 10 ---
Poczucie krzywdy powódki było potęgowane przez zachowanie dziennikarzy pozwanej również w toku procesu. I to pomimo tego, że jeszcze na początku postępowania powódka wyrażała wolę polubownego zakończenia sprawy, a nawet oświadczyła, że nie zależy jej na pieniądzach, ale przede wszystkim na tym, żeby odbiorcy pozwanej dowiedzieli się, że nie jest złodziejką; żeby odzyskała dobre imię i szacunek u ludzi. Reakcja pozwanej i jej pracowników tylko pogłębiła poczucie krzywdy powódki. Powódka nie spotkała się z jakimkolwiek przejawem dobrej woli ze strony pozwanej, który pozwoliłby chociaż na podjęcie rozmów ugodowych, i to w sytuacji, gdy pozwana już posiadała wiedzę (po wydaniu Memorandum N. P.), że sporne artykuły nie były oparte na prawdzie. Mało tego - podczas jednej z rozpraw, w czasie przerwy, na korytarzu sądowym dwaj dziennikarze (...) rozmawiali z powódką o wysokości dochodzonego w sprawie odszkodowania (vide: protokół rozprawy z dnia 18 listopada 2016r., k.743, twierdzenia niezaprzeczone przez pozwanego). Byli przekonani, że Sąd zasądzi od pozwanej na rzecz powódki zadośćuczynienie w kwocie 50 tys. zł. Jeden z nich powiedział: „Dadzą nam pięć dych [t.j. pięćdziesiąt tysięcy złotych], na te pięć dych to my jesteśmy przygotowani; co miesiąc możemy taką sprawę przegrywać, a ile to nam dało przez ten czas, to tego nikt nam nie odbierze”. To spowodowało, że powódka, początkowa dość obojętna na finansową stronę tej sprawy – zaczęła traktować żądane zadośćuczynienie jako ważny element naprawienia swojej krzywdy. Szok, trauma, wycofanie społeczne - utrzymują się u powódki do tej pory. Powódka nie chce chodzić do kina, na zakupy. W szczególności powódka boi się pokazywać w towarzystwie męża, gdyż wtedy ludzie łatwo ją rozpoznają - szepcą za jej plecami i wskazują na nią palcem. Mimo że sprawa w U. została zakończona w 2014 r., to w świadomości społeczeństwa negatywny wizerunek powódki utrzymuje się do tej pory. Jeszcze na początku listopada 2016 r. (w toku postępowania) powódka udała się wraz z mężem na zakupy, podczas których słyszała pejoratywne sugestie w stosunku do swojej osoby, kierowane ze strony nieznajomego człowieka, który rozmawiał z mężem powódki. Insynuował on, że M. D. pokazuje się publicznie w towarzystwie złodziejki i pytał, czy nie boi się, że tutaj też coś „zwinie” (vide: protokół rozprawy z dnia 18 listopada 2016r., k.743, twierdzenia niezaprzeczone przez pozwanego). O tym, że w społeczeństwie jest powszechnie uważana za złodziejkę, powódka dowiaduje się na podstawie reakcji, jakie spotykają nie tylko bezpośrednio ją samą, ale i jej bliskich. Jeden syn musiał zmienić otoczenie i przeprowadził się do innej miejscowości, gdyż nie mógł znieść tego, że był postrzegany jako „syn złodziejki”. Drugi syn planował założyć firmę, ale z powodu spornych artykułów jego wspólnik wycofał się. Zamknął również klub młodzieżowy (klienci mówili mu, że ma fajną kurtkę i pytali, czy też matka mu ukradła), a jego żona zabrała dziecko (wnuka powódki) z przedszkola, także ze względu na przykrości i komentarze w związku z publikacją spornych artykułów. Mąż powódki dostawał liczne wiadomości tekstowe typu sms o złośliwej treści; z zapytaniami czy powódka „nie załatwi futer po taniości” lub czy można u jego żony „zamówić futerko”. Mąż powódki postanowił zrezygnować z życia politycznego, mając nadzieję, że dzięki temu media przestaną pisać o powódce, gdyż niejednokrotnie powódka była w spornych artykułach przedstawiana jako żona (byłego) ministra. Świadomość tych wszystkich szykan i krzywd bliskich pogłębiała u powódki poczucie jej własnej krzywdy, poczucie niesprawiedliwości, jakie ją spotkało, oraz wielki żal do mediów – w tym m.in. do pozwanej. Sprawa dotycząca rzekomej kradzieży futer była przedmiotem zainteresowania wielu mediów. Publikacje na ten temat pojawiały się również w innych gazetach czy portalach internetowych jak „(...).pl” czy (...). Pozwana publikowała sporne artykuły również na stronie internetowej www.(...).pl. W dniu 14 listopada 2016 r., przed ostatnim terminem rozprawy w niniejszej sprawie, pozwana usunęła z tej strony internetowej sporne artykuły ( vide: wydruki ze stron www, k. 694-739). Sprzedaż dziennika (...), tak jak i innych gazet, systematycznie spada – jednak pozostaje on najbardziej poczytnym dziennikiem w Polsce, a jego czytelnicy stanowią ok. 10% rynku (niesporne, informacje powszechnie znane). O rozpoczęciu publikacji powyższych materiałów przesądził udział w zatrzymaniu M. G. - jako partnerki celebryty R. J.. Powódka – z punktu widzenia redakcji pozwanej – przynajmniej na początku jedynie uczestniczyła w feralnym zdarzeniu. Dopiero z czasem, gdy stała się znana właśnie z „(...)”, stała się dla pozwanej osobą godną zainteresowania. (...) była opisywane w dzienniku (...) oraz w portalu internetowym www.(...).pl cyklicznie, nawet wówczas, gdy w sprawie nic nowego się nie działo: ani przed władzą (...), ani też nie pojawiały się nowe fakty lub dowody. W taki sposób powstały i zostały opublikowane m.in. materiały pokazujące budynek więzienia H. – z komentarzem, że tam mogą trafić powódka i M. G.. W ten sposób dziennikarze gazety (...) – jak zeznali - realizowali wytyczne redakcji, aby co najmniej raz na tydzień na czołówkach pojawił się materiał związany z „aferą”. Miało to na celu „podtrzymanie” tematu, rozgrzewanie ciekawości odbiorców, przypominanie czytelnikom o sprawie.
--- STRONA 11 ---
Powyższy stan faktyczny Sąd ustalił na podstawie bezspornych twierdzeń stron, dokumentów lub ich kserokopii, które nie były kwestionowane przez żadną ze stron, a Sąd nie znalazł podstaw by czynić to z urzędu, tj. pozew wraz z załącznikami, k. 2-330, w tym: (...) z dnia 23-24 lutego 2013 r. (...) strona 1,2,3 (...)" z dnia 26 lutego 2013 r. nr (...), strona 1,8-9, akt notarialny repertorium A nr: (...), załącznik nr (...), dowód: (...) z dnia 25 lutego 2013 r. nr 47, strona 1,2,3, (...) z dnia 27 lutego 2013 r, nr (...), strona 14,15, akt notarialny Repertorium A nr (...), załącznik nr 51, (...)" z dnia 28 lutego 2013 r. nr (...), strony 1, akt notarialny repertorium A nr (...) załącznik nr 52, dowód: (...) z dnia 8 marca 2013 r. nr 57, dodatek magazyn (...) z 8 marca 2013r, zakładka (...)", akt notarialny repertorium A nr (...), załącznik nr 45, (...) z dnia 26 marca 2013 r. nr 72 s. 14-15, akt notarialny repertorium A nr (...) załącznik nr 17, (...) z dnia 12 czerwca 2013 r., nr 135, s.1,2,3, akt notarialny Repertorium A nr (...), załącznik nr 46, (...)" z dnia 13 czerwca 2013 r. nr 136, strona 15, akt notarialny repertorium A nr (...) załącznik nr 5, (...)" z dnia 6 sierpnia 2013 r., Nr 182, strona 1, akt notarialny repertorium A nr (...), akt notarialny repertorium A nr (...) załącznik nr 5, (...) z dnia 6 sierpnia 2013 r., Nr 182, strona 1, akt notarialny repertorium A nr (...), załącznik nr 19, (...) z dnia 29 października 2013 r., nr 253, s. 1, akt notarialny repertorium A nr (...) załącznik nr 41, (...) z dnia 2-3 listopada 2013 r., nr 256, s. 13, akt notarialny Repertorium A nr (...), (...) z dnia 24-26 grudnia 2013 r. nr 299, akt notarialny Repertorium A nr (...) załącznik nr 32, akt notarialny Repertorium A nr (...), załącznik nr 48, (...) z dnia 11-12 stycznia 2014 r., nr 8, s. 14, akt notarialny Repertorium A nr (...), załącznik nr 4, (...)" z dnia 22-23 lutego 2014 r„ nr 44, s. 13, akt notarialny Repertorium A nr (...), załącznik nr 53, akt notarialny Repertorium A nr (...), załącznik nr 55, (...) z dnia 5 marca 2014 r. nr 53, s. 16, akt notarialny Repertorium A nr (...) Załącznik nr 57, akt notarialny Repertorium A nr (...), załącznik nr 1,odpowiedź na pozew z załącznikami, k.341-509, w tym: tłumaczenie treści zrzutów stron internetowych, k.406-412, raport ze zdarzenia, tłumaczenie, k. 417-417v., załączniki, k. 418-420, akt notarialny wraz ze zrzutami z ekranu komputera, k. 421-455,456-479,480-485, wydruki ze stron internetowych, k.498-508v. Powyższy stan faktyczny Sąd ustalił również na podstawie zeznań powódki w zakresie, w jakim nie były one kwestionowane przez pozwaną, oraz zeznań świadków: M. D., M. J., M. T., K. G., B. P., protokół rozprawy z dnia 13 czerwca 2016r., k., 542-555, transkrypcja, k.557-636, protokół rozprawy z dnia 14 września 2016r., k. 654-660, transkrypcja, k.666-686, protokół rozprawy z dnia 18 listopada 2016r., k. 742-746. Strona pozwana nie kwestionowała treści, miejsca oraz daty publikacji wskazanych w pozwie artykułów. Ostatecznie nie kwestionowała też treści nagrania z kamer sklepowych, które stanowiły koronny dowód w sprawie prowadzonej przed (...) organami ścigania. Strony różniły się w zakresie oceny faktów, tzn. sporne było przede wszystkim, czy artykuły opisywały prawdę, czy dziennikarze pozwanej spółki zachowali należytą rzetelność na każdym etapie publikacji, jaki jest status powódki (czy jest to osoba publiczna), czy artykuły kreowały pejoratywny wizerunek powódki w oczach odbiorców dziennika pozwanej, czy artykuły wywołały u powódki krzywdę, czy pozwana działała w interesie publicznym. W tym zakresie Sąd pominął tę część zeznań, która dotyczyła oceny tych kwestii, gdyż ocena faktów należy do Sądu. Sąd nie dał wiary samej powódce w zakresie, w jakim twierdziła, że sporne artykuły wywołały u niej rozstrój zdrowia, w szczególności, że to na ich skutek powódka zachorowała na alergię oraz cukrzycę. Te twierdzenia powódki były kwestionowane przez pozwaną, a samo zeznanie powódki jest w ocenie Sądu niewystarczającym na to dowodem – zwłaszcza, że kwestie te wymagają wiedzy specjalnej (medycznej). Sąd dał wiarę zeznaniom powódki i świadków, że powódka w istocie cierpi na te choroby, oraz że lekarze informowali ją o tym, że takie choroby mogą powstać albo ich objawy mogą się nasilić na skutek przewlekłego bardzo silnego stresu. O ile dla wykazania związku przyczynowego pomiędzy publikacjami a poszczególnymi jednostkami chorobowymi konieczne byłyby wiadomości specjalne – co wymagałoby dalszego postępowania dowodowego, o które powódka, reprezentowana przez zawodowego pełnomocnika nie wnosiła – o tyle dla wykazania, że długotrwały bardzo silny stres ma negatywny wpływ na ludzkie zdrowie, w szczególności że mogą się wtedy ujawnić czy nasilić alergie (jak każda choroba autoimmunologiczna) czy cukrzyca – wiedza specjalna nie jest potrzebna. Przeciwnie, jest to wiedza powszechnie znana, oczywista, a negatywny wpływ silnego długotrwałego stresu na organizm i zdrowie człowieka - jest przedmiotem informacji na każdym szkoleniu BHP, a nawet w szkole na lekcjach biologii. Nie oznacza to, że Sąd ustalił istnienie prostego związku przyczynowo – skutkowego pomiędzy przedmiotowymi publikacjami a wystąpieniem u powódki cukrzycy i alergii – bo na to, zdaniem Sądu, nie było wystarczających dowodów. Sąd ustalił natomiast, że przedmiotowe publikacje wydatnie przyczyniły się do długotrwałego silnego negatywnego stresu u powódki, co w konsekwencji niewątpliwie źle wpłynęło na jej samopoczucie i stan zdrowia.
--- STRONA 12 ---
Oczywiście samo postępowanie karne, począwszy od niesłusznego oskarżenia przez ochronę sklepu, przez zatrzymanie, opublikowanie zdjęć, całe postępowanie prokuratorskie i sądowe – musiały i na pewno były dla powódki źródłem silnego długotrwałego negatywnego stresu. Jednak ewidentny był dla Sądu także związek publikacji z tym stresem: publikacje te stres ten niewątpliwie nasiliły, a niespotykana skala publikacji medialnych i ich niespotykany zasięg i skutek społeczny – wskazuje, zgodnie z zasadami logiki i doświadczenia życiowego, że nasilenie to trzeba ocenić jako znacznego stopnia, a nawet przewyższające stres spowodowany samym postepowaniem. Zasady doświadczenia życiowego są wystarczające dla przyjęcia, że treść artykułów była niejednokrotnie dla powódki szokiem, a stres był potęgowany przez reakcje czytelników – obcych dla powódki ludzi, którzy rozpoznawali ją w miejscach publicznych i wytykali palcami. Oczywiście skala „(...)” i jej skutki w świadomości społecznej - była tak ogromna dlatego, że informowała o niej nie tylko pozwana, ale i liczne inne media. Sporne artykuły pozwanej miały jednak bardzo szeroki zasięg, który nie ograniczał się wyłącznie do osób, które kupiły dziennik (...). Dziennik wielokrotnie umieszczał bowiem wizerunek powódki, jej imię i nazwisko, a także dość wymowne tytuły na pierwszej stronie gazety. Informacje tam zawarte były widoczne dla szerszego grona odbiorców, jako że gazety zwyczajowo zamieszcza się w witrynach kiosków czy sklepów; umieszcza na półkach w taki sposób, że pierwsza strona (bądź jej znaczna część) jest widoczna dla wszystkich. Poza tym artykuły były publikowane również za pośrednictwem sieci Internet, gdzie adresatem było nieograniczone grono odbiorców. Nie bez znaczenia jest też i to, że to właśnie pozwana jako pierwsza opublikowała materiał o tej sprawie, zapoczątkowując całą „aferę” – a ściśle biorąc: wymyślając ją (na skutek braku u dziennikarza (...) umiejętności przeczytania ze zrozumieniem (...) formularza raportu z zatrzymania). To wszystko powoduje, zdaniem Sądu, że udział przedmiotowych publikacji pozwanej w całej medialnej nagonce jest bardzo znaczny, a nawet – dominujący. To zaś było dla Sądu podstawą dla ustalenia, że przedmiotowe publikacje pozwanej przyczyniły się w znacznym stopniu do długotrwałego bardzo silnego negatywnego stresu u powódki, co z kolei – w naturalny i łatwy do przewidzenia sposób – negatywnie odbiło się na samopoczuciu i zdrowiu powódki, co najmniej zwiększając ryzyko wystąpienia u niej cukrzycy oraz silnych, zagrażających zdrowiu objawów alergii. Zeznania powódki i świadka M. D. dotyczące tego, że M. D., chcąc chronić swoją rodzinę przed kolejnymi atakami ze strony mediów, postanowił wycofać się z życia politycznego – Sąd uznał za wiarygodne, zwłaszcza, ze pozwana tego nie kwestionowała. Zachowanie męża powódki nie stanowi jednak bezpośrednio o krzywdzie powódki, a pomiędzy tą jego decyzją a publikacjami pozwanej nie zachodzi normalny adekwatny związek przyczynowo – skutkowy. Niewątpliwie jednak ma to znaczenie o tyle, że po pierwsze szykany, jakie dotykały jej bliskich oraz ich na te szykany reakcje oraz poczucie krzywdy – uświadamiały powódce, jak bardzo została dotknięta społeczną dyfamią; a po wtóre – świadomość cierpień bliskich, związanych ze zniesławieniem jej osoby – niewątpliwie powiększała u powódki poczucie jej własnej krzywdy oraz bezsilności. Zasadnicze znaczenie dla wyniku sprawy miały zeznania samych dziennikarzy, pracowników dziennika (...). Sąd nie prowadził przy tym szerszego postępowania dowodowego mającego na celu ustalenie konkretnych autorów poszczególnych artykułów prasowych, gdyż takie ustalenie nie miało żadnego znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy. Pozwany w sprawie był bowiem jeden podmiot – wydawca spornego dziennika, który nie kwestionował, że wszystkie wskazane w pozwie treści pochodzą od niego, a zatem dla ustalenia jego odpowiedzialności nie miało znaczenia to, od którego z dziennikarzy pochodzi dany artykuł. Sąd nie znalazł podstaw do odmowy wiary przesłuchanym w sprawie dziennikarzom pozwanej, których zeznania miały znaczenie przede wszystkim dla określenia przyczyn i celu publikacji oraz oceny zachowania staranności dziennikarskiej. Z zeznań tych wynikało, że gros dziennikarzy pozwanej nie posiadało wykształcenia dziennikarskiego, a mimo to pozwana nie zapewniła im żadnego przeszkolenia z prawa prasowego ani z zasad etyki dziennikarskiej. Świadkowie ci potwierdzili, że nie podejmowali nawet prób kontaktu z powódką (z wyjątkiem K. G., który kontaktował się z powódką, ale tylko w związku z pierwszym artykułem; później także już nie); że sporządzali artykuły w przedmiocie rzekomej kradzieży futer, bo takie było zgłaszane im przez redakcję „zapotrzebowanie”. Stąd też pojawiały się artykuły dotyczące tego tematu, ale nie mające nawet charakteru opisowego, np. „rozterki” dziennikarza, dotyczące tego, które z ulic mogą być sprzątane (w ramach kary) przez podejrzane, czy też do którego więzienia mogą trafić. W żadnym z artykułów nie było też wzmianki o tym jak wygląda procedura w sprawie tego typu podejrzenia o kradzież w U., w stanie F., ani o tym co oznacza i kiedy wydaje się Memorandum N. P.. Jeśli zaś chodzi o imię i nazwisko powódki oraz jej wizerunek, to świadkowie przyznali, że do końca nie wiedzą, czy dane dotyczące powódki powinny były zostać zanonimizowane.
--- STRONA 13 ---
Część artykułów taką anonimizację zawierało – lwia część jednak nie, a żaden ze świadków nie potrafił wyjaśnić skąd pochodzi ta rozbieżność. Sąd nie znalazł podstaw do przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego sądowego ds. mass mediów na okoliczność pejoratywnego wizerunku powódki, kreowanego przez pozwaną spółkę – ocena tych kwestii należy bowiem bezpośrednio do kompetencji Sądu, który samodzielnie ocenia zgromadzony materiał dowodowy. Nie był także zasadny wniosek dowodowy z opinii biegłego dla ustalenia rozmiarów i skutków naruszenia dóbr osobistych, doznanej przez powódkę krzywdy i ustalenia czynności niezbędnych do usunięcia skutków naruszenia, oraz zasadności zamieszczenia przeprosin w określonym w pozwie kształcie oraz wymiaru zadośćuczynienia należnego powódce. „(...)” była bowiem opisywana również przez inne media, w tym inne dzienniki oraz portale internetowe. Powyższy wniosek dowodowy nie mógł zatem zostać uwzględniony, gdyż dotyczył okoliczności naruszenia dóbr osobistych i krzywdy powódki w oderwaniu od zachowania pozwanego, a żądanie pozwu dotyczy wyłącznie publikacji, które miały miejsce w papierowym i elektronicznym wydaniu dziennika (...). Inaczej mówiąc: dowód ten zmierzał do wykazania, jakie natężenie oświadczeń doprowadzi do zmiany świadomości społecznej i przekonania opinii publicznej, że powódka nie jest złodziejką – a tymczasem stan tej świadomości społecznej jest wynikiem nie tylko działań pozwanej, ale i innych mediów. Nie można było uwzględnić powództwa w taki sposób, by sama pozwana usunęła skutki naruszeń nie tylko swoich, ale i innych mediów. Dlatego ten wniosek dowodowy nie był istotny dla rozstrzygnięcia sprawy - i został oddalony. Sąd zważył, co następuje: Powódka zgłosiła żądanie przeprosin, a także zapłaty zadośćuczynienia od pozwanej w związku z nieprawdziwymi publikacjami zamieszczonymi w dzienniku (...) oraz na stronie www.(...).pl , w których kreowano jej skrajnie pejoratywny wizerunek, poprzez oskarżenie jej o kradzież futer w sklepie na F. (U.) oraz o niegodne dążenie do uniknięcia sprawiedliwości (przewlekanie procesu; sugerowanie, że chce się wykupić od kary) - podczas gdy takie zdarzenie ani takie zachowanie powódki nigdy nie miały miejsca. Zgodnie z treścią art. 23 k.c. dobra osobiste człowieka, w szczególności cześć, czyli godność i dobre imię, oraz wizerunek - pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach. Skutki naruszenia tych dóbr osobistych regulują przepisy art. 24 i 448 k.c. Stosownie do art. 24 § 1 k.c. ten, czyje dobro osobiste zostaje zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania, chyba że nie jest ono bezprawne. W razie dokonanego naruszenia może on także żądać, ażeby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności ażeby złożyła oświadczenie odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie. Ponadto, zgodnie z art. 448 k.c., Sąd może przyznać temu, czyje dobro osobiste zostało naruszone, odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę, niezależnie od innych środków potrzebnych do usunięcia skutków naruszenia. Jak słusznie wskazał Sąd Apelacyjny we Wrocławiu w wyroku z dnia 24 lipca 2008 roku (I ACa 1150/06), w przypadku naruszenia dóbr osobistych bezprawnym działaniem sprawcy, pokrzywdzonemu przede wszystkim przysługują środki o charakterze niemajątkowym przewidziane w art. 24 k.c., a w przypadku gdy działanie naruszyciela jest zawinione – także środki o charakterze majątkowym, o których stanowi art. 448 k.c. Obydwa te roszczenia mają charakter samodzielny i pokrzywdzonemu przysługuje prawo ich wyboru, zaś sądowi pozostawiona jest ocena celowości przyznania ochrony w żądanej formie, jego adekwatności do rodzaju naruszonego dobra, a przede wszystkim rozmiaru doznanej krzywdy. Należy zaznaczyć, że przy żądaniu przyznania odpowiedniej sumy tytułem zadośćuczynienia na rzecz pokrzywdzonego podstawowym kryterium oceny Sądu winien być rozmiar ujemnych następstw w sferze psychicznej pokrzywdzonego, bowiem celem przyznania ochrony w formie majątkowej jest zrekompensowanie i złagodzenie doznanej krzywdy moralnej. Z tych też względów Sąd jest zobowiązany ustalić zakres cierpień pokrzywdzonego, a przy ocenie tej przesłanki nie może abstrahować od wszystkich okoliczności towarzyszących powstaniu krzywdy. Biorąc pod uwagę brzmienie powyższych przepisów prawnych w pierwszej kolejności należało zatem ustalić, czy w niniejszym stanie faktycznym doszło do naruszenia dóbr osobistych powódki, a jeśli tak - to następnie zbadać, jakie dobra osobiste powódki zostały naruszone przez pozwaną spółkę oraz czy działanie pozwanej było bezprawne. Dowód, że dobro osobiste zostało zagrożone lub naruszone, ciąży na osobie, która poszukuje ochrony prawnej z art. 24 k.c. Natomiast na tym, kto podjął działanie zagrażające dobru osobistemu lub naruszające to dobro, spoczywa ciężar dowodu, że nie było to działanie bezprawne (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 17 czerwca 2004 roku, V CK 609/03, Lex nr 109404). Jak wspomniano, dla uwzględnienia roszczenia z art. 448 k.c. konieczne
--- STRONA 14 ---
jest także ustalenie działania zawinionego, chociażby winy nieumyślnej w najlżejszej postaci – rozważeniu powinny zatem podlegać także i te okoliczności. Katalog dóbr osobistych zawarty w art. 23 k.c. ma charakter otwarty i nie ma jednego, ogólnego dobra osobistego, podlegającego ochronie prawnej. Pozwala to zatem przyjąć, iż dobrem osobistym są pewne wartości niematerialne łączące się ściśle z jednostką ludzką. W doktrynie i judykaturze za ugruntowane należy uznać stanowisko, że przy ocenie zaistnienia naruszenia dobra osobistego należy posługiwać się kryteriami o charakterze obiektywnym, nie zaś kierować się jedynie subiektywnymi odczuciami osoby występującej o przyznanie ochrony. Przykładowo Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 26 października 2001 roku (V CKN 195/01, Lex nr 53107) stwierdził, że ocena, czy cześć człowieka została zagrożona bądź naruszona, musi być dokonana przy stosowaniu kryteriów obiektywnych. Istotne jest bowiem nie subiektywne odczucie osoby żądającej ochrony prawnej, ale obiektywna reakcja opinii publicznej. Rozpoznając roszczenia powódki nie można nadto tracić z pola uwagi faktu, że do naruszenia dóbr osobistych miało dojść wskutek publikacji materiałów prasowych w rozumieniu przepisu art. 7 ust. 2 pkt 4 Prawa prasowego. Zgodnie z tym przepisem materiałem prasowym jest bowiem każdy opublikowany lub przekazany do opublikowania w prasie tekst albo obraz o charakterze informacyjnym, publicystycznym, dokumentalnym lub innym, niezależnie od środków przekazu, rodzaju, formy, przeznaczenia lub autorstwa. Odpowiedzialność za treść tych materiałów prasowych ponosi z reguły wydawca, co uzasadnia legitymację bierną pozwanej spółki. Wyłączenia w tym zakresie przewiduje jedynie art. 42 ust. 1 i 2 w zw. z art. 34, 35 i 36 Prawa prasowego, zgodnie z treścią którego wydawca nie odpowiada jedynie za treść publikacji nadesłanych przez PAP, nieodpłatnie opublikowanych komunikatów urzędowych, o ile właściwe organy zobowiązały do ich opublikowania, opublikowanych odpłatnie a podlegających opublikowaniu prawomocnych orzeczeń sądów, opublikowanych odpłatnie ogłoszeń sądów lub innych organów państwowych, opublikowanych nieodpłatnie listów gończych, odpowiednio oznaczonych odpłatnych ogłoszeń i reklam. Przedmiotowe materiały prasowe bez wątpienia nie należą do żadnej z w/w grup wyłączeń, w związku z czym pozwana może ponosić odpowiedzialność za ich treść. Te same uwagi dotyczą portalu internetowego: www.(...).pl., którego właścicielem jest pozwana spółka (portal jest zarejestrowany i ma redaktora naczelnego). Uzupełniająco należy wskazać, że za treść spornych artykułów, oprócz wydawcy, odpowiedzialność może ponosić także autor publikacji, a w zakresie odpowiedzialności majątkowej odpowiedzialność tych osób jest solidarna – na zasadach wskazanych w art. 38 ust.1 Prawa prasowego. Oznacza to, że powódka mogła pozwać wydawcę lub autorów publikacji, a to, do kogo ostatecznie kierowała swoje żądanie należało do jej dyskrecjonalnej decyzji. W tym stanie rzeczy ewentualnej oceny bezprawności naruszenia dóbr osobistych powódki należy dokonywać z uwzględnieniem wymogów szczególnej staranności (należytej staranności dziennikarskiej) wymaganej przez Prawo prasowe, ale także z uwzględnieniem przynależnej prasie wolności słowa. W świetle wszystkiego co powyżej, w pierwszej kolejności należało zatem rozważyć, czy spornymi artykułami naruszono dobra osobiste powódki. Należy to do wyłącznej kompetencji Sądu, albowiem oceny, czy dana treść narusza dobra osobiste, należy dokonywać w ujęciu obiektywnym. Istotne jest bowiem nie subiektywne odczucie osoby żądającej ochrony prawnej, ale obiektywna reakcja opinii publicznej (tak np. wyrok SN z 26.10.2001 r., V CKN 195/01). Nie każdy przypadek dyskomfortu psychicznego spowodowany bezprawnym zachowaniem się innej osoby, jest wystarczającą podstawą do poszukiwania ochrony sądowej dóbr osobistych, bowiem należy mieć na uwadze również zobiektywizowaną ocenę zewnętrzną (wyrok SA w Warszawie z dn. 08.05.2009 r., VI ACa 1242/08). Rzeczą Sądu jest zatem ocena, czy rozsądny odbiorca, w szczególności obeznany z realiami środowiska, w którym funkcjonuje powódka, mógł zasadnie zinterpretować sporne przekazy jako naruszające jej dobra osobiste. Ocena, czy przedmiotowe publikacje naruszały dobra osobiste powódki - była sporna między stronami. Naruszenie dóbr osobistych powódki Zdaniem powódki sporne teksty ukazywały ją jako złodziejkę, oszustkę i nie opierały się na prawdzie. Powódka stała na stanowisku, że została „skazana” przez dziennikarzy pozwanej na długo przed zakończeniem procesu. Co więcej – nawet po zakończeniu postępowania w U., (...) nie opublikował informacji o tym, że zarzuty były całkowicie bezpodstawne i że zdarzenie nie miało miejsca, w związku z czym powódka do tej pory jest postrzegana przez czytelników zgodnie z kreowanym przez dziennik negatywnym wizerunkiem.
--- STRONA 15 ---
W związku z powyższym zachowaniem pozwanej, powódka podnosiła w pozwie, że naruszone zostały jej dobra osobiste w postaci prawa do czci i dobrego imienia - poprzez opublikowanie na jej temat nieprawdziwych informacji, stawiających ją w negatywnym świetle, oraz prawa do wizerunku – poprzez publikowanie go bez zgody powódki. Jak wskazał Sąd Najwyższy w wyroku z 29 października 1971 roku (II CR 455/71, LEX nr 1334) „cześć, dobre imię, dobra sława człowieka są pojęciami obejmującymi wszystkie dziedziny jego życia osobistego, zawodowego i społecznego. Naruszenie czci może więc nastąpić zarówno przez pomówienie o ujemne postępowanie w życiu osobistym i rodzinnym, jak i przez zarzucenie niewłaściwego postępowania w życiu zawodowym, naruszające imię danej osoby i mogące narazić ją na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu lub innej działalności". Nadto w doktrynie i orzecznictwie podkreśla się powszechnie, iż „gdy chodzi o cześć człowieka, obiektywna ocena konkretnych okoliczności, a nie subiektywne odczucie zainteresowanej osoby, decyduje o tym, czy w ogóle miało miejsce naruszenie dobra osobistego" (wyrok SN z 6 października 1969 r., I CR 305/69; wyrok SN z 5 kwietnia 2002 r., II CKN 953/00). Przy ocenie naruszenia dobra osobistego należy zatem uwzględnić szerszy kontekst społeczny i pod tym kątem dopiero dokonać ustalenia, czy dane zachowanie w powszechnym odbiorze społecznym miało charakter naruszenia dobra osobistego. W przypadku zaś naruszenia dobra osobistego za pomocą zastosowanego zwrotu słownego, nie można przy ocenie ograniczać się do analizy pewnego zwrotu w abstrakcji, ale należy zwrot ten wykładać na tle całej wypowiedzi (tak też: wyrok SN z 16 stycznia 1976 r., II CR 692/75). Istotne jest również to, jak wypowiedź jest odbierana, w szczególności, jakie rodzi skojarzenia i oceny u osób, do których dociera (vide wyrok SN z 28 maja 1999 r., I CKN 16/98). W ocenie Sądu treść i sposób zredagowania spornych artykułów nie pozostawiał u odbiorcy wątpliwości, że powódka jest przestępczynią; że jest osobą chciwą i pazerną (kradnie mimo tego, że „ma miliony”); a także, że czuje się bezkarna i unika procesu, doprowadzając do jego przewłoki. Takiego typu sformułowania, użyte w omawianych artykułach prasowych, jednoznacznie i wprost kojarzą się z osobą ściganą, tj. winną popełnienia zarzucanych jej czynów. Sformułowania te były ze wszech miar niezasadne i krzywdzące dla powódki. Znamienne jest, że były używane przez dziennikarzy w oderwaniu od toku sprawy i przed jej prawomocnym zakończeniem. Nazwanie powódki „złodziejką"; utwierdzanie czytelników w przeświadczeniu o winie powódki w popełnieniu przestępstwa kradzieży; sugerowanie, że powódka pójdzie do więzienia; informowanie, że powódka przewleka proces sądowy; sugerowanie, że jako osoba zamożna może się „wykupić” od wymiaru sprawiedliwości; sugerowanie, że nawet jeśli oskarżenie przeciwko niej porzucono – to niekoniecznie dlatego, że była niewinna, ale prawdopodobnie dlatego, że się „wykupiła” od procesu, załatwiając „ugodowo” sprawę z pokrzywdzonym sklepem i z oskarżającą ją funkcjonariuszką ochrony - niewątpliwie naruszyły dobra osobiste powódki, co miało też swoje konsekwencje w jej życiu osobistym oraz naraziły ją na silny stres oraz negatywnie wpłynęły na jej stan psychofizyczny, co szeroko wyjaśniono przy omówieniu stanu faktycznego. Przypisywane powódce w przedmiotowych publikacjach powyższe postawy i dążenia – są naganne moralnie, są bardzo negatywnie oceniane przez społeczeństwo, budzą wręcz powszechną odrazę. Zarówno złodziejstwo, zwłaszcza w wykonaniu osób zamożnych, które nie kradną z głodu czy z wyższej konieczności - jak i lekceważenie wymiaru sprawiedliwości, a zwłaszcza usiłowanie uniknięcia kary dzięki środkom majątkowym („wykupienie się” od kary, czy wręcz przekupstwo) – to zachowania, które przypisane komukolwiek powodują jego dyfamię społeczną i powszechne potępienie. Zaznaczyć przy tym warto, że już publikacja samych zdjęć powódki zrobionych przez policję przy jej zar=trzymaniu – stygmatyzowała ją jako przestępcę, a co najmniej osobę podejrzaną – co już samo przez się naruszało godność i dobre imię powódki. Dlatego Sąd uznał, że przedmiotowe publikacje naruszyły cześć powódki: jej dobre imię, ale też jej godność, uprawniającą do oczekiwania od innych szacunku dla siebie. Tezę te uzasadnia zarówno subiektywne odczucie powódki (która czuła się „zaszczuta” i „poniżona”), jak i obiektywna reakcja opinii publicznej, bowiem osoba powódki mogła kojarzyć się czytelnikom wyłącznie z kradzieżą futer w U.. Naruszone zostało także prawo powódki do prywatności . Nawet bowiem jeżeli jej zatrzymanie i oskarżenie o kradzież było faktem – to niewątpliwie informowanie o tym czytelników pozwanej stanowiło wkroczenie w sferę prywatności powódki. W publikacjach podawano także dane powódki: jej imię i nazwisko, wskazywano jej status jako małżonki znanego polityka. To wszystko ingerowało w prawo powódki do prywatności. Wreszcie – naruszone zostało prawo powódki do wizerunku . Niewątpliwie bowiem zdjęcia, opublikowane w przedmiotowych publikacjach, przedstawiały powódkę – przedstawiały ją na pierwszym planie, jako główny obiekt zdjęć, w sposób czytelny i umożliwiający jej identyfikację. Wizerunek osoby jest jej dobrem i rozpowszechnianie eksponujące postać osoby bez jej zgody,
--- STRONA 16 ---
stanowi naruszenia tego dobra. Jeżeli ponadto okoliczności tego rozpowszechniania (jak w tym przypadku: w wielu egzemplarzach i w miejscach publicznych) wskazują na instrumentalne traktowanie omawianego dobra, osoba przedstawiana może odczuwać to jako samowolną i publiczną ingerencję w sferę jej przeżyć wewnętrznych, a tym samym odczuwać poczucie krzywdy zgodne z odczuciem, które w opisanej sytuacji stałoby się udziałem każdego rozsądnie myślącego człowieka, przywiązującego właściwe znaczenie do swej godności. Naruszenie prawa do wizerunku osoby fizycznej następuje wówczas, gdy opublikowana w prasie bez zgody tej osoba fotografia została wykonana w sposób umożliwiający identyfikację tej osoby (zob. wyrok SN z 27 lutego 2003 r., IV CKN 1819/00). W niniejszej sprawie zdjęcia powódki dołączone do przedmiotowych artykułów, przedstawiają powódkę w sposób wyraźny, rozpoznawalny, bez żadnych wątpliwości przy jej identyfikacji. Zestawienie fotografii z pejoratywną treścią artykułów powodowało, że powódka tym bardziej czuła się nimi dotknięta. Należy raz jeszcze podkreślić, że powódka nigdy nie wyraziła zgody na publikację jej zdjęć. Nieprzekonujące jest tłumaczenie pozwanej, że publikując zdjęcia – jedynie powieliła zdjęcia opublikowane już w internecie przez władze (...). Rzeczywiście, jak ustalono, w stanie F. w U. wizerunek osoby, która zatrzymano, jest niezwłocznie publikowany przez władze (policję) i każdy może tę osobę zidentyfikować. Jednakże w Polsce osobom, którym postawiono zarzuty, udziela się ochrony prawnej, m.in. zazwyczaj poprzez przesłonięcie części twarzy w celu ochrony wizerunku i nieidentyfikowalności tej osoby. Jak wynika z zeznań dziennikarzy (m.in. K. G.), mieli oni z tą kwestią problem, bo nawet cześć publikowanych zdjęć powódki ukazała się z takim ciemnym paskiem; ale – jak wyjaśniono to w zeznaniach – wewnętrzna obsługa prawna pozwanej uznała, że w tym przypadku, gdy zdjęcia były zamieszczone w internecie w U., nie stosuje się ograniczeń wynikających z prawa polskiego. Poglądu tego Sąd absolutnie nie podziela. Przede wszystkich, publikując materiały w polskiej prasie, należy bezwzględnie respektować polski porządek prawny. Po wtóre, dla roszczeń z tytułu czynów niedozwolonych właściwa jest jurysdykcja i prawo miejsca popełnienia czynu i wystąpienia szkody – a oba te zdarzenia prawne miały miejsce w Polsce. Po trzecie zaś – nie można abstrahować od różnic prawnych i faktycznych porządków polskiego i (...). W U., gdzie nie ma obowiązkowych dowodów tożsamości ani obowiązku meldunkowego, publikacja wizerunków osób zatrzymanych może być uznana za usprawiedliwioną a nawet potrzebną – choćby w celi ich identyfikacji czy powiadamiania bliskich. W Polsce takich argumentów utylitarnych doszukać się nie sposób – i dominująca musi być ochrona praw osób zatrzymanych, podejrzanych czy oskarżonych, oparta na domniemaniu niewinności i potrzebie ich w związku z tym ochrony przed stygmatyzacją w społeczeństwie, przed uznaniem ich w opinii publicznej za winnych – pomimo braku wyroku skazującego. Nawet jednak w U. wizerunek zatrzymanych publikowany jest jedynie przez określony czas (90 dni) – potem zaś jest usuwany przez administratora ze strony internetowej, i nie jest później nigdzie przechowywany ani przetwarzany. Co więcej – jeśli do skazania nie doszło, fakt zatrzymania nie jest notowany w żadnych systemach informatycznych – zatem powódka, jak zeznała (a czemu pozwana nie zaprzeczyła), przekraczając obecnie granicę U. nie widnieje w systemie straży granicznej jako osoba zatrzymana czy która kiedykolwiek na obszarze U. weszła w konflikt z prawem. To wszystko wskazuje na to, że i w samych U. publikacja wizerunku zatrzymanego nie uprawnia do powielania tego wizerunku, i jest dokonywana jedynie czasowo, w ściśle określonym celu. Tym bardziej nie może usprawiedliwiać powielania tego wizerunku w polskich mediach, i to przez tak długi czas, i to w stosunku do osoby prywatnej, i w dodatku – jak się okazało – niewinnej. Mając to wszystko na uwadze, Sąd uznał, ze pozwana dopuściła się naruszenia prawa do wizerunku powódki. Status powódki i brak zgody na ingerencję w prywatność Jak z powyższego wynika - w ocenie Sądu nie budzi żadnych wątpliwości, że poprzez sporne publikacje doszło do naruszenia dóbr osobistych powódki w postaci czci, godności oraz dobrego imienia, a także prawa do prywatności i do ochrony wizerunku. To zagadnienie pozostaje w ścisłym związku ze statusem powódki, tj. z ustaleniem, czy powódka była osobą publiczną, a zatem, czy pozwana mogła publikować bez zgody powódki jej zdjęcia, czy podawać do publicznej wiadomości jej imię i nazwisko, a także – jak dalece mogła ingerować w jej prywatność. Do kategorii osób publicznych należą zarówno osoby sprawujące funkcje publiczne, jak i osoby, które nie pełniąc ich, odgrywają rolę w różnych dziedzinach życia publicznego, cieszący się znacznym zainteresowaniem publiczności i mediów, artyści i gwiazdy rozrywki. Osoby te nierzadko same zabiegają o popularność, będącą dla nich miarą powodzenia zawodowego, także przez udzielanie wywiadów i informacji o swoim życiu prywatnym wielkonakładowym gazetom. Publiczny - w przyjętym rozumieniu - status tych osób nie powoduje jednak, że ich życie prywatne staje się automatycznie "życiem publicznym". Może ono być przedmiotem
--- STRONA 17 ---
zawężonej ochrony prawnej jedynie w granicach, jakie wyznacza konieczna na to zgoda zainteresowanej osoby - zgodnie z art. 14 ust. 6 ustawy z 1984 r. Prawo prasowe (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 12 marca 2010 r., I ACa 13/10). Tym bardziej ich osoby bliskie nie stają się automatycznie osobami publicznymi, zależy to wyłącznie od ich woli, gdy zgadzają się na wykorzystanie wizerunku i aktywnie zabiegają o swoją popularność poprzez udzielanie wywiadów i uczestniczenie we wszystkich wydarzeniach publicznych. Nie ma zatem racji pozwana, gdy wywodzi publiczny status powódki z samego faktu jej małżeństwa z osoba publiczną. Przeciwnie: sam fakt małżeństwa z osobą publiczną nie implikuje automatycznie publicznego statusu małżonka. Aby być osobą publiczną, on sam musi działać publicznie, a co najmniej musi być powszechnie znany i godzić się na taki status (np. małżonkowie głów państwa czy następców tronu, ale już nie małżonkowie artystów czy celebrytów, funkcjonariuszy publicznych czy osób wykonujących zawód zaufania publicznego). Powódka w niniejszej sprawie stała konsekwentnie na stanowisku, że nie jest osobą publiczną i zarzucała pozwanej, że poprzez opublikowanie bez jej zgody informacji o jej życiu prywatnym, w tym informacji nieprawdziwych, pozwana naruszyła jej dobra osobiste w postaci dobrego imienia, czci, ochrony wizerunku oraz prawa do prywatności. Zdaniem Sądu dotychczasowe życie powódki w żaden sposób nie było związane z jakąkolwiek funkcją publiczną. Pozwana stała na stanowisku, że sam fakt, iż powódka jest żoną byłego ministra, czyni ją osobą publicznie znaną. Tymczasem powódka nie zabiegała o to, żeby być w mediach, nie promowała swojej osoby na forum publicznym; wręcz przeciwnie – stroniła od popularności do tego stopnia, że nie pojawiała się nawet, wbrew protokołowi dyplomatycznemu, na bankietach u boku swojego męża jako ministra sportu i turystyki. Pośrednio poświadcza to również fakt, że redakcja pozwanej nie dysponowała przed feralnym zdarzeniem zdjęciami powódki, nie licząc jednego – sporządzonego na pogrzebie matki męża powódki (choć wykorzystanego również bez zgody i wiedzy powódki). Powódka – choć żona osoby publicznej – pozostała zatem osobą prywatną. W ocenie Sądu pozostała nią nawet teraz, pomimo medialnej „afery” – w jej wyniku bowiem stała się co najwyżej osoba powszechnie znaną i rozpoznawaną, ale nie publiczną w rozumieniu osoby prowadzącej publiczną działalność. Jej sfera prywatności była zatem i jest nadal zakreślona maksymalnie szeroko. Wedle przepisów art. 81 ust. 2 ustawy z 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych i art. 14 ust. 6 ustawy z 1984 r. Prawa prasowego, zawsze konieczne jest wykazanie związku pomiędzy wykonywaną działalnością publiczną a opublikowanym wizerunkiem, czy też informacją o prywatnym charakterze. Musi więc istnieć zależność między publikowaną informacją – a zachowaniem danej osoby w sferze publicznej. Poza tym ujawnienie danej informacji powinno służyć ochronie konkretnego, społecznie uzasadnionego interesu (por.: wyrok Sądu Najwyższego z dnia 14 grudnia 2011 r. sygn. akt I CSK 111/11). „Ingerowanie w sferę prywatności może nastąpić tylko wyjątkowo i obejmować tylko takie fakty, które pozostają w bezpośrednim związku z prowadzoną działalnością publiczną.” (tak SN w wyroku z dnia 20 kwietnia 2011 r., I CSK 500/10). Powódka zaś, jak ustalono, nie prowadziła ani nie prowadzi żadnej działalności publicznej. Sąd nie znalazł zatem żadnych sfer z życia powódki, w które ingerencja mogła być dozwolona z punktu widzenia jej prawa do prywatności. Poza tym – nawet gdyby powódka była osobą publiczną, to sam ten fakt bez wykazania bezpośredniego związku publikowanych informacji oraz danych z działalnością publiczną danej osoby – też nie skutkowałby, z mocy art. 14 ust. 6 Prawa prasowego, zwolnieniem pozwanej z obowiązku uzyskania zgody powódki na publikację dotyczącą prywatnej sfery jej życia. Okoliczność w postaci uprzedniego upublicznienia tych informacji - nie stanowi ustawowej przesłanki zwalniającej z obowiązku uzyskania zgody na publikację, jeśli nie zostało wykazane, że zachowanie takie wiązało się bezpośrednio z działalnością publiczną danej osoby (wyrok SN z 19 maja 2011 r., I CSK 497/10). Tym samym nie ma żadnych podstaw do uznania, że powódka pełni funkcję publiczną i że to w związku z tą jej funkcją pozwana dokonała przedmiotowych publikacji. Wręcz przeciwnie – sam pracownik pozwanej przyznał, że w „sensacyjnej” sprawie głównie chodziło o M. G., jako żonę (wcześniej partnerkę) znanego i popularnego celebryty, a powódka była jedynie uczestnikiem tego zdarzenia. Oznacza to, że o powódce w znacznej mierze pisano, przynajmniej na początku, jedynie „przy okazji”, a na jej miejscu mogła znajdować się każda inna osoba. Powoływanie się zaś przez pozwaną na rzekomo publiczny status powódki to jedynie linia obrony przyjęta przez pozwaną w niniejszym procesie. W tym stanie rzeczy Sąd stanął na stanowisku, że powódka nie jest osobą publiczną, a zatem każda informacja na temat jej życia prywatnego winna być opublikowana za jej bezpośrednią zgodą . Takiej zgody bezspornie pozwana nie uzyskała, a z zeznań świadków wynika, że nawet nie podjęła takiej próby. Dziennikarz pozwanej - K. G., który jako jedyny z redakcji pozwanej kontaktował się
--- STRONA 18 ---
z powódką, potwierdził jedynie przez telefon, że doszło do zatrzymania powódki oraz M. G.. Wkrótce potem ukazał się pierwszy artykuł, który okazał się początkiem całej serii w tym przedmiocie. Ani K. G., ani żaden dziennikarz redakcji pozwanej spółki nie próbował uzyskać od powódki takiej zgody przez ok. 14 miesięcy czasu trwania procesu w U. ani później w czasie dalszego opisywania w mediach „(...)”, której (...) był pierwszym źródłem informacji (a którą później powieliły inne gazety). Pozwana opublikowała całą serię artykułów mówiących o tym, że powódka to „złodziejka” – bez uprzedniego wyjaśnienia sprawy u samej zainteresowanej (tj. powódki); a gdy już stało się pewne, ze żadnej kradzieży ani usiłowania kradzieży nie było – kontynuowała sugestie, jakoby pomimo braku skazania powódka była winna. Nazwać to brakiem dziennikarskiej rzetelności – to nie nazwać tego wcale. Cykl przedmiotowych artykułów, opublikowany przez pozwaną wraz z policyjnymi zdjęciami powódki, doprowadził niewątpliwie do utraty przez powódkę dobrego imienia – tak w oczach jej znajomych, jak i w opinii publicznej, która właśnie z takiej negatywnej strony poznała powódkę. Wyrządzono w ten sposób powódce ogromną krzywdę. Krzywda ta jest dla powódki dotkliwa tym bardziej, że pozwana wykazała się wyjątkowym nasileniem złej woli – i to pomimo, że powódka ani w czasie procesu karnego, ani po jego zakończeniu, ani w trakcie niniejszego postępowania – nie dała ku temu żadnego powodu. Podsumowując – pozwana przez ponad rok, gdy publikowała przedmiotowe materiały, wielokrotnie naruszyła prawo do prywatności oraz wizerunku powódki, publikując bez jej zgody jej (także niezanonimizowany) wizerunek, podając jej pełne imię i nazwisko oraz relację małżeńską, a także podając informacje – prawdziwe i zmyślone - z jej życia. Naruszeń tych pozwana nie może usprawiedliwić publicznym statusem powódki – jak bowiem wskazano wyżej, powódka była i pozostała osobą prywatną. Bezprawność naruszenia dóbr osobistych powódki Przypisanie zachowaniu pozwanej bezprawności, czynić będzie roszczenia pozwu usprawiedliwionymi – co do zasady. Bezprawne jest każde działanie sprzeczne z porządkiem prawnym bądź z zasadami współżycia społecznego. Za bezprawne uważa się w szczególności każde działanie naruszające dobro osobiste, jeżeli nie zachodzi żadna ze szczególnych okoliczności, które je usprawiedliwiają. Trzeba przy tym zawsze zważać na kontekst sytuacyjny, w jakim użyte zostały sporne sformułowania, na ich znaczenie społeczne, a także na to, jaka była motywacja pozwanego. Istnieje kilka kontratypów, znoszących bezprawność naruszenia dobra osobistego (por. wyrok SN z 19.10.1989, II CR 419/89). Należą do nich: działanie za zgodą pokrzywdzonego albo wykonywanie własnego prawa podmiotowego – jednak tych okoliczności w niniejszej sprawie żadna ze stron nie podnosiła. Bezprawność naruszenia dobra osobistego znosi także działanie zgodnie z przepisem prawa – w szczególności zgodnie z przepisami prawa prasowego – i ten element wymagał rozważenia w kontekście stanowisk stron. Wreszcie – znosi tę bezprawność działanie w obronie uzasadnionego interesu społecznego, przy czym należy tu też wziąć pod uwagę kwestie związane z wolnością słowa i wolnością prasy – które to wolności mogą, w okolicznościach danej sprawy, pozostawać w konflikcie z prawami i wolnościami jednostki. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów (art. 54 Konstytucji RP) i każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii, przy czym prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei (art. 10 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Obywatela oraz Podstawowych Wolności). Pamiętać jednak trzeba, że choć wolność słowa jest gwarantowana konstytucyjnie i konwencyjnie – to nie wyłącza per se bezprawności naruszenia dobra osobistego. Ze wskazanych wyżej przepisów kodeksu cywilnego (art. 23 i 24 oraz 43 k.c.) płynie bowiem ogólna norma, że nie należy o innych osobach mówić źle – i dotyczy to zarówno informacji o nich (faktów), jak i wyrażanych o nich opinii, i nie tylko ze względu na ewentualnie niegrzeczną formę przekazu, ale także na samą treść przekazu. Jest to norma generalna, wyraźnie zapisana w powyższych przepisach ustawy. Każde zatem naruszenie dobrego imienia i godności innej osoby – jest co do zasady zabronione . Stąd wynika ustanowione ustawą domniemanie bezprawności naruszenia dóbr osobistych. Dopiero wykazanie wskazanych w ustawie okoliczności powoduje, że wypowiedź negatywna o innej osobie może nie być bezprawna. Jest to jednak unormowane jako wyjątek od ogólnej reguły zakazu negatywnych wypowiedzi o innych. Wolność słowa, po prostu, nie jest, tak jak i inne wolności, absolutna. Nawet wolność słowa w zakresie wypowiedzi abstrakcyjnych, tj. dotyczących idei, poglądów, sztuki, religii – niewątpliwie zakreślona bardzo szeroko, także napotyka na ograniczenia - wynikające z braku akceptacji społeczeństw dla niektórych idei czy poglądów (np.
--- STRONA 19 ---
faszystowskich, komunistycznych, obrażających uczucia religijne, demoralizujących nieletnich itd.). Tym bardziej wolność słowa w zakresie wypowiedzi o konkretnych osobach – doznaje ograniczeń ze względu na wolności, prawa i dobra osobiste przysługujące tym osobom, w szczególności ich prawa do obrony dobrego imienia i prywatności. Przy rozstrzyganiu konfliktu tych wolności w przypadku materiałów prasowych – a z takim mamy do czynienia w niniejszej sprawie - trzeba mieć ponadto na uwadze wysoko chronioną wolność prasy. Pozycja prasy, jej istotna i konieczna rola w demokratycznym społeczeństwie – są pochodną prawa społeczeństwa do informacji, bez którego nie jest możliwe wyrabianie sobie przez obywateli własnych opinii i dokonywanie przez nich świadomych wyborów. Stąd wynika konieczność przekazywania przez prasę (media) informacji prawdziwych, a opinii – opartych na faktach. Sąd orzekający w niniejszej sprawie stoi przy tym na stanowisku, że owo oparcie opinii na faktach musi polegać na takim związku opinii z faktami, który nie jest jedynie luźny, daleki – ale musi to być związek konkretny, dostatecznie bliski, zrozumiały dla odbiorcy. Przykładowo: aby wypowiedź, że „Księgowy A jest kiepskim księgowym” miała oparcie w faktach, nie wystarczy, aby A był księgowym; trzeba jeszcze, by popełnił jako księgowy jakieś błędy, np. sporządził wadliwe sprawozdania. Sąd zatem zawsze w konkretnych okolicznościach danej sprawy waży, czy negatywna o innej osobie wypowiedź: informacja albo opinia, mieści się w granicach wolności wypowiedzi, czy też ją przekracza. W szczególności Sąd bada, czy wypowiedź ta jest prawdziwa (albo – oparta na faktach), a jeżeli tak – to czy istniały dostateczne przyczyny, by ją opublikować. Także w razie konfliktu interesu publicznego w opublikowaniu negatywnej wypowiedzi o innej osobie - z prawami tej osoby, decyzja o tym, której z wartości dać pierwszeństwo, należy ostatecznie do Sądu, który podejmuje ją po rozważeniu wszystkich okoliczności sprawy. Jak ustalono, przedmiotowe artykuły zawierały przekaz niewątpliwie naruszający dobra osobiste powódki. Sąd nie znalazł jednak żadnych usprawiedliwionych powodów, by ten przekaz dostarczyć odbiorcom; by te sporne publikacje były potrzebne i usprawiedliwione prawem opinii publicznej do informacji na ten temat. Ze względu na poruszaną w artykułach tematykę, trudno tu dopatrzeć się misji społecznej, dziennikarskiej, która uzasadniałaby stwierdzenie, że przedmiot publikacji leżał w interesie społecznym. Dla wykazania braku bezprawności naruszeń pozwana musiałaby wykazać, że informacje zawarte w artykułach były prawdziwe, a oceny – opierały się na faktach; a jeśliby nawet tak nie było – to pozwana byłaby usprawiedliwiona tylko wtedy, gdyby dochowała szczególnej staranności przy przygotowywaniu, formułowaniu i publikowaniu artykułów. Należało zatem zbadać, czy przekaz płynący z artykułów był prawdziwy (oparty na faktach), a jeśli nie był – to czy przynajmniej czy dziennikarze pozwanej pozostawali w usprawiedliwionym przekonaniu, że był. Wśród przedmiotowych materiałów zawarto informacje, opinie i daleko idące sugestie. Informacjami są komunikaty, że powódka jest żoną byłego ministra – M. D.; że robiła zakupy w jednym z centrów handlowych w U. na F. wraz z M. G. (obecnie (...)); że została zatrzymana pod zarzutem kradzieży; że trafiła do aresztu i wyszła za kaucją; że toczyło się w związku z tym postępowanie karne. To były informacje prawdziwe – choć zamieszczone bez zgody powódki, a ingerujące w jej prywatność. Dla wykazania bezprawności pozwana musiałaby co do tych informacji wykazać, że za ich opublikowaniem przemawiał ważny interes publiczny. W ocenie Sądu pozwana tego nie wykazała. Ale w przedmiotowych materiałach znajdują się także informacje nieprawdziwe: że powódka kradła i że przedmiotem kradzieży były futra; że została przyłapana na gorącym uczynku; że jest złodziejką i oszustką; że z jej przyczyny postępowanie się przeciąga. W rzeczywistości nie było żadnej kradzieży ani jej usiłowania; nie było żadnych futer; powódka nie miała wpływu na długotrwałość postępowania karnego; postępowanie to zakończyło się zaaprobowanym przez Sąd odstąpieniem przez Prokuratora od oskarżenia („porzuceniem zarzutów”) na skutek stwierdzenia braku popełnienia czy usiłowania jakiegokolwiek przestępstwa (niewinności powódki) – po obejrzeniu nagrania z monitoringu, które pokazało, że powódka niczego nie ukradła ani nie chciała ukraść. Jeśli chodzi o opinie, to w przedmiotowych materiałach zawarte są następujące komunikaty: że powódka jest osobą pazerną, butną i bezczelną; że unikała sprawiedliwości i przeciągała proces; że chce się „wybielić” w oczach społeczeństwa po „(...)”. Pozwana nie wskazała żadnych faktów, które usprawiedliwiałyby takiej jej opinie o powódce. Przeciwnie, powódka, jak ustalono, niczego nie ukradła ani nie usiłowała ukraść; jej zachowanie w czasie procesu: to, że stawiała się na wszystkie kolejne terminy, że nie odmawiała udziału w żadnych czynnościach procesowych – świadczy o tym, że współdziałała z wymiarem sprawiedliwości i nie przewlekała procesu ani nie dążyła w naganny etycznie sposób do uniknięcia odpowiedzialności.
--- STRONA 20 ---
Z kolei zawarte w materiałach sugestie: do którego więzienia może trafić powódka – co sugerowało, że trafi w ogóle do jakiegoś więzienia; które ulice może sprzątać w ramach prac społecznych – co sugerowało, że zostanie skazana; że uniknięcie skazania jest możliwe dzięki dogadaniu się zamożnej powódki z pokrzywdzonym sklepem i świadkiem oskarżenia – co sugerowało, że powódka jest winna, ale uniknie skazania dzięki wykorzystaniu pozycji majątkowej i społecznej; wreszcie, że zakończenie sprawy bez skazania nie jest jednoznaczne ze stwierdzeniem niewinności – co sugerowało, że powódka nie została oczyszczona z zarzutów - tak dalece odbiegają od realiów sprawy karnej przed władzą (...), że wręcz sięgają absurdu. W żaden sposób nie można ich uznać za relację z przebiegu sprawy, ani też nie można przypisać im charakteru informacyjnego. Ten przekaz zawarty w przedmiotowych materiałach to konfabulacje i pomówienia. Przedstawiają one obraz postępowania sądowego nierzeczywisty, wykreowany na potrzeby pozwanej. Wszystkie powyższe nieprawdziwe informacje oraz opinie i sugestie - stawiały powódkę w negatywnym świetle. Opinie nie były oparte na faktach, a były jedynie luźno z nimi związane. Publikacje (...) w żadnym razie nie oddawały przebiegu wydarzeń, tylko je kreowały. Taką kreacją były choćby wspomniane wyżej artykuły o więzieniu i ulicach. Zmyśleniem było to, że powódka usiłowała bez płacenia wynieść futro ze sklepu - przez co kreowano jej wizerunek jako złodziejki. Fałszywą kreacją była relacja o zakończeniu sprawy - gdzie pozwana „informowała” opinię publiczną, że „Panie nie zostały uniewinnione, tyko sprawę oddalono. Oznacza to, że strony się dogadały (…)” - w sytuacji, gdy wprost ze strony internetowej Prokuratury lub Sądu pozwana bez trudu mogła się dowiedzieć, że zarzuty były oczywiście bezzasadne i zostały za zgodą Sądu porzucone przez prokuratora. To było szczególnie nierzetelne i naganne. Jak już wskazano, ogólna reguła zakazująca wypowiedzi negatywnych o innych osobach (naruszająca ich dobra osobiste) – dotyczy nie tylko twierdzeń o faktach, ale także opinii. W obu przypadkach: informacji i opinii – reguła ta dotyczy nie tylko ewentualnie niegrzecznej formy przekazu, ale także samej jego treści. Innymi słowy, nie jest tak, że można o każdym wyrazić negatywną opinię, byleby to uczynić w grzecznej formie. Wypowiedź opiniująca musi mieć oparcie w faktach – i, zdaniem Sądu orzekającego w niniejszej sprawie, musi być to związek nie jakikolwiek, choćby najluźniejszy, ale związek realny, logiczny, oczywisty dla rozsądnego odbiorcy. Opiniujący może interpretować fakty – ale nie może ich wymyślać. Jeżeli ktoś ocenia negatywnie zachowanie innej osoby, albo wprost ocenia negatywnie tę osobę z powodu jej zachowania – to może to robić tylko wtedy, gdy czyni to w słusznym celu i tylko pod warunkiem, że ta osoba rzeczywiście się tak zachowała. [Albo – chociaż się tak nie zachowała, to oceniający pozostawał w usprawiedliwionym przekonaniu, że się tak zachowała]. To, czy związek między faktami a opinią jest dostatecznie ścisły – oceniać trzeba zawsze w okolicznościach danej sprawy, posługując się zdrowym rozsądkiem, doświadczeniem i zasadami logiki. W niniejszym przypadku dla usprawiedliwienia opinii zawartych w oświadczeniu nie wystarcza, zdaniem Sądu, luźny związek, polegający na tym, że powódka rzeczywiście robiła zakupy z M. G. i że została w związku z tym zatrzymana w związku z podejrzeniem kradzieży (czy też próby kradzieży). O pinie pozwanego wyrażone w publikacjach od samego początku, konsekwentnie przez niemal półtora roku, oparte były na nieprawdziwych przesłankach faktycznych . Oceniać fakty można na różne sposoby – i to jest chronione wolnością posiadania i głoszenia poglądów. Natomiast negatywne ocenianie kogoś na podstawie nieprawdziwych danych – nie znajduje usprawiedliwienia i jest bezprawne (z opisanym wyżej zastrzeżeniem dochowania rzetelności usprawiedliwiającej przekonanie o ich prawdziwości). Takie okoliczności zaistniały w przedmiotowej sprawie już przy okazji publikacji pierwszego artykułu, kiedy to K. G. oparł się na raporcie, którego po prostu nie umiał przeczytać ze zrozumieniem. Raport ten bowiem, wbrew interpretacji dziennikarza, nie przedstawiał stanu faktycznego ustalonego przez policję, a jedynie wersję zdarzeń przedstawioną policji przez pracownika sklepu. Co więcej – nawet z samej treści raportu nie wynikało, że przedmiotem kradzieży były futra. A ostatecznie - wszelkie, istotne dla odpowiedzialności powódki, informacje zawarte w raporcie, okazały się nieprawdziwe. Te same uwagi dotyczą przebiegu procesu, gdyż z ustalonego stanu faktycznego sprawy wynika, że powódka nie miała żadnego interesu w przewlekaniu postępowania. Wręcz przeciwnie – od początku traktowała tę sprawę jako niefortunną pomyłkę i dążyła do jej jak najszybszego załatwienia, uzależniając nawet od tego swój powrót do kraju. Przewlekłość postępowania wynikała zaś z opieszałości sklepu, który zwlekał z przedstawieniem inwentaryzacji oraz nagrań video ze zdarzenia, jak też z tego, że B. R. (która miała przyłapać powódkę „na gorącym uczynku”) nie stawiała się na posiedzenia, uniemożliwiając dalsze procedowanie.
--- STRONA 21 ---
Wobec powyższego, oceniając przekaz, wymowę cyklu artykułów prasowych jako całości, stwierdzić należało, że zawarte tam informacje nie były prawdziwe, a negatywne sugestie oraz opinie o powódce bądź o jej zachowaniu – nie miały oparcia w rzeczywistości. Jednak nawet pomimo tego, przekaz ten nie byłby bezprawny – gdyby pozwana opublikowała go w dobrej wierze, w interesie społecznym i w usprawiedliwionym przekonaniu, że jest to przekaz prawdziwy (oparty na faktach). Sąd orzekający w niniejszej sprawie podziela pogląd wyrażony w uchwale 7 sędziów Sądu Najwyższego z 18 lutego 2005 r., III CZP 53/2004, iż „wykazanie przez dziennikarza, że przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych działał w obronie społecznie uzasadnionego interesu oraz wypełnił obowiązek zachowania szczególnej staranności i rzetelności, uchyla bezprawność działania dziennikarza. Jeżeli zarzut okaże się nieprawdziwy, dziennikarz zobowiązany jest do jego odwołania”. Od dziennikarzy czy każdego innego uczestnika debaty publicznej nie można bowiem żądać dowodu prawdy – ponieważ nie dysponują oni w docieraniu do prawdy takimi środkami, jakimi dysponuje aparat państwowy (służby mundurowe, prokuratura, sądy). Wymagać trzeba jednak przynajmniej rzetelności: w zbieraniu materiałów, w ich opracowaniu oraz w formułowaniu publikacji. Zwłaszcza na tym ostatnim etapie autor wypowiedzi powinien dbać o dobra osobiste osób, o których się wypowiada. Zgodnie bowiem z przepisem art. 12 ust. 1 pkt 1 prawa prasowego, rzetelne i w dobrej wierze oraz w słusznym celu działanie dziennikarza uchyla bezprawność nieprawdziwej informacji naruszającej cudze dobro osobiste choćby tzw. dowód prawdy odnośnie do faktów objętych informacją nie został przeprowadzony. [Tak SN w wyroku z 5 marca 2002 r., I CKN 535/2000; podobnie SN w wyroku z 14 maja 2003 r., I CKN 463/2001: „Za bezprawne, w rozumieniu art. 24 § 1 k.c., nie może być uznane opublikowanie materiału prasowego naruszającego dobra osobiste, gdy okaże się, że zawiera on informacje nieprawdziwe, jeżeli dziennikarz, działając w obronie uzasadnionego interesu społecznego, zachował szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu tego materiału. Bezprawnym bowiem nie jest działanie wypełniające obowiązki nałożone przez ustawę. Działanie dziennikarza, które nie jest bezprawne, nie może zaś powodować jego odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych (art. 24 k.c.)”.] Powyższe oznacza, że autorzy publikacji winni byli dochować szczególnej staranności dziennikarskiej na każdym etapie publikacji. Podstawą rzetelnego warsztatu dziennikarza jest bowiem zweryfikowanie pozyskanych informacji, a w tym – poznanie stanowiska obu stron konfliktu. Tymczasem żaden z dziennikarzy pozwanej staranności tej nie dochował . W szczególności uwaga ta dotyczy K. G., który służył potem „pomocą” swoim redakcyjnym kolegom w tworzeniu kolejnych materiałów, a który „domyślił się”, że chodzi o futra. Co więcej, K. G., który w oczach niektórych świadków jawił się wręcz jako specjalista w tej sprawie, nie zapoznał się nawet z procedurą przed władzą (...), zgodnie z którą protokół policyjny mógł zawierać (i w rzeczywistości zawierał) wersję zdarzeń przedstawioną wyłącznie przez pracownika ochrony sklepu. Zdaniem Sądu dalece niewystarczające było tu sięgnięcie do protokołu policyjnego oraz próby nawiązania kontaktu z powódką. K. G. (ani żaden świadek pozwanej) nie był w stanie powiedzieć, dlaczego nie wysłano do powódki choćby wiadomości sms lub mailowej z prośbą o kontakt. Z ustalonego stanu faktycznego wynika, że dziennikarz dodzwonił się do powódki jeden raz i usłyszał, że zatrzymanie w feralnym sklepie rzeczywiście miało miejsce. Bazując na treści raportu policyjnego, który nie zawierał opisu stanu faktycznego (gdyż ten miał być dopiero przedmiotem postępowania), tylko – jak się potem okazało – fałszywe oskarżenie pracownicy sklepu, (...) opublikował informację, z której jednoznacznie wynika, że powódka uczestniczyła w zdarzeniu opisywanym jako „kradzież futer”, a w toku sprawy reporterzy (...) nie przedstawiali jego rzeczywistego przebiegu, mimo że delegowali tam swoich pracowników. Co więcej – odbiorcy dziennika i portalu nie zostali nigdy poinformowani o bezpodstawności zarzutów i o tym, że zdarzenie w ogóle nie miało miejsca. Przeciwnie – (...) i portal pozostawali przy „swojej” prawdzie, kreując taki obraz sytuacji, z którego wynikało, że powódce udało się „uciec” od wymierzenia jej sprawiedliwości. Gros dziennikarzy pozwanej nie posiadało wykształcenia dziennikarskiego, a mimo to pozwana nie zapewniła im żadnego przeszkolenia z prawa prasowego ani z zasad etyki dziennikarskiej. Nie świadczy dobrze o kondycji polskiego dziennikarstwa to, że – jak się zdaje – nie jest to wyjątek w świecie mediów, skoro szkoleń takich nie było także w innych gazetach, w jakich przedtem pracowali ci dziennikarze. Nie usprawiedliwia to jednak w żadnym stopniu postawy pozwanej, która nie wyczuliła dziennikarzy nawet na tak rudymentarną podstawę rzetelności dziennikarskiej, jak to, że przed każdą publikacją co najmniej trzeba dać opisywanej osobie możliwość odniesienia się do zarzutów – po to, by szanując odbiorcę umożliwić mu świadomą własną ocenę sprawy. Ta zaś jest możliwa tylko wtedy, gdy odbiorca otrzyma informację pełną, przedstawiającą nie tylko zarzuty, ale i wersję drugiej strony. Nie zastąpi tego prześmiewczo – niedowierzające, sugerujące, że to jedynie niewiarygodna linia obrony, wzmiankowanie w niektórych publikacjach, iż oskarżone nie przyznają się do winy albo że chcą uniknąć kary.
--- STRONA 22 ---
W świetle wszystkiego co powyżej stwierdzić należy, że pozwana niewątpliwie miała obowiązek przynajmniej spróbować zweryfikować uzyskane informacje. W okolicznościach niniejszej sprawy nie zmienia tego okoliczność, że publikowane prawdziwe informacje pochodziły z wiarygodnego źródła, tj. ze strony internetowej władz (...). Nie ma racji pozwana, gdy powołuje się na to, iż informacje powzięła od władz – i że to jakoby wystarczało, aby je podać, nie pytając o wersję opisywanej osoby. Żeby zachować rzetelność, pozwana musiałaby podać informacje dostępne od władz w sposób pełny – a podawała je wybiórczo. Mimo, że miała dostęp przez internet do zamieszczanych na bieżąco na stronie sądu wszystkich dowodów w sprawie – powiadomiła czytelników o zatrzymaniu powódki, ale już nie powiadomiła ich o podstawowych dowodach niewinności powódki, w szczególności o nagraniu z monitoringu. O niektórych zaś dowodach korzystnych dla powódki, jak wycofanie się B. R. z oskarżeń – pozwana informowała wprawdzie, ale jednoznacznie sugerując, że zostały one kupione przez bogatego męża powódki. To absolutnie nie była rzetelna informacja pozyskana z oficjalnych państwowych źródeł – i na pewno nie może usprawiedliwić braku weryfikacji tych informacji w innych źródłach, w szczególności u samej powódki. W niniejszej sprawie żadna weryfikacja nie miała miejsca. Co więcej, przed publikacją kolejnych artykułów prasowych nie podejmowano żadnych prób kontaktu z powódką, a skontaktowanie się z nią jedynie przy okazji pierwszej publikacji ocenić należy jako dalece niewystarczające (wszak cykl artykułów publikowano przez prawie półtora roku). Ponadto pozwana oparła pierwsze publikacje na raporcie policyjnym, opisując go nie jako wersję zdarzeń forsowaną przez B. R., ale faktyczny przebieg zdarzeń, co doprowadziło do szybkiego „osądzenia” powódki w opinii publicznej oraz wśród znajomych powódki. Informacje z raportu były też silnie nadinterpretowane, by nie powiedzieć wprost – zmyślone przez dziennikarza, który nie potrafił ze zrozumieniem przeczytać prostego formularza w języku (...). Np. z zaznaczonej rubryki odzież/futra K. G. samodzielnie domyślił się, że chodzi o kradzież futer i to w sytuacji, gdy sklep ten w ogóle nie prowadził sprzedaży futer. Co więcej – odzież, która miała być przedmiotem kradzieży, również nie znajdowała się w asortymencie sklepu, a zdjęcie zabezpieczeń z odzieży było niemożliwe bez specjalistycznych narzędzi. W żadnym z artykułów nie ma o tych faktach mowy; jak też o porzuceniu zarzutów z powodu ich oczywistej bezzasadności. W postępowaniu (...) powódka wręcz udowodniła swoją niewinność, a w sprawie nie zgromadzono ani jednego dowodu przeciwko powódce. Dziennik (...) nie poinformował o tym swoich czytelników, co daje asumpt do stwierdzenia, że dziennikarze wykazali się tu skrajną, jaskrawą nierzetelnością w opisie zdarzeń, a nasilenie złej woli pozwanej wobec powódki jest tu nad wyraz widoczne. Co więcej, dziennikarze nie powzięli podstawowych czynności prowadzących do ustalenia faktów, np. nawet nie próbowali skontaktować się z właścicielem feralnego sklepu, z funkcjonariuszem ochrony (B. R.), czy innymi pracownikami sklepu, choć redakcja (...) miała w U. swojego wysłannika, który w praktyce dostarczał jedynie nowe zdjęcia powódki, publikowane potem w gazecie oraz portalu internetowym pozwanej. Nie sposób nawet przyjąć, że dziennikarze próbowali relacjonować przebieg procesu, gdyż nawet tu nie zawarto podstawowych informacji, np. o odroczeniu sprawy z powodu absencji B. R. i nie poinformowano o ostatecznym rozstrzygnięciu w sposób zgodny z rzeczywistością. Tymczasem informacje o bezzasadności zarzutów posiadali nawet niektórzy internauci, którzy w komentarzach pod opublikowanymi na stronie www.(...).pl, zamieszczali wypowiedzi, z których jednoznacznie wynikało, że sprawa jest zakończona dlatego, że zdarzenie nie miało miejsca. Pozwana, mając dostęp do postanowienia kończącego postępowanie, wymyśliła swoją wersję zdarzeń, w ogóle niezwiązaną z procedurą przed (...) wymiarem sprawiedliwości (co miałoby przynajmniej jakiś walor edukacyjny), a konsekwentnie stała na stanowisku, że do kradzieży doszło, tylko powódce i jej koleżance „się upiekło”. Takie zachowanie świadczy jednoznacznie nie tylko o niezachowaniu rzetelności dziennikarskiej na żadnym z etapów publikacji, ale także o jaskrawym nasileniu złej woli, która w ogóle nie miała nic wspólnego z dziennikarstwem. Co istotne, artykuły te pisano – jak wynika z zeznań ich autorów – na żądanie redakcji pozwanej, dla podtrzymania zainteresowania czytelników „aferą”, nawet gdy nie było żadnych „newsów” – a trzeba było to zainteresowanie podtrzymywać minimum jednym artykułem tygodniowo. Te pobudki publikowania przedmiotowych materiałów trzeba uznać doprawdy za odrażające, gdy się uwzględni cele i zadania wolnej prasy. Takie działania, potocznie zwane „grillowaniem” powódki – to metody godne czarnego pi- aru, a nie wolnych mediów w demokratycznym społeczeństwie. Trzeba jasno stwierdzić, że przedmiotowe publikacje – to nie było żadne informowanie o faktach i ich komentowanie – ale wymyślenie, wykreowanie i potem podtrzymywanie „afery” w celu jedynie utrzymania czytelnictwa i – w konsekwencji – dochodów pozwanej. Takie prowadzenie tej sprawy nie ma nic wspólnego z dziennikarstwem. Przeciwnie: jest to godne najwyższego potępienia, wypływające z niskich, merkantylnych pobudek, sprzeniewierzenie się dziennikarstwu.
--- STRONA 23 ---
Ocena ta, jakkolwiek bardzo ostra i kategoryczna, jest w ocenie Sądu w pełni uzasadniona – tym bardziej, że okazało się, iż pozwana, wymyślając i podtrzymując „(...)”, publikując serię oszczerczych, nierzetelnych materiałów na temat powódki - z góry uwzględniła 50-ciotysięczne zadośćuczynienie (z jakim się liczyła, prognozując wyrok) wliczając je w koszty pozyskania czytelników i tym samym zwiększenia swoich dochodów. Powyższe rozważania trzeba postrzegać przez pryzmat obowiązku mediów przekazywania opinii publicznej informacji o istotnych społecznie zjawiskach, w tym realizacji prawa do krytyki negatywnych zjawisk życia społecznego. Uniknięcie przez wydawcę odpowiedzialności za przedstawianie rzeczywistości w sposób nieprawdziwy, jak też zminimalizowanie zagrożenia dóbr osobistych osób, których sylwetki przedstawione są w publikacjach - możliwe jest jedynie wtedy, gdy dziennikarze i wydawca zachowają wymogi zawarte w art. 12 ust. 1 Prawa prasowego. Według tej normy dziennikarz jest obowiązany m.in. zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych, zwłaszcza sprawdzić zgodność z prawdą uzyskanych wiadomości lub podać ich źródło. Pozwana w sposób ewidentny, świadomy i celowy nie zachowała tych wymogów, co oznacza, że w istocie manipulowała opinią publiczną . Wobec tych ewidentnych braków staranności, wtórne znaczenie ma sama forma wypowiedzi: wysoce emocjonalna, miejscami wręcz napastliwa – choć trzeba zaznaczyć, że i ten element świadczy o niedochowaniu rzetelności dziennikarskiej – nawet gdy uwzględni się tabloidowy charakter dziennika i portalu wydawanych przez pozwaną. Pozwana wywodziła, że publikacja spornych artykułów poparta była ważnym interesem publiczny. W interesie publicznym leży niewątpliwie, aby prasa miała możliwość publikacji materiałów zawierających informacje i opinie na temat osób publicznych i spraw budzących zainteresowanie ogółu obywateli. Jednak pozwana w żaden sposób nie wykazała, by publikacja artykułów o treści nieprawdziwej, zawierających informacje gromadzone nierzetelnie, dotyczące osoby prywatnej - leżała w interesie opinii publicznej. Zdaniem Sądu, interes publiczny pozwana mogłaby wykazać jedynie w sytuacji, gdyby materiały prasowe dotyczyły osoby publicznej, ewentualnie gdyby przypadki kradzieży dokonywanej przez Polaków za granicą, niewątpliwie szkodliwe dla wizerunku Polski, pozwana podała – w odniesieniu do osób prywatnych – w formie uniemożliwiającej ich identyfikację. Jak przedstawiono wyżej – powódka z pewnością nie jest osobą publiczną, i jest w pełni identyfikowalna w przedmiotowych publikacjach. Nie sposób zatem doszukać się w nich jakichkolwiek wartości (waga sprawy, charakter moralizatorski, edukacyjny, informacyjny), które usprawiedliwiały tezę o interesie opinii publicznej do uzyskania informacji związanych z „(...)”. Wobec tego uznać trzeba, że pozwana nie obaliła domniemania bezprawności naruszenia dóbr osobistych powódki. Przeprosiny Zgodnie z orzecznictwem Sądów wystarczy, gdy powód podał treść oświadczenia oraz miejsce jego publikacji, wszelkie dalsze zaś szczegóły, związane z graficzną szatą i wizualnymi detalami oświadczenia, służą jedynie doprecyzowaniu żądania i nie są elementami konstytuującymi żądanie pozwu. Szczegóły w postaci czcionki, wielkości ogłoszenia, strony publikacji - mają charakter wyłącznie techniczny i redakcyjny. Sąd określa te warunki rozważając, czy są one odpowiednie do usunięcia skutków naruszenia. Istnieje również możliwość przeredagowania przez Sąd, ograniczenia objętego powództwem oświadczenia w taki sposób, by odpowiadało one wymogom art. 24 k.c. oraz względom słuszności (wyroki SA we Wrocławiu I ACz 602/12 i I ACz 210/13, wyroki SN I CSK 540/12, l CSK 409/10, wyrok SA w Warszawie I ACa 405/12). Jak ustalono, treść spornych artykułów oraz długi czas ich ciągłego wydawania - odbiły się szerokim echem i były komentowane w mediach, w tym w internecie, oraz w środowisku powódki. Powyższe okoliczności czynią żądanie przeprosin w pełni uzasadnionym – na podstawie art. 24 § 1 zd. trzecie k.c. W ocenie Sądu sprecyzowana treść przeprosin jest adekwatna do zamierzonego celu, tj. usunięcia skutków naruszeń. Treść przeprosin została przez Sąd ograniczona w stosunku do tekstu wskazanego w pozwie. Sąd uznał bowiem, że treść tych oświadczeń była nadmiernie rozbudowana. Oświadczenie powinno być możliwie zwięzłe, a w przypadku ogłoszeń publikowanych w Internecie - nie może zapełniać całego ekranu standardowego monitora komputera. Dlatego też Sąd zmodyfikował treść przeprosin, skracając je tak, aby nie zmienić ich sensu, ale wyeliminować z nich powtórzenia czy przesadne wyrazy ubolewania. Zbędne było również – zdaniem Sądu – dokładne przytaczanie nieprawdziwych informacji (np. jakoby kradła futra), gdyż mogłoby to prowadzić do wtórnej
--- STRONA 24 ---
stygmatyzacji powódki i przez to przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. Ponadto, by przeprosiny odniosły zamierzony skutek w postaci naprawy wizerunku powódki, Sąd, mając na względzie przeciętny a powszechnie wiadomy profil czytelnika przedmiotowego dziennika i portalu, i poruszając się w granicach żądania pozwu, nakazał zamieszczenie dużego, pogrubionego tytułu przeprosin, a także wyeksponował dane powódki oraz przekaz dotyczący tego, że podane przez dziennik (...) informacje nie były prawdziwe. Z komunikatu tego, sformułowanego zwięźle i w sposób nieskomplikowany, jasno, zdaniem Sądu, wynika, że powódka nie kradła futer w U., nie unikała odpowiedzialności karnej poprzez przeciąganie procesu, nie miała trafić do (...) więzienia, a także że nie jest złodziejką. Tak sformułowan komunikat realziuje zatem wszystkie cele, jakie pragnęła osiągnąć powódka w niniejszej sprawie, a które w ocenie Sądu nie mogłyby zostać zrealizowane, gdyby przeciętny czytelnik tabloidu musiał przebrnąć przez tekst przeprosin w wersji wskazanej w pozwie. Z treści przeprosin wynika również, że pozwana wykorzystała wizerunek powódki bez jej zgody. Publikacja przeprosin w takiej formie da, zdaniem Sądu, powódce oczekiwaną satysfakcję – do odbiorców dotrze bowiem komunikat - wzmocniony tym, że publikacja następuje w wyniku procesu sądowego - że negatywny przekaz o powódce - był całkowicie bezpodstawnym pomówieniem. Publikacja przeprosin nastąpi na głównej stronie Gazety, co zapewni dostęp do przeprosin szerokiemu gronu czytelników. Jest to również uzasadnione tym, że wizerunek powódki wielokrotnie i przez długi czas „widniał” na stronie tytułowej dziennika pozwanej. Informacje tam zawarte były zatem widoczne dla szerszego grona odbiorców – nie tylko czytelników (...). Jako że gazety zwyczajowo zamieszcza się w witrynach kiosków czy sklepów i umieszcza na półkach w taki sposób, że pierwsza strona (bądź jej znaczna część) jest widoczna dla wszystkich, to z treścią teaserów (zapowiedzi artykułów) i wizerunkiem powódki mógł zapoznać się w praktyce każdy. Dlatego też żądanie pozwu w zakresie umieszczenia przeprosin na pierwszej stronie dziennika Sąd uznał za usprawiedliwione. Zasadne też było żądanie, by przeprosiny ukazywały się kolejno przez 15 dni. Pozwana naruszyła bowiem dobra osobiste powódki ponad trzydziestokrotnie, a cykl artykułów ukazywał się przez około 14 miesięcy. Oznacza to, że zakres naruszeń był bardzo szeroki, a w świadomości odbiorców konsekwentnie budowano zakłamany negatywny obraz powódki i jej sprawy karnej. Z tych względów Sąd doszedł do przekonania, że wskazany w pozwie okres czasu, przez który mają ukazywać się przeprosiny, z pewnością nie jest zbyt długi. W okolicznościach niniejszej sprawy nieprzydatna jest ogólna reguła, że przeprosić należy raz. W tym przypadku, gdy publikacje pozwanej nie są zwykłymi pojedynczymi artykułami, ale przybrały postać niespotykanej w swej skali zmasowanej akcji medialnej – dla faktycznego odwrócenia skutków naruszenia, czyli dla zmiany sposobu postrzegania powódki w oczach społeczeństwa, konieczna jest szeroka kampania informacyjna skierowana do stałych i sporadycznych czytelników pozwanej oraz osób stykających się niekiedy z dziennikiem (jego pierwszą stroną) w punktach sprzedaży. Te funkcję spełni w ocenie Sądu oświadczenie pozwanej publikowane dzień po dniu przez wskazany czas 15 dni. Te same uwagi dotyczą publikacji zamieszczonych w sieci Internet, mimo że pozwana już je ze swojego portalu usunęła. Internauci muszą bowiem poznać przyczyny, które legły u podstaw decyzji pozwanej, stąd też treść przeprosin w papierowym i elektronicznym wydaniu gazety jest identyczna. Również z uwagi na rozmiar naruszeń, publikacja przeprosin w sieci internet nastąpi na portalu głównym pozwanej, mimo że artykuły w internecie publikowane były z reguły na jednej z podstron. Jednak w okolicznościach faktycznych niniejszej sprawy, proste odwzorowanie przy nakazaniu publikacji przeprosin miejsca publikacji materiału prasowego, którym naruszono dobra osobiste – nie byłoby odpowiednie w rozumieniu przepisu art. 24 k.c. Podstawową rzeczą przy nakazaniu przeprosin jest oczywiście to, by dotarły one do wiadomości tych osób, które uprzednio zapoznały się z materiałem naruszającym dobra osobiste. Zdaniem Sądu drugą i nie mniej ważną przesłanką jest to, aby opublikowanie przeprosin (stosownego oświadczenia) było wykonalne – tak z punktu widzenia technicznej możliwości, jak i okoliczności finansowych. Dlatego np. nakazane przeprosiny nie powinny być aż tak kosztowne, żeby stwarzać ryzyko wyzucia publikującego z całego majątku czy – w przypadku osób prawnych – nawet likwidacji takiej osoby, a w przypadku prasy (mediów) – nie może uniemożliwiać wykonywania przez nie ich podstawowych zadań, tzn. funkcji informacyjnej i kontrolnej w społeczeństwie. Funkcję taką niewątpliwie pełnią w Polsce nie tylko gazety o poważniejszej linii, ale także tabloidy, do których zalicza się dziennik wydawany przez pozwaną. Paradoksalnie nawet – z uwagi na krępujący gorset czy to poprawności politycznej, czy sympatii politycznych tzw. poważnych dzienników, niejednokrotnie to właśnie dzięki tabloidom urzeczywistniana była rzeczywista funkcja kontrolna prasy, i to dzięki nim opinia publiczna dowiadywała się o faktach istotnych
--- STRONA 25 ---
dla dokonywania wyborów przez demokratyczne społeczeństwo. Te względy sprawiają, że nie jest zdaniem Sądu w ogóle możliwe w demokratycznym społeczeństwie tak ogromna ingerencja w wolność prasy, jakiej domaga się powódka żądając publikowania przez pozwaną przeprosin na całej pierwszej stronie dziennika, tym bardziej przez kilkanaście dni z rzędu. Dziennik musi mieć możliwość informowania na pierwszej – najważniejszej - stronie o ważnych wydarzeniach w państwie. Obrazując prosto: gdyby w czasie publikowania przeprosin wybuchła wojna albo zdarzył się kataklizm – gazeta nie mogłaby z informacją o tym dotrzeć do czytelników w najprostszy i najskuteczniejszy sposob, czyli poprzez wybity w widoczny sposób materiał na pierwszej stronie. Z drugiej strony – przypadek powódki, ze względu na skalę oddziaływania i tak zupełne zmyślenie informacji - jest tak wyjątkowy na tle zwykłych spraw o naruszenia dóbr osobistych w mediach, że zrozumiałe jest dążenie powódki do tego, by należne jej przeprosiny dotarły do odbiorców z należytą siłą i skutecznością. Wyważając oba te argumenty Sąd uznał za właściwe zobowiązanie pozwanej do publikowania przeprosin w taki sposób, by zajmowały one górną część pierwszej strony dziennika, nie wkraczając w pole zazwyczaj zastrzeżone dla tytułu i stopki wydawniczej gazety. Umożliwi to, zdaniem Sądu, zapoznanie się z tekstem przeprosin także odbiorcom nie kupującym dziennika, a czytającym teksty na pierwszej stronie gdy gazeta leży wyłożona w punkcie sprzedaży. Zarazem taki sposób publikacji zdaniem Sądu nie ograniczy nadmiernie przynależnej pozwanej swobody przekazu. Ewentualne wątpliwości, czy taka forma nie jest dla pozwanej zbyt dotkliwa, nikną, gdy się wspomni na skalę i nasilenie złej woli oraz skutki publikacji dla powódki, a także rozmiar działań potrzebnych dla odwrócenia skutków naruszenia, powszechnego i utrwalonego w opinii publicznej. Wreszcie – miejsce i forma publikacji powinny być tak określone, żeby przez cały czas, w jakim możliwe jest wykonanie wyroku (czyli 10 lat), istniała fizyczna możliwość jego wykonania. Kierując się tymi przesłankami Sąd uznał, że żądane w pozwie miejsce publikacji przeprosin na głównej stronie portalu jest odpowiednie i wychodzi naprzeciw ewentualnym zmianom w strukturze portalu internetowego pozwanej (np. zmiana zakładek). Nie można bowiem takich zmian wykluczyć na przyszłość, a z uwagi na zakaz innej niż literalna wykładni wyroku w postępowaniu egzekucyjnym – każda zmiana struktury strony internetowej portalu pozwanej skutkowałaby siłą rzeczy niewykonalnością wyroku. Aby tego uniknąć, Sąd uznał za konieczne nakazanie publikacji oświadczenia na głównej stronie portalu pozwanej – jakkolwiek by ona w przyszłości nie była zbudowana. Dlatego też, jak i z uwagi na długotrwałość stanu naruszeń, za właściwe miejsce publikacji Sąd uznał główną stronę. Treść tych przeprosin dotrze na pewno do wiadomości tych czytelników, którzy wchodzą na tę stronę i którzy czytali przedtem przedmiotowe artykuły (albo też same tylko ich zapowiedzi, które miały wprowadzające w błąd tytuły, kreujące już same przez się pejoratywny obraz powódki, co wystarczająco stygmatyzowało powódkę w świadomości tych odbiorców). W pozostałej części (tekstu oświadczeń przekraczającego jego brzmienie po modyfikacji dokonanej przez Sąd) powództwo oddalono. Zadośćuczynienie Zgodnie z treścią przepisu art. 24 § 1 zd. trzecie k.c., poszkodowany naruszeniem jego dóbr osobistych może także dochodzić – na podstawie art. 448 k.c. – zadośćuczynienia pieniężnego na swoją rzecz. Sąd orzekający w niniejszej sprawie stoi na stanowisku, że – fakultatywne przecież – przyznanie przez Sąd tych kwot, powinno następować wtedy, gdy naruszenie dóbr osobistych było zawinione. Pozwana opublikowała przedmiotowe materiały, odnoszące się do powódki, bez ich weryfikacji i w sposób tendencyjny, po części je zmyślając, produkując artykuły ze z góry zamierzoną częstotliwością w celu utrzymania zainteresowania wykreowaną dla celów merkantylnych „aferą”, a gdy okazało się niezbicie, że powódka jest niewinna – pozwana nie okazała najmniejszej woli sprostowania tych informacji; przeciwnie, używając wymyślnych sugestii utrzymywała odbiorców w przekonaniu o winie powódki. Wszystko to trzeba uznać za działanie intencjonalne, które nie miało nic wspólnego z rzetelnym dziennikarstwem. Publikacje przedstawiają powódkę w jednoznacznie i skrajnie negatywnym świetle, co w połączeniu z niedochowaniem należytej staranności dziennikarskiej, pozwala na przypisanie pozwanej winy w najcięższej postaci, tj. winy umyślnej. Konkluzję tę wspiera także okoliczność, że – jak już o tym była mowa - pozwana, wymyślając i podtrzymując „(...)” poprzez publikację serii oszczerczych, nierzetelnych materiałów na temat powódki - z góry brała pod uwagę możliwość, że powódka wystąpi przeciwko pozwanej o zadośćuczynienie, i konieczność zapłaty tego zadośćuczynienia pozwana skalkulowała jako ryzyko publikacji. Pomimo tego – zdecydowała się na nie, okazując w ten sposób rażące lekceważenie porządku prawnego i oczekiwanych od prasy norm etycznych. Pozwana po prostu dopuściła się deliktu zdając sobie sprawę z grożącej jej odpowiedzialności finansowej – a mimo to ważniejsza okazała się dla pozwanej perspektywa utrzymania dzięki „aferze” czytelnictwa i oczekiwanych stąd zysków. Postawa taka, gdy sprawca popełnia świadomie czyn niedozwolony, kalkulując koszty (w tym sankcje finansowe) i spodziewane przewyższające je zyski – jest wysoce naganna moralnie, a w przypadku wolnej prasy w demokratycznym społeczeństwie – jest po prostu absolutnie nieakceptowalna. Wypacza
--- STRONA 26 ---
bowiem rolę wolnej prasy, podstawową w społeczeństwie demokratycznym, obniża zaufanie społeczeństwa do prasy i oznacza sprzeniewierzenie się etyce dziennikarskiej. Wszystko to sprawia, że Sąd nie miał żadnych wątpliwości, gdy przypisał pozwanej winę w najwyższym stopniu. To zaś uzasadnia przyznanie powódce stosownego zadośćuczynienia. Jak już wskazano, odpowiedzialność pozwanej – jako wydawcy dziennika (...) i portalu internetowego, na którym opublikowano artykuły naruszające dobra osobiste powódki – jest odpowiedzialnością wydawcy, przewidzianą w art. 38 prawa prasowego w związku z art. 448 k.c. Ten ostatni przepis nie zawiera jednoznacznych wskazówek odnośnie sposobu ustalania wysokości zadośćuczynienia i pozostawia tę kwestię rozwadze Sądu. Należy przy tym mieć na uwadze użyteczność i adekwatność środków majątkowych w zakresie ochrony dóbr osobistych (zob. min. Jacek Sadomski w: Naruszenie dóbr osobistych przez media. Analiza praktyki sądowej. Oficyna Naukowa Warszawa 2003 rok, s. 83 – 84). Mając na uwadze całokształt okoliczności sprawy, Sąd ustalił kwotę zadośćuczynienia należnego powódce na 100.000 zł. Na wysokość zasądzonej kwoty wpływ miał stopień zawinienia pozwanej, charakter naruszeń, ich dotkliwość i długotrwałość. Sąd wziął również pod uwagę, że pozwana pod koniec postępowania usunęła sporne artykuły z internetu, a więc zaprzestała dalszych naruszeń - w tym zakresie zresztą, tj. co do żądania zakazania dalszych naruszeń, powódka cofnęła wówczas powództwo – i w tym zakresie Sąd postępowanie umorzył, na podstawie art. 355 § 1 k.p.c. Mimo to, pozwana do końca procesu konsekwentnie odmawiała powódce należnych jej przeprosin – choć skoro pozwana sporne artykuły usunęła, to zdaniem Sądu, naturalną konsekwencją takiego zachowania powinno być wyjaśnienie czytelnikom przyczyn tej decyzji, czego pozwana nie uczyniła. Nie bez znaczenia jest, zdaniem Sądu, i to, że z całokształtu materiału dowodowego w sprawie, w szczególności z zeznań powódki i jej postawy w trakcie procesu, wynika, iż dla powódki decydujące znaczenie ma satysfakcja z wygranego procesu, z uzyskanych od pozwanych przeprosin – zaś kwestia finansowa miała dla powódki przez znaczną część procesu znaczenie uboczne. Wskazała na to sama powódka, argumentując, że przed procesem chciała podjąć z pozwaną rozmowy ugodowe, celem usunięcia z Internetu spornych artykułów oraz opublikowania przeprosin (sprostowań) w gazecie. W toku procesu okazało się jednak, że pozwana, wymyślając i podtrzymując „(...)” i publikując serię oszczerczych, nierzetelnych materiałów na temat powódki - z góry uwzględniła 50-ciotysięczne zadośćuczynienie (z jakim się liczyła, prognozując wyrok). Wliczyła je po prostu w koszty pozyskania czytelników i tym samym zwiększenia swoich dochodów. W tej sytuacji zrozumiałe staje się, że kwestia finansowego zadośćuczynienia – początkowo na dalekim planie – stała się dla powódki bardzo ważna. Nie chodziło już tylko o to, aby w społecznej świadomości odwrócić skutki naruszeń i przywrócić powódce cześć, ale ważne stało się także zyskanie poczucia satysfakcji z tego, że krzywda wyrządzona powódce przez pozwaną z rozmysłem i z niskich merkantylnych pobudek – nie będzie się pozwanej opłacać i że przegrany proces pozwana odczuje jako dolegliwość ekonomiczną. Wyrównanie krzywdy poprzez zadośćuczynienie musi być dla pokrzywdzonego odczuwalne ekonomicznie – a to oznacza, że powinno być zasądzone w takiej wysokości, aby umożliwić pokrzywdzonemu osiągnięcie satysfakcji równoważącej albo łagodzącej skutki doznanej krzywdy lub w ostateczności – gdy tamto nie jest możliwe – przynajmniej ułatwiającej ich znoszenie. Ta satysfakcja w sprawach o ochronę dóbr osobistych innych niż życie czy zdrowie – może polegać przede wszystkim na świadomości, że wyrządzenie krzywdy nie było dla sprawcy opłacalne, a konieczność naprawienia krzywdy będzie dla sprawcy odczuwalna – także ekonomicznie. Modelowym rozwiązaniem, w ocenie Sądu orzekającego w niniejszej sprawie, jest w takiej sytuacji – gdy chodzi o naruszanie dóbr osobistych przez wielkie media czy podmioty o wielkiej pozycji rynkowej, które na wyrządzaniu krzywd po prostu się bogacą - żądanie od takiego sprawcy zapłaty stosownej kwoty na cel społeczny. Ta kwota może być bowiem na tyle wysoka, że będzie stanowiła odczuwalną dla sprawcy krzywdy dolegliwość – na tyle, że może skutecznie zniechęcić sprawcę przed ponownymi świadomymi naruszeniami – w stosunku do tej samej czy innych osób. Ta kwota może być, krótko mówiąc, na tyle wysoka, żeby sprawcy wyrządzanie krzywd przestało się opłacać. Zadośćuczynienie na rzecz pokrzywdzonego nie spełni co do zasady tej roli – a to dlatego, że nie może być źródłem wzbogacenia pokrzywdzonego. Pamiętać też trzeba o zachowaniu odpowiednich proporcji pomiędzy zadośćuczynieniami zasądzanymi za naruszenie różnych dóbr osobistych. Nie jest właściwe i nie odpowiada społecznemu poczuciu słuszności, zasądzanie zadośćuczynień za obmowę czy opublikowane w mediach zdjęcie – w kwotach (nieraz znacznie) wyższych, niż zadośćuczynienia za naruszenie zdrowia, nierzadko bardzo poważne, czy za śmierć bliskich. Z tych względów, choć zadośćuczynienie dla osoby pokrzywdzonej
--- STRONA 27 ---
musi być przede wszystkim odczuwalne dla niej, zatem co do zasady nie powinno być symboliczne – nie może prowadzić do jej wzbogacenia. Z reguły nie będzie zatem stanowić dla zamożnego sprawcy ani znacząco odczuwalnej dolegliwości, ani nie spełni funkcji prewencyjnej przed dalszym zarabianiem na wyrządzaniu krzywd. W okolicznościach niniejszej sprawy Sąd miał na uwadze, że najbardziej właściwym sposobem odwrócenia skutków naruszeń dóbr osobistych powódki – jest oświadczenie pozwanej, opublikowane w takiej formie i takim natężeniu, że odniesie realny skutek i przywróci powódce dobre imię w opinii publicznej. Jednak postawa pozwanej – ta sprzed niniejszego procesu, ale przede wszystkim ta prezentowana przez pozwaną poprzez jej pracowników (dziennikarzy) już w trakcie niniejszego procesu – skłoniła Sąd do uwzględnienia także powództwa w zakresie żądania zadośćuczynienia, i to w znacznej części. Zasądzona kwota jest bardzo wysoka, jeśli uwzględni się wskazane wyżej dyrektywy jej ustalenia, w tym przede wszystkim zachowanie właściwej proporcji do kwot zadośćuczynień zasądzanych za naruszanie zdrowia i życia. Jednak skoro pozwanej nie przeszkadzało to, że wyrządza powódce krzywdę i manipuluje opinią publiczną, bo liczyły się dla niej tylko wyniki ekonomiczne; skoro pozwana świadomie zamierzała „zarobić” na wyrządzanej krzywdzie – to kwota zadośćuczynienia musi zapewnić powódce odczucie satysfakcja z tego, że pozwana jednak wyrządzoną powódce krzywdę odczuje – i to w sferze, na której jej dotychczas najbardziej zależało, czyli w sferze ekonomicznej. Pozwana może podnosić, że dotkliwy jest dla niej obowiązek publikacji przeprosin na połowie pierwszej strony przez 15 dni, przez co nie będzie w pełni swobodna w pełnieniu misji informacyjnej dla społeczeństwa. Takie twierdzenia pozwanej są jednak w niniejszej sprawie w ogóle niewiarygodne – albowiem do tej pory najważniejsze były dla pozwanej jej zyski, i nie przeszkadzało jej to, że pozyskuje je manipulując opinią publiczną i sprzeniewierzając się swojej misji informacyjnej – przy okazji krzywdząc powódkę. Jak ustalono, pozwana zakładała, że w związku z tą sprawą będzie musiała zapłacić powódce sądowe zadośćuczynienie w kwocie 50 tys. zł – i pomimo to nadal cała „afera” będzie dla pozwanej zyskowna. Utrzymana dzięki przedmiotowym publikacjom liczba czytelników przełożyła się bowiem, zgodnie z planem, na zyski ze sprzedaży i z reklam; a dochody pozyskane dzięki temu i tak sprawią, że pozwana dzięki „(...)” wyjdzie na plus. W tej sytuacji, tylko dolegliwość finansowa większa, niż z góry przez pozwaną założony koszt pozyskania dzięki tym publikacjom dochodów – może dać powódce poczucie satysfakcji, że jej krzywda przynajmniej nie była dla pozwanej tak bardzo opłacalna - i w ten sposób zadośćuczynić wyrządzonej powódce krzywdzie. Sąd wziął przy tym pod uwagę to, że poczucie krzywdy wywołane u powódki jest bardzo znaczne; do tego stopnia, że gotowa byłaby spieniężyć swój majątek, żeby do tych publikacji nigdy nie doszło. Nasilenie złej woli, naśmiewanie się i robienie żartów z powódki przez dziennikarzy pozwanej w toku procesu również wzmagały w powódce uczucie bezradności, bezsilności, a nawet gniewu. Orzekając o wysokości zadośćuczynienia Sąd miał też na uwadze stosunkowo wysoki status materialny powódki (dochód jej gospodarstwa domowego wynosi ok. 20 tys. zł miesięcznie na dwie osoby) – w związku z czym kwota zadośćuczynienia, by była dla powódki odczuwalna, musi być odpowiednio wysoka. Zasądzona kwota zadośćuczynienia uwzględnia też negatywny wpływ, jaki na stan psychofizyczny powódki wywołały przedmiotowe publikacje: jej depresję posuniętą do niewychodzenia z domu, bardzo silny długotrwały negatywny stres, a także spowodowany nim wzrost ryzyka ujawnienia się u powódki objawów cukrzycy i silnej alergii. Oprócz satysfakcji wywołanej poczuciem dolegliwości dla pozwanej jako sprawcy krzywdy – Sąd miała na uwadze także to, że zasądzone zadośćuczyneinie pozwoli powódce odczuć satysfakcję z możliwości czynienia dobra. Powódka podnosiła bowiem w toku sprawy, że przyznane zadośćuczynienie chce spożytkować na cel społeczny – to jest na potrzeby fundacji, z którą współpracuje od wielu lat. Powyższe motywy nie mogły zostać obojętne przy wyznaczeniu przez Sąd kwoty zadośćuczynienia. Powódka nie formułowała wprawdzie żądania dodatkowego, tj. o zasądzenie od pozwanej określonej kwoty na wskazany przez powódkę cel społeczny, jednak i cel, który wskazała jako przeznaczenie własnego zadośćuczynienia, ma ze swej natury charakter społeczny i altruistyczny. Usprawiedliwia zatem także przyznanie zadośćuczynienia w tak – relatywnie – wysokiej kwocie. Ten rodzaj satysfakcji w ocenie Sądu umożliwi powódce realne zmniejszenie poczucia doznanej krzywdy – albowiem powódka będzie miała podstawy do
--- STRONA 28 ---
poczucia, że jej krzywda „nie poszła na marne”, że obróciła się na dobre; że nawet tak złe działanie pozwanej dzięki altruizmowi powódki może spowodować dobro. Mając to wszystko na uwadze, Sąd uznał, że kwota 100 tys. zł jest odpowiednia, wystarczająca, i zrównoważy krzywdę powódki poprzez umożliwienie jej odczucia stosownej satysfakcji – zarówno z powodu pozbawienia pozwanej zaplanowanych zysków z krzywdy powódki, jak i z możliwości uczynienia za te środki dobra (wsparcie fundacji). Sąd uznał, że zasądzona kwota jest dla strony pozwanej odczuwalna i dostatecznie dotkliwa (zważywszy, że pozwana liczyła się z zapłatą zadośćuczynienia w wysokości 50 tys. zł i miała to niejako „wkalkulowane” w swoją działalność), a jednocześnie nie wykracza poza cel, który winien polegać na udzieleniu satysfakcji poszkodowanej; nie spowoduje jej wzbogacenia oraz nie jest – w szczególnych okolicznościach niniejszej sprawy – rażąco wysoki w zestawieniu z kwotami zadośćuczynień zasądzanymi z tytułu naruszenia dóbr tak podstawowych, jak zdrowie i życie. Zdaniem Sądu wyższe zadośćuczynienie nie było możliwe do przyznania, gdyż pozostawałoby w sprzeczności z gradacją chronionych dóbr osobistych. Jeszcze raz należy podkreślić, że w ocenie Sądu, dobra osobiste w postaci godności, dobrego imienia, ochrony wizerunku, prawa do prywatności - nie zasługują na tak wysoki poziom ochrony za pomocą środków o charakterze majątkowym, jak w przypadku szkód na osobie wyrządzonych czynem niedozwolonym (art. 445 k.c.) polegających na uszkodzeniu ciała (np. utrata organu, oszpecenie), czy rozstroju zdrowia (np. choroba). W sytuacji naruszenia wskazanych dóbr osobistych, doznana krzywda jest bowiem wynikiem ingerencji wyłącznie w sferę przeżyć psychicznych człowieka, odmiennie niż przy szkodzie na osobie, gdzie krzywda obejmuje zarówno cierpienia psychiczne jak też, lub przede wszystkim, cierpienia fizyczne, nierzadko długotrwałe i o znacznym nasileniu, a czynnik czasu nie zawsze usuwa skutki tej szkody (np. trwałe kalectwo). W związku z tym argumenty powódki dotyczące tego, że niższa kwota zadośćuczynienia nie będzie odczuwalna dla pozwanej, nie mogły zostać przez Sąd podzielone. Podobnie rzecz się ma, jeśli chodzi o cel, na jaki zadośćuczynienie zostało przyznane. Zasadniczym celem zapłaty zadośćuczynienia, jak wskazano wyżej, jest satysfakcja powódki i zdaniem Sądu – majątkowe wyrównanie poczucia krzywdy w wysokości 100 tys. zł spełni tu swoją funkcję. W tym stanie rzeczy Sąd orzekł jak w punkcie II sentencji wyroku, oddalając dalej idące roszczenie. Odsetki Sąd zasądził od zasądzonego zadośćuczynienia odsetki ustawowe za opóźnienie - na podstawie art. 481 § 1 k.c., a jako datę początkową biegu terminu tych odsetek przyjął dzień wydania wyroku. Zgodnie ze wskazanym przepisem, jeżeli dłużnik opóźnia się ze spełnieniem świadczenia pieniężnego, wierzyciel może żądać odsetek za czas opóźnienia, chociażby nie poniósł żadnej szkody i chociażby opóźnienie było następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi. Jeżeli termin spełnienia świadczenia nie jest oznaczony ani nie wynika z właściwości zobowiązania, świadczenie powinno być spełnione niezwłocznie po wezwaniu dłużnika do wykonania (art. 455 k.c.). W niniejszej sprawie powódka nie wzywała pozwanej do zapłaty, a w pozwie dochodziła odsetek od dnia doręczenia pozwanej odpisu pozwu. Takie żądanie było racjonalne ze względu na to, że doręczenie odpisu pozwu jest, jak się powszechnie przyjmuje, równoznaczne z doręczeniem wezwania do zapłaty kwot dochodzonych tym pozwem. Ze względu jednak na to, że już w toku postępowania doszło – na skutek postawy pozwanej i jej pracowników (dziennikarzy) do wzmożenia poczucia krzywdy u powódki, co omówiono powyżej – Sąd ustalił kwotę zadośćuczynienia biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności sprawy, wskazane powyżej, wedle stanu na datę zamknięcia rozprawy, co odpowiada w przybliżeniu dacie wydania wyroku. Tym samym odsetki za opóźnienie można było zasądzić dopiero od daty wyrokowania, gdyż zasądzone zadośćuczynienie ma, w ocenie Sądu, naprawić całą krzywdę powódki, jakiej doznała od rozpoczęcia publikacji przez pozwaną aż do wydania wyroku. Uwzględnia już zatem także fakt, że pozwana do dnia wydania wyroku nie wypłaciła powódce żądanego zadośćuczynienia. W pozostałym zakresie roszczenie odsetkowe podlegało zatem oddaleniu. Częściowe umorzenie postępowania O umorzeniu postępowania w części wskazanej w pkt III. sentencji wyroku Sąd orzekł na podstawie art. 355 § 1 k.p.c. Powódka cofnęła bowiem w tym zakresie pozew ze zrzeczeniem się roszczenia. Zgodnie z treścią art. 203 § 1 k.p.c. pozew może być
--- STRONA 29 ---
cofnięty bez zezwolenia pozwanego aż do rozpoczęcia rozprawy, a jeżeli z cofnięciem połączone jest zrzeczenie się roszczenia - aż do wydania wyroku. W myśl § 4 cytowanego przepisu Sąd może uznać za niedopuszczalne cofnięcie pozwu, zrzeczenie się roszczenia lub ograniczenie roszczenia tylko wtedy, gdy okoliczności sprawy wskazują, że wymienione czynności są sprzeczne z prawem lub zasadami współżycia społecznego albo zmierzają do obejścia prawa. Zdaniem Sądu cofnięcie pozwu stanowiło tu prawidłowe zachowanie powódki, gdyż żądanie w tym zakresie, z uwagi na jego spełnienie przez pozwaną w toku sprawy, stało się bezprzedmiotowe. Mając to na uwadze, na podstawie art. 203 § 1 k.p.c. w zw. z art. 355 § 1 i 2 k.p.c., Sąd postępowanie umorzył w zakresie objętym cofnięciem pozwu. Koszty O kosztach postępowania przed Sądem I instancji orzeczono w punkcie V. sentencji wyroku, na podstawie art. 100 k.p.c. zgodnie z zasadą odpowiedzialności finansowej strony za wynik procesu, uwzględniając fakt, że żądanie pozwu było usprawiedliwione co do zasady, co czyniło w pełni zasadnym żądanie przeprosin. Modyfikacja ich brzmienia czy formy nie wpływa, zdaniem Sądu, na generalną ocenę, że powódka sprawę niemal w całości wygrała. Co do zadośćuczynienia, to trzeba pamiętać, że ustalenie jego wysokość należało do dyskrecjonalnej oceny Sądu i fakt, że w części to roszczenie zostało oddalone, nie może zmieniać treści punktu V. sentencji postanowienia. Sąd uwzględnił tu skrajnie nielojalną postawę pozwanej, która z jednej strony wycofała artykuły z portalu internetowego, a z drugiej do końca podtrzymała zarzuty. W tym stanie rzeczy, zdaniem Sądu, nie było żadnych podstaw do tego, by powódka poniosła jakiekolwiek koszty związane z niniejszym postępowaniem. Wyliczenie tych kosztów pozostawiono referendarzowi sądowemu (art. 108 k.p.c.).
Słowa kluczowe
#orzeczenie#Wyrok#Sąd Apelacyjny we Wrocławiu w wyroku z dnia 24 lipca 2008 roku (I ACa 1150/06)#III C 1052/15 WYROK W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ Dnia 21 grudnia 2016 r. Sąd Okręgowy w Warsza#art. 23 k.c.#art. 24 § 1 k.c.#art. 448 k.c.#art. 24 k.c.#art. 7 ust. 2 pkt#art. 42 ust.#art. 38 ust.1 Prawa#art. 14 ust. 6 ustawy#art. 81 ust. 2 ustawy#art. 14 ust. 6 Prawa#art. 54 Konstytucji#art. 10 Europejskiej#art. 12 ust. 1 pkt#art. 12 ust. 1 Prawa#art. 24 § 1 zd.#art. 38 prawa#art. 355 § 1 k.p.c.#art. 445 k.c.#art. 481 § 1 k.c.#art. 455 k.c.#art. 203 § 1 k.p.c.#art. 100 k.p.c.#art. 108 k.p.c.