§Centrum Prawa KarnegoWykonawczego
← Powrót do orzecznictwa
Orzecznictwo

Wyrok I C 2107/14 WYROK W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ Dnia 29 czerwca 2016 r. Sąd Okręgowy w Krakowie

Treść orzeczenia

--- STRONA 1 --- Sygn. akt: I C 2107/14 WYROK W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ Dnia 29 czerwca 2016 r. Sąd Okręgowy w Krakowie Wydział I Cywilny w składzie następującym: Przewodniczący: SSO Kamil Grzesik Protokolant: protokolant Edyta Sieja po rozpoznaniu w dniu 29 czerwca 2016 r. w Krakowie na rozprawie sprawy z powództwa A. K. (1) przeciwko E. S., (...) Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością z siedzibą w K. o ochronę dóbr osobistych I. oddala powództwo; II. zasądza od powódki A. K. (1) na rzecz pozwanej E. S. kwotę 360 zł (trzysta sześćdziesiąt złotych i 00/100), tytułem zwrotu kosztów procesu; III. zasądza od powódki A. K. (1) na rzecz strony pozwanej (...) Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością z siedzibą w K. kwotę 1 560 zł (jeden tysiąc pięćset sześćdziesiąt złotych i 00/100), tytułem zwrotu kosztów procesu. Sygn. akt I C 2107/14 UZASADNIENIE WYROKU z dnia 29 czerwca 2016 r. Pozwem z dnia 7 listopada 2014 r. powódka A. K. (1) wniosła o: 1) nakazanie Pozwanym E. S. oraz (...) sp. z o.o. (poprzednio (...) sp. z o.o.) opublikowania na ich koszt, na łamach (...), oraz Gazety (...), w ramce o rozmiarach 15 x 15 cm czcionką Times N. R., nie mniejszą niż 12 pkt, na stronie drugiej oraz na łamach serwisów internetowych: dziennikpolski24.pl, gazetakrakowska.pl, w ramce nie mniejszej niż 20x20 cm czcionką Times N. R., nie mniejszą niż 12 pkt, na stronie powitalnej, przeprosin o treści następującej: „E. S. oraz wydawca Gazety (...) oraz Dziennika Polskiego tj. (...) sp. z o.o. przeprasza Panią A. K. (1) za rozpowszechnianie w artykułach „Ludzie skarżą się na szkołę w Z.. Urząd się śmieje”, „Dzieci boją się tej szkoły” , oraz „(...). Nie boją się mówić”, „(...) spotkanie się odbyło, konflikt trwa” opublikowanych w Gazecie (...) oraz Dzienniku Polskim a także zamieszczonym w serwisie internetowym dziennikpolski24.pl oraz gazetakrakowska.pl nieprawdziwych informacji na temat jej osoby w związku z piastowanym stanowiskiem Dyrektora Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Z.. Informacje te naruszyły dobre imię Pani A. K. (1)”; --- STRONA 2 --- 2) nakazanie pozwanemu (...) sp. z o.o. zapłaty kwoty 10 000 zł (dziesięć tysięcy złotych) na rzecz powódki tytułem zadośćuczynienia. Na uzasadnienie żądania pozwu powódka podała, że w dniu 26 czerwca 2014 r pozwana opublikowała w Gazecie (...) - dodatek „ (...) zachodnia” artykuł pt „Ludzie skarżą się na szkołę w Z.. Urząd się śmieje” oraz w dniu 27 czerwca 2014 roku w serwisie internetowym dziennikpolski24.pl artykuł autorstwa Pani E. S. pt. „Dzieci boją się tej szkoły”. Ten sam artykuł pt. Dzieci boją się tej szkoły - dodatek ukazał się w Dziennik Polskim w dn. 27 czerwca 2014. Dnia 1 lipca 2014 roku ukazał się na łamach Gazety (...) (dodatek „ (...) zachodnia”) artykuł Pani S. pt. „(...). Nie boją się mówić”. W dniu 17 lipca 2014 r Gazecie (...) (dodatek „ (...) zachodnia”) opublikowano artykuł „(...) spotkanie się odbyło. Konflikt trwa.” Powódka wskazała, że w artykule E. S. „Dzieci boja się tej szkoły” opublikowanym w dniu 26 czerwca 2014 r, podano następujące nieprawdziwe i naruszające dobra osobiste powódki, informacje: Nie jest prawdziwe twierdzenie, że „po odejściu poprzedniego dyrektora, burmistrz Z. B. na stanowisko wyznaczył A. K. (1). Nie było konkursu”. . Powódka wskazała, że prawdą jest, że konkurs na kandydata na stanowisko Dyrektora Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Z. odbył się w dniu 28 lutego 2005 roku. Komisja Konkursowa w 11 osobowym składzie wybrała na stanowisko dyrektora Panią A. K. (1). Ogłoszenie o w/w konkursie opublikowane zostało w Gazecie (...) w dniach 12-13 2005 r., nr 36, s. 29. 1. Nie jest prawdziwe twierdzenie, że „K. zwolniła 13 nauczycieli”. Prawdą jest, że Pani A. K. rozwiązała w Zespole Szkół Ogólnokształcących w Z. od 2009 r. stosunek pracy z siedmioma nauczycielami. 2. Nie jest prawdziwe twierdzenie, że „podstawówkę kończy trzy klasy, ale absolwentów udaje się zebrać chętnych tylko do jednej klasy gimnazjum” . Prawdą jest, że w gimnazjum w Z. za kadencji Pani A. K. nie było nigdy mniej niż dwie klasy gimnazjum. 3. Nieprawdziwe jest twierdzenie, że „Pani dyrektor jeździ na każdą wycieczkę choć uczniowie mają pierwszeństwo”. Prawdą jest, że „projekt C. jest przeznaczony dla szkół a nie tylko dla uczniów i obejmuje także nauczycieli. Nie ma zasady pierwszeństwa ucznia do wyjazdu w stosunku do nauczyciela. 4. Nie jest prawdziwe twierdzenie, że „na korki z języka musi chodzić 90 % uczniów” . Prawdą jest, że nie ma żadnych badań i wiarygodnych informacji potwierdzających wskazane dane. 5. Nie jest prawdziwe twierdzenie, „ że rodzice i nauczyciele, kilkakrotne zwracali się do dyrektorki aby potwierdzała im jakie kwalifikacje zawodowe ma anglistka Pani B. B. (1) nam też dyrektor odmówiła” . 6. Nie prawdziwe jest twierdzenie, że „uczniowie kilku klas zostali raz poproszeni o wypełnienie anonimowej ankiety. W jednym z punktów należało napisać, co chcielibyśmy zmienić w szkole”. Prawdą jest, że w 2013 r. przeprowadzono w III klasach gimnazjum ankietę związaną z realizacją Projektu (...)/14 „Dolina K. S. na Przyszłość....” przez Gminę Z. w sprawie przyszłych preferencji edukacyjnych związanych z planami po ukończeniu gimnazjum. Ankieta była przeprowadzona na prośbę Organu Prowadzącego i nie zawierała pytania o oczekiwania dotyczące zmian w szkole. W artykule E. S. „(...). Nie boją się mówić”, opublikowanym w dniu 1 lipca 2014 r , podano następujące nieprawdziwe informacje: 7. Nieprawdziwe jest twierdzenie, że „w szkole w Z. papier toaletowy tylko dla gości” . Prawdą jest , że codziennie rano, przed lekcjami pracownicy szkoły uzupełniają papier i mydło we wszystkich toaletach. 8. --- STRONA 3 --- Nie jest prawdziwe twierdzenie, że „A. K. upokorza i niesprawiedliwie oceniania oraz faworyzuje nielicznych” . Prawdą jest, że nigdy nikogo nie upokarzała i niesprawiedliwie nie traktowała. Także nie faworyzuje uczniów. Uczniów traktuje sprawiedliwie i nikogo nie zastrasza. 9. Nie jest prawdziwe twierdzenie, że nauczyciele w obawie, że stracą pracę poświadczyli pisemnie, że zgadzają się z treścią oświadczenia . Prawdą jest, że nauczyciele podpisali list z własnej inicjatywy i nikt ich do tego nie zmuszał. 10. Nie jest prawdziwe twierdzenie, „Większość gimnazjalistów nie chce kontynuować nauki w powstającym tutaj od września wielozawodowym technikum, bo boją się zemsty dyrektorki”. Prawdą jest, że Pani A. K. nie jest dyrektorem tej szkoły. Jest to odrębna jednostka organizacyjna. Szkoła powstała w dniu 1 września 2014 r ale odbyły się co najmniej dwa spotkania w trakcie roku szkolnego, na których powiedziano uczniom klas III gimnazjum, że będzie to odrębna szkoła. Były to spotkania z obecnym dyrektorem (...). 11. Nie jest prawdziwe twierdzenie , że „Dyrektorka A. K. (1) nie zgodziła się wczoraj na rozmowę z nami, mimo, że sama ją wcześniej zaproponowała i ustaliła termin” . Całość artykuł prasowego „(...) spotkanie się odbyło. Konflikt trwa” z dnia 17 lipca 2014 r, w tym wypowiedzi dot. powódki nie odpowiadają prawdzie i zawierają sformułowania niezgodne ze stanem faktycznym związanym ze spotkaniem, które zostało w całości nagrane. Przede wszystkim, że w czasie spotkania nie stwierdzono jak wynika z materiału prasowego, że „ część nauczycieli uważa, że są mobbingowani przez szefową placówki”, „A. K. (1) w swoich ocenach nie jest obiektywna”; „Dyrektor K. nie jest otwarta na rozmowy a jedynie tak twierdzi” W odpowiedzi na pozew pozwani (...) sp. z o.o. oraz E. S. wnieśli o oddalenie powództwa w całości oraz zwrot kosztów według norm przepisanych. Wskazali, że treść, autorstwo oraz fakt publikacji i emisji wyżej wymienionych artykułów nie jest przedmiotem sporu pomiędzy stronami. Podnieśli, że powódka kwestionuje prawdziwość opisu części z informacji podanych w artykułach pozwanej E. S.. Wskazali, że stanowisko powódki jest nieprawidłowe. Informacje podane w spornych artykułach są zgodne z prawdą, a powódka myli prawdziwość opisu zdarzeń z poprawnością stosowania języka prawnego i precyzyjnością opisu zdarzeń. Informacje podane w spornych artykułach opisują taki sposób postępowania powódki i styl piastowania funkcji dyrektora, których ocena jest ponad wszelką wątpliwość negatywna dla każdego czytelnika. Tego rodzaju informacje naruszają dobre imię osoby, której dotyczą, niemniej jednak w przedmiotowej sprawie, rozpowszechnienie tych informacji przez prasę nie było bezprawne. Autorka spornych tekstów napisała prawdę i działała w ramach uzasadnionego interesu społecznego oraz sumy interesów indywidualnych – osób pokrzywdzonych przez powódkę. Takie działanie jest przykładem kontratypu naruszenia dóbr osobistych – kontratypu prawdy – działania w interesie publicznym (społecznym). Powódka formułuje dwanaście zarzutów o nieprawdziwości informacji podanych przez pozwaną autorkę tekstów, pozwani odnosząc się do tych zarzutów podnieśli co następuje: Powódka twierdzi, że nieprawdziwe jest twierdzenie, jakoby piastowała stanowisko dyrektora bez wcześniejszego przeprowadzenia konkursu na to stanowisko. Tymczasem konkurs przeprowadzony w 2005 roku, na który powołuje się powódka został przeprowadzony w czasie, kiedy powódka pełniła obowiązki Dyrektora (...) w Z. bez przeprowadzenia konkursu. Powódka utrzymuje, że nie zwolniła trzynaściorga nauczycieli w okresie od 2009 roku. Dziennikarka opierała się na liście trzynaściorga osób, które na różnych podstawach prawnych zakończyły pracę w (...) w Z. w okresie pełnienia przez powódkę funkcji dyrektora. Tekst artykułu, jak każdy materiał prasowy posługuje się językiem ogólnym / potocznym. Zgodnie z takim użyciem języka „zwolnieniem” jest zarówno wypowiedzenie umowy, jak również nie zawarcie kolejnej umowy („nieprzedłużenie”), czy doprowadzenie do jej zmiany poprzez wskazanie innego miejsca pracy. Ewentualna nieścisłość z tym związana, czy nieścisłości --- STRONA 4 --- daty (2008 lub 2009) nie ma wpływu na rozumienie tezy autora tekstu, zgodnie z którą z przyczyn leżących po stronie powódki pracę w (...) w Z. zakończyło trzynaście osób. Niezależnie od tych okoliczności, teza inaczej sformułowana (np. „zwolniono siedmiu nauczycieli od 2009 roku”) pozostaje bez żadnego wpływu na ewentualne naruszenie dobrego imienia powódki. Powódka twierdzi, że za kadencji powódki nie było nigdy mniej niż dwie klasy gimnazjum, a zatem nieprawdziwa jest teza autorki tekstu, jakoby z absolwentów trzech klas podstawówki udawało się zebrać chętnych tylko do jednej klasy gimnazjum. Tymczasem, klasy gimnazjalne są kompletowane z absolwentów pochodzących nie tylko z (...) w Z.. (...) w Z. kompletował więcej niż jedną klasę gimnazjalną właśnie dzięki absolwentom innych szkół podstawowych. (...) podstawówki z (...) w Z. wystarczało na jedną klasę gimnazjum. Powódka zaprzecza „zasadzie” pierwszeństwa uczestnictwa uczniów w wyjazdach w ramach programu C.. Program ten jest przeznaczony przede wszystkim dla uczniów, co potwierdziła w wypowiedzi dla autorki tekstu A. D. z fundacji koordynującej program. (...) uczniów w ramach opisywanego programu wymian wydaje się oczywiste, zostało opisane w jego potocznym znaczeniu, bez odwoływania się do normatywnych podstaw programu. Ponadto, opis praktyk stosowanych w tym kontekście przez powódkę jest zarazem jej negatywną oceną, nie podlegającą weryfikacji w kategoriach prawdy i fałszu. W spornych tekstach opisano kontrowersje związane z osobą nauczycielki języka angielskiego B. B. (1). Osoby, z którymi kontaktowała się autorka tekstów kwestionowały kompetencje nauczycielki i podnosiły konieczność udzielania jej uczniom korepetycji. Okoliczności te autorka opisała zgodnie z prawdą. Powódka zarzuca nieprawdziwość tych okoliczności nie powołując żadnych dowodów, a dodatkowo przyznaje, że nie wykazała uprawnień B. B. (1) do nauczania języka angielskiego, inaczej niż poprzez rozmowę z autorką tekstów. Pozwana E. S. opisała w artykułach stanowiących podstawę powództwa szereg praktyk i zdarzeń mających miejsce w (...) w Z. podczas pełnienia funkcji dyrektora tej instytucji przez powódkę. Opisano: (1) sprawę wypełnienia anonimowej ankiety przez uczniów i prób zidentyfikowania osób wypełniających ankietę, (2) sprawę dostępności mydła i papieru toaletowego, (3) sprawę sposobu traktowania uczniów i nauczycieli przez powódkę, (4) sprawę podpisania listu dotyczącego oceny powódki przez nauczycieli (...) w Z. oraz (5) sprawę decyzji absolwentów (...) w Z. dotyczących kontynuowania nauki, z perspektywy piastowanej przez powódkę funkcji. Opis tych okoliczności jest prawdziwy. Zarzut nieprawdziwości twierdzenia o braku zgody powódki na rozmowę z dziennikarką jest sprzeczny z jego uzasadnieniem, w którym sama powódka przyznaje, że takiej zgody nie wyraziła, przy czym powódka powołuje się na przyczyny braku zgody, które jednakże pozostają bez wpływu na prawdziwość twierdzenia. Bezsporne między stronami były następujące okoliczności: W dniu 26 czerwca 2014 r (...) sp. z o.o. opublikowała w Gazecie (...) - dodatek „ (...) zachodnia” artykuł pt „Ludzie skarżą się na szkołę w Z.. Urząd się śmieje” oraz w dniu 27 czerwca 2014 roku w serwisie internetowym dziennikpolski24.pl artykuł autorstwa Pani E. S. pt. „Dzieci boją się tej szkoły”. Ten sam artykuł pt. Dzieci boją się tej szkoły - dodatek ukazał się w Dziennik Polskim w dn. 27. Czerwca 2014. Dnia 1 lipca 2014 roku ukazał się na łamach Gazety (...) (dodatek „ (...) zachodnia”) artykuł Pani S. pt. „(...). Nie boją się mówić”. W dniu 17 lipca 2014 r Gazecie (...) (dodatek „ (...) zachodnia”) opublikowano artykuł „(...) spotkanie się odbyło. Konflikt trwa.” W dniu 26.06.2014 r. w Gazecie (...) (dodatek (...) Zachodnia) ukazał się artykuł autorstwa Pani E. S. pt. „Ludzie skarżą się na szkołę w Z.. Urząd się śmieje”. W artykule tym zamieszczono następującą treść: Dzieci boją się dyrektorki. Nauczyciele potwierdzają, że jest poważny problem Rodzice uczniów gimnazjum i podstawówki Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Z. poprosili Gazetę (...) o pomoc. Mają już dość tego, jak dyrektorka traktuje dzieci i część kadry nauczycielskiej. Kuratorium oświaty i inne instytucje nie spieszą się z pomocą. Anglistka robi podstawowe błędy językowe, na zagraniczne wymiany z innymi szkołami za każdym razem jeździ dyrektorka, zamiast ustąpić miejsca dziecku. Ankiety, które miały być anonimowe, są później porównywane z charakterem pisma uczniów. Dzieci, które są „podejrzane”, lądują na dywaniku – opowiadali rodzice i nauczyciele na spotkaniu z naszym dziennikarzem. Chcą pozostać --- STRONA 5 --- anonimowi, bo boją się konsekwencji. Część ma dzieci w tej szkole, a część tam pracuje. A. K. (1), dyrektorka szkoły, zgodziła się z nami porozmawiać. Kiedy usłyszała, że blisko 40 osób skarżyło się na nią podczas spotkania, podniesionym tonem zażądała nazwisk. Oczywiście, nie zostały jej ujawnione. Zapytana o kwalifikacje szkolnej anglistki, wstała zza biurka i zapytała, czy naprawdę ma je pokazać. Kiedy dziennikarka potwierdziła, zmieniła zdanie i zakomunikowała, że nie może ich ujawnić. Rodzice twierdzą, że identycznie zachowuje się, kiedy proszą o ujawnienie dokumentów dotyczących wykształcenia tej nauczycielki. Na koniec rozmowy A. K. (1) poprosiła o kolejne spotkanie, które wyznaczyła na poniedziałek. Zgodziliśmy się. Nasza obecność w szkole odbiła się na nauczycielach. Wszyscy jesteśmy teraz podejrzani. Dyrektorka szuka „winnych” – mówiła wczoraj jedna z nauczycielek, która czuje się pokrzywdzona przez A. K. (1). Sprawy, o których piszemy w dzisiejszym wydaniu, to jedynie fragment góry problemów, o których poinformowali nas rodzice. Po naszej interwencji kontrole w placówce zapowiedziało Kuratorium (...) w K. i koordynator programu C. w W.. Burmistrz Z. Z. B., poproszony o komentarz, zareagował szyderczym śmiechem. Stwierdził, że zarzuty wobec dyrektorki to brednie i 40 osób wyssało sobie wszystko z palca. Następnie na str. 3 Gazety (...) zamieszczono rozwinięcie artykułu (rozwinięcie to następnie opublikowano dnia 27.06.2014 r. w Kronice (...) – dodatku do (...)), o treści: Nauczyciele i rodzice chcą zmiany dyrektorki szkoły w Z.. Uważają, że źle kieruje placówką. Kuratorium nie odpowiada na uwagi w sprawie funkcjonowania szkoły, ale zapowiada kontrolę P. O., ojciec tegorocznej absolwentki gimnazjum w Z., opowiedział nam o złym funkcjonowaniu szkoły, m.in. mobbingu pracowników, zastraszaniu uczniów, fatalnych zwyczajach związanych z wyjazdami zagranicznymi dzieci, kłopotach z nauczaniem języka angielskiego. Poprosiliśmy o dowody, więc umówił nas na spotkanie z innymi rodzicami, byłą i obecną kadrą nauczycieli, uczniami. W ostatni poniedziałek przyszło prawie 40 osób, każda przedstawiła się z imienia i nazwiska. Obecni przynieśli stosy dokumentów. Z kilkudziesięciu ich problemów wybraliśmy kilka wątków. Wycieczki z C. Od trzech lat szkoła bierze udział w programie E. C., dzięki któremu uczniowie i nauczyciele mogą jeździć na wymiany do innych krajów. Byli w Hiszpanii, Turcji, Włoszech, Holandii i Belgii. Osoby do wyjazdu typuje dyrektorka A. K. (1) i koordynator projektu, którym w tej szkole jest nauczycielka języka angielskiego, prywatnie żona burmistrza Z. Z. B.. Raz do Turcji pojechała pani K., żona burmistrza i jeszcze jedna nauczycielka. Jak dzieci zaczęły pytać, dlaczego nie mogą jechać, to powiedziała im, że w tym kraju jest inna religia, kradną i gwałcą dzieci. Nie mogliśmy w to uwierzyć, ale słyszało to kilkudziesięciu uczniów – mówią oburzeni rodzice. Zauważają, że pani dyrektor jeździ na każdą wycieczkę, choć pierwszeństwo mają uczniowie. Dyrektorka twierdzi, że do Turcji dzieci nie pojechały, bo odradziła jej to nauczycielka angielskiego. Przyznaje, że to była dobra decyzja, bo na miejscu okazało się, że jest bardzo brudno i dzieci mogłyby na coś zachorować. Pytana, jaki był cel jej wyjazdu, odpowiada wprost, że kosztowała potraw oraz słuchała muzyki, aby mogła podobną wprowadzić w swojej szkole, bo jest muzykiem. W tonie głosu słychać było zdenerwowanie tym pytaniem. O sytuacji poinformowaliśmy koordynatorów projektu C. w W.. Pierwszeństwo wyjazdów mają dzieci, bo z myślą o nich powstał projekt. Nauczyciele mają być wsparciem. Niedopuszczalne jest, aby ktoś traktował wymiany jak prywatne wycieczki i jedna osoba jeździła na wszystkie – mówi A. D. z fundacji koordynującej C.. Zapewnia, że osobiście przyjrzy się szkole w Z.. Poprosiła także o numery telefonów do rodziców, którzy chcieli wysłać dzieci, a im odmówiono. Przekazaliśmy je. E. czy A.? Wyniki z językowej części egzaminu gimnazjalnego na koniec szkoły są bardzo dobre, ale rodzice uczniów mówią wprost, że to nie zasługa nauczycielki (żony burmistrza), która bardzo słabo zna język i fatalnie uczy. Na „korki” z języka musi chodzić 90 proc. uczniów. Rodzice na spotkaniu pokazali naszej reporterce jeden ze sprawdzianów dziecka. Widać było, że nauczycielka nie zna podstaw języka. Właściwie napisane słowo --- STRONA 6 --- E. (Anglia) było przekreślone, a obok napisane jako rzekomo poprawne było: A.. W zeszytach poleca pisać: słowa po angielsku i fonetycznie. Np. 1 (one) – łan. Rodzice i nauczyciele twierdzą, że kilkakrotnie zwracali się do dyrektorki, aby powiedziała im, jakie kwalifikacje zawodowe ma anglistka, ale ich prośba nie została spełniona. Nam także dyrektor odmówiła. Po odejściu poprzedniego dyrektora burmistrz Z. B. na stanowisko wyznaczył A. K. (1). Nie było konkursu. Pani dyrektor twierdzi, że w szkole nie dzieje się nic niepokojącego, a kadra i uczniowie są zadowoleni ze współpracy. Warto zaznaczyć, że od 2009 roku A. K. (1) zwolniła13 nauczycieli. Nagminna jest sytuacja, że uczniowie nie kontynuują nauki w gimnazjum w Z., bo są niezadowoleni z poziomu nauczania. Podstawówkę kończą trzy klasy, ale z absolwentów udaje się zebrać chętnych tylko do jednej klasy gimnazjum. Anonimowa ankieta Uczniowie kilku klas zostali raz poproszeni o wypełnienie anonimowej ankiety. W jednym z punktów należało napisać, co chcieliby zmienić w szkole. Kilkoro wpisało nazwiska dyrektorki i anglistki. Po zapoznaniu się z odpowiedziami dyrektorka zebrała zeszyty uczniów, którzy wypełniali ankietę. Oznajmiła dzieciom, że po charakterze pisma ustali tych, którym tak bardzo się nie podoba. Na „dywaniku” wylądowało kilkoro dzieci. Były przepytywane, czy to ich ankieta. Mimo zastraszania żadne się nie przyznało. Rodzicom opowiedzieli o tym po kilku dniach. Bali się, że ci zrobią w szkole awanturę, przez co będą mieli jeszcze bardziej na pieńku z dyrektorką. Ciągle bez pomocy Rodzice szukali pomocy w wielu instytucjach. Pisali do C. z prośbą o szczegóły wyjazdów, ale otrzymali jedynie lakoniczną odpowiedź. Kuratorium w W. do dziś nie udzieliło im odpowiedzi. Do urzędu gminy nawet nie szli, bo szefem jest tam mąż anglistki. Dyrektorka, która we wtorek nie miała wiele czasu na rozmowę, w środę znalazła go tyle, aby napisać do nas kilka e-maili. Pokusiła się nawet o ocenę artykułu, który jeszcze nie powstał: „Nie zgadzam się z tym, że pani E. dochowa bezstronności” – pisała o naszej dziennikarce. My o sprawę zapytaliśmy wszystkie możliwe instytucje i osoby. Zgodnie z regułami sztuki dziennikarskiej. Dnia 1 lipca 2014 r. na łamach Gazety (...) opublikowano artykuł pt: „ (...). Nie boją się mówić” autorstwa Pani E. S.. W artykule tym zamieszczono następującą treść: Coraz więcej osób zgłasza się do naszej redakcji. Mówią, że byli upokarzani przez dyrektorkę szkoły. D.. A. K. (1) przekonuje, że w szkole nie ma problemów, ale nie zgadza się na rozmowę. W Z. wrze po czwartkowym artykule Gazety (...) pt.: „Dzieci boją się tej szkoły”. Mimo że uczniowie mają wakacje, z chęcią przyszli wczoraj pod Zespół Szkół Ogólnokształcących na spotkanie z naszymi dziennikarzami, aby opowiedzieć o tym, jak są traktowani przez dyrektorkę A. K. (1). Mówili o upokorzeniach i niesprawiedliwym ocenianiu oraz faworyzowaniu nielicznych. Artykuł powstał po skargach rodziców, nauczycieli i uczniów, którzy czują się zastraszani, niesprawiedliwie traktowani przez dyrektorkę, a placówka jest niewłaściwie zarządzana. Na każdy z tych zarzutów mieli potwierdzające je przykłady. Żądają zwolnienia A. K. (1). Dzień po publikacji artykułu odbyła się konferencja nauczycieli. Po oficjalnych obradach jedna z nauczycielek wstała i wyszła na środek sali. W ręku trzymała list. List z poparciem – drżącym głosem zakomunikowała: Przyszło mi w udziale przeczytać taki oto list i przeczytała treść – mówi B. S., nauczycielka matematyki. Kiedy skończyła czytać, nikt się nawet nie poruszył. Słychać było oddechy przerażonych ludzi. Z treści listu wynikało, że nauczyciele i dyrektor uważają, że w szkole nie dzieje się nic takiego, co opisała Gazeta (...), wszystko to kłamstwa. W odczytanym liście szkoła i jej szefowa opisani byli w samych superlatywach. Z jego treści wynikało, że rodzice i uczniowie też są zadowoleni z funkcjonowania placówki. – Położyła go na ławce i powiedziała: Teraz trzeba to chyba podpisać. A. K. (1) podała długopis i przyglądała się zza biurka, a na sali zapadła grobowa cisza – opowiada S.. Nikt nie zapytał kto i w jakich okolicznościach napisał ten list. Po kilku minutach wstała jedna z nauczycielek, podpisała list i wyszła z sali bez słowa. Potem wyszły dwie kolejne osoby --- STRONA 7 --- omijając kartkę na stole. Ksiądz także nie złożył podpisu. Następnie w obawie, że stracą pracę poświadczyli pisemnie, że zgadzają się z treścią oświadczenia. Dyrektor cały czas była na sali i nerwowo stukała palcami w blat biurka. – Ja nie podpisałam, mimo, że całej tej „egzekucji” bacznie przyglądała się dyrektorka. Skoro rodzice i uczniowie podjęli głośno temat złego zarządzania szkołą to my nauczyciele tym bardziej powinniśmy zdobyć się na odwagę i oczyścić toksyczną atmosferę w szkole, która nie służy ani pracy ani nauce – mówi S. i prosi, aby dziennikarze przyglądali się losom nauczycieli, którzy nie podpisali listu. Boi się, że zostaną zwolnieni. Upokorzeni absolwenci Na wczorajsze spotkanie z gimnazjalistami przyszli tegoroczni absolwenci gimnazjum. Opowiadali o swoich przykrych doświadczeniach i zachęcali innych, aby nie bali się mówić. Aby wyrazili swoje zdanie, gdy będą kontrole. – Dyrektorka nawet w obecności uczniów upokarza nauczycieli. Nas też tak często traktowała. Dość tego–mówili. Większość z gimnazjalistów nie chce kontynuować nauki w powstającym tutaj od września wielozawodowym technikum, bo boją się zemsty dyrektorki. Dyrektor A. K. (1) nie zgodziła się wczoraj na rozmowę z nami, mimo że sama ją wcześniej zaproponowała i ustaliła termin. W wydaniu Gazety (...) z dnia 17.07.2014 r. w artykule pt: „(...) S. się odbyło. Konflikt trwa” autorstwa Pani E. S. zawarto następującą treść: Wczoraj miały zapaść decyzje w sprawie problemów w zatorskim zespole szkół. Nic nie postanowiono, nauczyciele „mają się dogadać”. Wczoraj o godz. 10 rozpoczęło się zebranie w zespole szkół ogólnokształcących w Z.. W sali nr 19 zebrała się część nauczycieli, dyrektor (...) A. K. (1), burmistrz Z. Z. B., przedstawiciel delegatury (...) kuratorium oświaty w W. oraz kilka osób z rady rodziców. Spotkanie zorganizowane zostało, aby podjąć decyzje co dalej ze szkołą. Wszystko po tym, jak opisaliśmy problemy w placówce. Opowiedzieli nam o nich rodzice i uczniowie szkoły. Twierdzili, że dzieci są niesprawiedliwie traktowane. Część nauczycieli z kolei uważa, że są mobingowani przez szefową placówki. W gminie wybuchła afera. Burmistrz nadal twierdzi, że nic złego się nie dzieje, jednak rodzice, którzy czują się pokrzywdzeni nie ustają w walce, stąd to spotkanie. Rodzice o problemach w szkole poinformowali też kuratorium oświaty, rzecznika Praw dziecka oraz stowarzyszenie, które organizowało wyjazdy zagraniczne w tej placówce. – Musi się znaleźć ktoś kto nam wreszcie pomoże i zauważy, że w tej szkole źle się dzieje od lat. Przecież chodzi o dobro dzieci–mówi jeden z rodziców spotkany wczoraj pod szkołą. Prywatne rozmowy i repremenda za nie. Podczas spotkania głos zabrała jedna z nauczycielek. Twierdziła, że dyrektorka wykorzystuje wszystko co usłyszy przeciwko innym. Rozmawiałyśmy luźno w pokoju nauczycielskim, która i ile chciałaby pracować. Jednej z nas pasuje krócej, bo ma małe dziecko, inne mogą się poświęcić i zostawać dłużej. Na następny dzień na dużej przerwie wszystkie zostałyśmy wezwane do gabinetu pani dyrektor i dostałyśmy reprymendę za to, że wyraziłyśmy swoje zdanie – opowiadała nauczycielka. Uważa, że to nie jest normalne. Podkreśla, że pracownicy boją się cokolwiek mówić, bo wszystko trafia do gabinetu dyrektorki, bo pośród nauczycieli są donosiciele. Mówi tak- że, że A. K. (1) w swoich ocenach nie jest obiektywna i często kieruje się opinią innych nauczycieli pozostających z nią w przyjacielskich relacjach. Uwagi na temat dyrektorki wypowiedziane na spotkaniu odbierane były jak atak na jej osobę. Ona sama twierdzi, że cała nagonka spowodowana jest zazdrością innych o jej sukcesy i nie ma sobie nic do zarzucenia. Dlaczego burmistrz mówi że spotkania nie było? Nasi dziennikarze spotkali Z. B., kiedy po blisko trzech godzinach opuszczał budynek szkoły. Zapytany gdzie jest zebranie odpowiedział, że żadnego spotkania nie było i nie ma. Po chwili rozmowy zmienił zdanie i potwierdził, że debata faktycznie miała miejsce. – Nie mam w zwyczaju rozmawiać z nagabującymi mnie osobami mi nie znanymi, a tym bardziej o tak ważnych sprawach – tłumaczył Z. B.. Nie odpowiedział na żadne zadane mu pytanie. --- STRONA 8 --- Poprosił o nie na piśmie. Wydział edukacji: To musi się dobrze skończyć. Jeszcze w poniedziałek P. D. z wydziału edukacji urzędu gminy zapewniał naszych dziennikarzy, że wczorajsze spotkanie organizowane jest po to, aby oczyścić atmosferę w szkole i podjąć decyzje personalne. Podkreślał, że urząd nie może zostać głuchy na skargi rodziców i coś w tej sprawie musi się zmienić. Nasi dziennikarze nie zostali zaproszeni na debatę. Całości przysłuchiwali się stojąc pod drzwiami. Przedstawiciel kuratorium spotkanie podsumował stwierdzeniem, że problem w szkole nie dotyczy dyrektorki a nauczycieli, którzy nie potrafią rozmawiać o problemach, a anonimowe donosy są nic nie warte. Nie słuchał, kiedy ludzie zwracali się do niego bezpośrednio z problemami. Zaproponował, aby „najpierw nauczyciele wyjaśnili sobie wszystko z dyrektorką, a później donosili na nią.” Problem tylko w tym, że wielu z nich twierdzi, że dyr. K. nie jest otwarta na rozmowy, a jedynie tak twierdzi. Do sprawy wrócimy. Sąd ustalił następujący stan faktyczny: Zarządzeniem (...) Burmistrza Miasta Z. z dnia 31 sierpnia 2004 r. Burmistrz Miasta (mgr inż. Z. B.) powierzył Pani A. K. (1) pełnienie obowiązków dyrektora Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Z. w okresie od dnia 1 września 2004 r. do czasu rozstrzygnięcia konkursu na to stanowisko, nie dłużej niż do dnia 28 lutego 2005 r. - dowód: Zarządzenie (...) Burmistrza Miasta Z. z dnia 31 sierpnia 2004 r., k. 122; Zarządzeniem nr 123/05 z dnia 1 marca 2005 r. Burmistrza Miasta Z. Pani A. K. (1) powierzone zostało pełnienie funkcji dyrektora Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Z. od dnia 1 marca 2005 r. do dnia 31 sierpnia 2009 r. - dowód: Zarządzenie nr 123/05 z dnia 1 marca 2005 r. Burmistrza Miasta Z., k. 124; Agencja (...) dokonała akceptacji raportów końcowych z realizacji projektu w Programie C. Partnerskie Projekty Szkół i rozliczenie umowy finansowej nr (...) (...)- (...). - dowód: akceptacja raportu końcowego k. 126-129; W okresie od 01.09.2009 r. do 30.05.2014 r. w (...) w Z. zakończono stosunki pracy z 15 nauczycielami. - dowód: przedstawiony przez powódkę wykaz nauczycieli z którymi rozwiązano umowy o pracę w okresie od 01.09.2009 r. do 30.05.2014 r. z (...) Z., k. 136; Dnia 24 czerwca 2014 r. pozwana E. S. zwróciła się w formie e-mailowej do powódki A. K. (1) o informacje dotyczące programu C., m. in. ile było zorganizowanych wyjazdów, ilu uczestników było na poszczególnych wyjazdach, czy nauczyciele którzy brali udział w wyjeździe i mieli zakwaterowanie i wyżywienie pobierali jednocześnie diety i delegacje za wyjazd, kto typuje uczestników poszczególnych wyjazdów, na jakich zasadach są wybierani, czy uczeń może zgłosić się sam do wyjazdu. Jednocześnie pozwana zwróciła się do powódki o jak najszybsza odpowiedź. W dniu 25 czerwca 2014 r. powódka odpisała, że udzieli informacji najszybciej jak to możliwe, jednak z uwagi na koniec roku szkolnego i natłok obowiązków proponuje spotkanie w poniedziałek 30.06.2014 r. W dniu 29 czerwca 2014 r. powódka za pomocą e-maila oświadczyła, że w związku z opublikowaniem artykułu pod redakcją pozwanej E. S. pt; „Ludzie skarżą się na szkołę. Urząd się śmieje” w dniu 26.06.2014 r. w Gazecie (...), do czasu ukazania się sprostowania i przeprosin powódka nie wyraża zgody na jakiekolwiek spotkania z pozwaną. - dowód: korespondencja e-mailowa pomiędzy powódką a pozwaną, k. 19-31; Dnia 27.06.2014 r. został sporządzony list (...) oraz (...) do Redaktora Naczelnego Gazety (...). --- STRONA 9 --- - dowód: treść listu (...) oraz (...) do Redaktora Naczelnego Gazety (...), k. 145; Zgodnie z wykazem nauczycieli nagrodzonych - o nagrody dla których wnioskował dyrektor (...) w Z. A. K. (1) - pani B. B. (1) była typowana przez powódkę do różnych nagród corocznie począwszy od roku szkolnego 2009/2010 w którym Pani B. otrzymała nagrodę detektora szkoły. W roku szkolnym 2010/2011 pani B. otrzymała nagrodę dyrektora szkoły. W roku szkolnym 2011/2012 pani B. B. (1) otrzymała nagrodę dyrektora szkoły oraz nagrodę burmistrza. W roku szkolnym 2012/2013 pani B. B. (1) otrzymała nagrodę burmistrza. W roku szkolnym 2013/2014 pani B. B. (3) otrzymała nagrodę burmistrza oraz Medal Komisji Edukacji Narodowej. - dowód: „Wykaz nauczycieli nagrodzonych – Wnioskował dyrektor (...) w Z. A. K. (1)”, k. 42-46; Przeprowadzona wśród uczniów (...) w Z. ankieta (opisana w artykule prasowym) zawierała 33 pytania. W „głowie” ankiety zawarto pouczenie, że informacje zawarte w kwestionariuszu ankiety są objęte tajemnicą statystyczną i służyć będą wyłącznie do celów analitycznych związanych z realizacją przez gminę Z. projektu „Dolina K. S. na Przyszłość”. W głowie ankiety podkreślonym drukiem zaznaczono informację iż: „Ankieta jest całkowicie anonimowa”. W ankiecie tej w odniesieniu do części pytań były pozostawione miejsca wykropkowane na udzielenie odpowiedzi pisemnej – opisowej. Pytanie nr 29 brzmiało: „Sporządź własną listę wymagań jakie stawiasz szkole, w której chcesz kontynuować naukę:”. - dowód: formularz ankiety załączony do pisma powódki z dnia 11 maja 2015 r., k. 140-141; Na jednym ze spotkań z pozwaną, nauczyciele (...) w Z. poinformowali E. S., iż wielu nauczycieli zwolniono ze szkoły w 2013 r., w tym roku bowiem likwidowano liceum. Ze szkoły w Z. zwolniono B., B., I., M. M. (1), M. M. (2), A. G. (1), B. G. (1), A. M. (1), Z. K., B. K. (1), M. S.. A. B. odeszła za porozumieniem stron do pobliskiej miejscowości, odchodziła w niemiłej atmosferze, przed odejściem bardzo często była wzywana przez powódkę na dywanik, wracała płacząca i nienadająca się do pracy. P. G. odszedł, bo dostał jedynie 10 godzin pracy, miał rodzinę, dojeżdżał z K. i trudno mu było przyjąć taką propozycję. M. F. odeszła na emeryturę, podobnie H. S.. Nauczycielki K. i K. zostały przymuszone do przejścia na wcześniejszą emeryturę - mogły już przejść na emeryturę ale nie miały 30 lat pracy i musiały doliczyć okres studiów (który jest nieskładkowy), przez co otrzymały w efekcie niższą emeryturę. Zwolniona została B. G. (2) (którą Sąd pracy przywrócił do pracy), a także R. N.. Gdy R. N. wytoczyła powództwo poproszono ją o wycofanie sprawy i obiecano że wtedy wróci do pracy w szkole, tak też zrobiła, jednak po roku znowu została zwolniona. Na jednym ze spotkań z pozwaną nauczycielka - M. W. wyjaśniła jakie są kryteria doboru nauczycieli do zwolnienia, tzn., że tak naprawdę sukcesy pedagogiczne, czy też wykształcenie, to czy rodzice i uczniowie lubią nauczyciela nie ma nic wspólnego z tym, czy ten nauczyciel będzie pracował w szkole czy nie. W przypadku kryteriów zwolnienia pani M. W. decydujące były jej relacje z panią B., w przypadku zaś innych nauczycieli kryteria nie były jasne. Pani M. W. na spotkaniu z pozwaną przedstawiła wykaz zwolnionych nauczycieli w latach 2008 – 2013 r. Rodzice uczniów generalnie skarżyli się na niski poziom nauczania języka angielskiego przez panią B. B. (1). Pani B. z wykształcenia była inżynierem maszyn, ostatnio ukończyła studia I stopnia (licencjackie) z języka angielskiego na uczelni (...). W związku z niskim poziomem nauczania języka angielskiego duża liczba uczniów brała korepetycje. M. W. była nauczycielką języka angielskiego od września 2009 r., ukończyła wyższą szkołę ekonomiczno – humanistyczną w B., z pracy została zwolniona raz w 2013 r., wraz z Panią S.-W., powódka zwolniła wtedy jeszcze dwóch anglistów. W liceum języka angielskiego uczyła tylko pani B. B. (1), powódka zwalniała anglistów, a następnie dawała nadgodziny anglistom, którzy pozostali. Z klasy pani (...) osób zadeklarowało, że nie pójdzie do gimnazjum w (...) w Z., uczniowie z klasy Pani M. B. (1) również powątpiewali czy będą kontynuować naukę w tej szkole. Przyczyną decyzji uczniów i ich rodziców o braku kontynuacji nauki w szkole była osoba i zachowanie dyrektora szkoły (powódki) i nauczycielki języka angielskiego pani B.. Zdarzyła się taka sytuacja, iż powódka powziąwszy informację, iż niektórzy uczniowie szkoły podstawowej nie zamierzają kontynuować nauki w (...) w Z. w ramach gimnazjum wezwała tych uczniów do swojego gabinetu i wypytywała ich na tą okoliczność, uczniowie byli tym faktem zdenerwowani. --- STRONA 10 --- Pani M. B. (2) była w (...) w Z. liderem zespołu wychowania fizycznego, pracowała w szkole w Z. od 2003 do 2014 r., po czym została przez powódkę zwolniona. Chciała ona wprowadzić oceny uczniów z WF za ich postępy i zaangażowanie ale powódka negowała ten pomysł twierdząc, że na ocenę 4 wpływ ma mieć przede wszystkim sprawność fizyczna. Mimo że pani M. B. (2) była liderem nauczycieli nie dostała opinii od powódki zezwalającej na podniesienie kwalifikacji zawodowych, powódka dała pozytywną ocenę osobom, które nie miały wystarczającego stażu zawodowego. Do nauki wychowania fizycznego powódka zatrudniła w pewnym okresie czasu pana Ż., który wtedy niedawno skończył szkołę średnią, formalnie został on zatrudniony na stanowisku sprzątaczki. Powódka przedstawiła go jako osobę mającą świetne pomysły, na której należy się wzorować, mimo iż miał niskie wykształcenie i nie miał doświadczenia w pracy w tym zawodzie. Zarówno uczniowie jak i rodzice generalnie skarżyli się na warunki sanitarne w szkole, w łazienkach zwykle nie było papieru toaletowego i mydła. Był taki rok podczas sprawowania funkcji dyrektora szkoły przez powódkę, że utworzono dwie klasy gimnazjum, które były dużo mniej liczne niż w poprzednich latach normalnie liczyły pierwsze klasy w gimnazjum. To był okres kiedy najwięcej uczniów szkoła utraciła, uczniowie ci zdecydowali się na dojazdy do odległych miejscowości do okolicznych szkół, czy to do O., czy do W. czy choćby do mniejszych sołectw. Po ukończeniu szkoły podstawowej uczniowie kontynuują naukę w gimnazjum. W sołectwach w okolicach Z. były szkoły, które świadczyły jedynie naukę na poziomie podstawowym i z tych podstawówek dzieci następnie szły do gimnazjum w Z. (tam kontynuowały naukę). Takich dzieci w gimnazjum było maksymalnie do 10 osób, był taki rok, że były to 3-4 osoby. Szkoła organizowała wycieczki zagraniczne w ramach programu C.. Na wycieczkę do Turcji pojechali sami nauczyciele bez uczniów. Znajomość języka obcego nie była kryterium wyboru opiekunów na wycieczki zagraniczne z dziećmi, najczęściej jeździły tam osoby z bliskiego otoczenia powódki. A. K. (1) będąc dyrektorem (...) w Z. faworyzowała część nauczycieli np. dodatkami motywacyjnymi, nagrodami, typowała te osoby do nagród i dodatków. Odnośnie obsady stanowiska dyrektywa (...) w Z. związanego z upływem kadencji poprzedniej dyrektor - pani G., to wystąpiła wówczas taka sytuacja, iż kadencja poprzedniego dyrektora upływała, a nie ogłoszono konkursu na to stanowisko, w związku z czym wobec zbliżającego się rozpoczęcia roku szkolnego cała rada pedagogiczna udała się w dniu 30.08.2004 r. do burmistrza Z.. Burmistrz poinformował nauczycieli, że nowym dyrektorem będzie ktoś wspaniały kto wprowadzi szkołę XXI wiek. Dnia 1 września, 15 minut przed rozpoczęciem roku szkolnego Burmistrz wprowadził powódkę do pokoju nauczycielskiego i przedstawił gronu nauczycielskiemu i poinformował, że od 1 września będzie nowym dyrektorem szkoły. Konkurs na stanowisko dyrektora ogłoszono dopiero w lutym 2005 r. Nauczyciele wystawili na konkurs kandydata grona pedagogicznego - B. T.. W komisji konkursowej, było 2 nauczycieli i jeden rodzic. Przeciwko A. K. (1) głosowali tylko nauczyciele i rodzic za powódką byli przedstawiciele urzędu i delegatury. Powódka była dyrektorem szkoły ogólnokształcącej nigdy jednak nie była dyrektorem technikum. Wielu dyrektorów w Gminie Z. miało przedłużane kadencje bez konkursu. Powódka uczestniczyła w jednym konkursie (w lutym 2005 r.), później miała już przedłużane kadencje. W szkole zdarzały się sytuacje takiego zachowania powódki, które u jej „podwładnych” – nauczycieli wywoływały poczucie upokorzenia. Takie zachowania powódki przejawiały się bardzo podniesionym tonem i ostrą krytyką skierowaną na konkretną osobę. Jednym z przykładów takiego upokarzającego dla nauczyciela zachowania powódki jako dyrektora szkoły, była sytuacja z panią B., która omyłkowo włożyła folię do ksero. Zadeklarowała ona następnie, że zapłaci za naprawę, ale powódka nakrzyczała na nią w ataki sposób, w taki nie krzyczy się nawet na dzieci. Powódka krytykowała zwykle określone grono nauczycieli bardzo przez nią nielubianych i często dyscyplinowanych. U jednej z takich nauczycielek powódka pojawiała się na lekcjach bez zapowiedzi kilka razy w tygodniu. --- STRONA 11 --- Powódka była niesprawiedliwa w swoich ocenach w stosunku do nauczycieli, jednych nauczycieli nadmiernie dyscyplinowała mimo iż nie było powodu, innych zaś bez powodu nadmiernie wychwalała, np. pani B. była wychwalana za sukcesy pedagogiczne, a analiza wyników gimnazjalnych nie pozwalała na taką ocenę. Z nauczycieli którzy zostali zwolnieni przez powódkę nie było osoby która by odchodziła w przyjazny sposób, niektórzy nauczyciele deklarowali to w ostatnich słowach albo „żegnali” się ze szkołą w ten sposób, iż byli na L4. Przykładem upokarzającego dla nauczyciela zachowania powódki był też jej stosunek do M. B. (2) – powódka mówiła jej że jest bezczelna, co sprawiło że nauczycielka ta podjęła urlop na poratowanie zdrowia, a następnie leczenie, ponieważ to co się działo w szkole odbiło się na jej zdrowiu. Innym „złym” przykładem traktowania nauczycieli przez powódkę, była jej relacja z nauczycielką B. S., która pracuje w szkole od 1993 r. i ma napięte relacje z powódką. W 2013 r. w sytuacji kiedy pani S. 20 lat pracowała w klasie 1-3 powódka przydzieliła jej pracę w charakterze nauczycielki geografii i matematyki w gimnazjum, co skutkowało zwolnieniem z pracy pani A. M. (2). Kiedy B. S. głosowała przeciwko takiemu rozwiązaniu, powódka nakrzyczała na nią jak może głosować przeciw skoro dostaje nadgodziny. Kiedy zaś pani S. starała się o awans, to była taka sytuacja że powódka zadzwoniła do niej w niedzielę wielkanocną i zapytała czy umie czytać i czy czytała ustawę, kiedy pani S. zapytała co jest źle pozwana odpowiedziała, że wszystko jest źle. Tak niegrzecznie powódka jako dyrektor szkoły odpowiadała zwykle, to było dla niej typowe zachowanie. W szkole nie było jasnych kryteriów przydziału nagród i wyróżnień, w odczuciu wielu nauczycieli powódka w tym zakresie była zwykle niesprawiedliwa, lepiej traktując grono zaprzyjaźnionych z nią nauczycieli niż pozostałych. Osoby te dostawały nagrody pieniężne w dniu edukacji narodowej. Zwykle nagrody opiewały na 200-400 zł, jednak w czasie sprawowania funkcji dyrektora przez powódkę zdarzyło się, że osoby nagrodzone otrzymały po ok. 3000 zł. Także dodatek motywacyjny który z reguły wszyscy nauczyciele otrzymywali i który wynosił kilka procent za czasów powódki był przyznawany w ten sposób, że były osoby które otrzymywały ten dodatek bardzo wysoki, a były i takie które go w ogóle nie otrzymywały. - dowód: zeznania świadka Z. K. i M. W., M. B. (2) złożone na rozprawie w dniu 26 sierpnia 2015 r., k. 154-155, nagranie obrazu i dźwięku. W odczuciu nauczycieli (...) w Z. zostali oni niejako zmuszeni przez powódkę do podpisania oświadczenia z dnia 27.06.2014 r. kierowanego do Redaktora Naczelnego Gazety (...). Powódka wymogła to na nauczycielach, którzy byli oni zastraszeni i bali się odmówić podpisania oświadczenia, gdyż wszelki sprzeciw wobec powódki zwykle przekładał się na codzienne złe traktowanie, na ewentualne nieuwzględnienie przy doborze kadry nauczycielskiej na kolejny rok, a także jeśli chodzi o gratyfikację, tj. nagrody, premie itp. Oświadczenie to wyłożono do podpisu na Radzie Pedagogicznej – zwołanej w celu zatwierdzenia podręczników. Treść oświadczenia – wcześniej przygotowanego – odczytała jedna z nauczycielek, która następnie powiedziała że trzeba to podpisać i położyła oświadczenie na pierwszej ławce. Powódka siedziała i patrzyła kto podpisuje, niektórzy nauczyciele wyszli bez podpisania ale się wrócili, bo obawiali się utraty pracy. Tekst oświadczenia nie był dyskutowany, był wcześniej przygotowany (gotowy). Zdarzyła się taka sytuacja za „kadencji” powódki, iż powódka i pani B. wyjechały w ramach programu C. za granicę. Pani M. B. (2) miała wówczas wychowawstwo w klasie maturalnej (licealnej). Uczniowie tej klasy pobierali korepetycje u pani S. (również u innych korepetytorów języka angielskiego). W tejże klasie maturalnej 5 osób zostało sklasyfikowanych z oceną niedostateczną z języka angielskiego w czasie kiedy pani B. była na wyjeździe, oznaczało to, że nie zostaną dopuszczeni do matury. Pani B. uczyła ich 10 godzin w tygodniu angielskiego, 5 godzin w ramach zajęć obowiązkowych i 5 godzin w ramach zajęć nadobowiązkowych. Była to jedyna klasa maturalna w tamtym roku. Pani B. jako wychowawca zasugerowała tym uczniom żeby odwołali się od oceny i podeszli do sprawdzianu, sprawdzającego wiedzę na ocenę dopuszczającą. W komisji odwoławczej zasiadła pani M. G., ci uczniowie ten egzamin zdali. Kidy pani B. wróciła z wyjazdu zareagowała na to w sposób że nastąpił „siwy dym”. Pani M. G. została wezwana na dywanik do powódki jako dyrektora szkoły, sugerowane było, że niewłaściwie przeprowadziła egzamin. Później powódka nie przedłużyła jej umowy o pracę. Tych pięciu uczniów zdało maturę. W szkole przeprowadzono wśród dzieci anonimową ankietę, było w niej pytanie o to, co dzieci chciałyby zmienić. Niektóre z dzieci wpisały do tej ankiety anonimowo, że chciałyby zmiany pani od angielskiego, czy pani dyrektor. Następnie powódka zebrała zeszyty --- STRONA 12 --- tych dzieci i porównywała charakter pisma na anonimowej ankiecie z charakterem pisma w zeszycie, by ustalić kto to napisał. Dzieci te były wzywane na dywanik do powódki jako dyrektora i musiały się z tego tłumaczyć, mimo że ankieta była anonimowa. Niż demograficzny od 2009 r. był zauważalny w szkole, z trzech oddziałów zrobiły się dwa. Zwolnienia były wtedy usprawiedliwione tym niżem ale nie do tego stopnia jak to miało miejsce w Z., gdzie jednych zwalniano a innym dokładano nadgodzin. Tych nadgodzin często było za dużo, co było zbyt obciążające dla nauczycieli. Z nadgodzin dwóch anglistów oraz pani B. spokojnie można było obsadzić trzeci etat dla anglisty. W szkole były kółka z języka angielskiego, prowadzili je wszyscy nauczyciele. Pani B. co roku prowadziła zajęcia dydaktyczno – wyrównawcze oraz przygotowujące do egzaminu z języka angielskiego. Pani B. typowała dzieci na te zajęcia, musiały one na te zajęcia uczęszczać, bo w przeciwnym razie pani B. kontaktowała się w tej sprawie z rodzicami, a w dalszej konsekwencji dzieci były zagrożone z języka angielskiego. Koordynatorem programu wymiany międzynarodowej C. była pani B.. Był to jeden z powodów dla których pani B. otrzymywała nagrody Burmistrza. Z wyjazdów zagranicznych sporządzano raporty które przekazywano agencji narodowej, organizator nie kwestionował raportów. W szkole nie było jasnych kryteriów doboru ucznia do wyjazdu. Jeździły zwykle osoby z otoczenia powódki, na jednym z wyjazdów była nawet córka jednej z nauczycielek zaprzyjaźnionych z powódką. Były to osoby przychylne powódce, chyba że jacyś uczniowie wybijali się pod kątem edukacyjnym - mieli wysokie średnie, to wtedy ich podania były także uwzględniane. Nigdy nie informowano Rady Pedagogicznej kto może jechać na taką wycieczkę. Na Radach Pedagogicznych powódka informowała, że jednym z kryteriów doboru nauczyciela do zwolnienia jest ilość dni jaką nauczyciel ten przebywał na zwolnieniu lekarskim, ale kryterium to w praktyce nie było stosowane w stosunku do wszystkich nauczycieli. Dyrektor technikum które znajduje się w tym samym budynku zastrzegła, że żaden z nauczycieli z zespołu szkół nie będzie uczył w technikum i to był argument żeby uczniowie (...) w Z. przyszli do tej szkoły. - dowód: zeznania świadka M. W., M. B. (2), B. S. złożone na rozprawie w dniu 26 sierpnia 2015 r., k. 154-159, nagranie obrazu i dźwięku. Rodzicom (...) w Z. „za kadencji powódki” nie podobało się podejście powódki do dzieci, zmiany systemu oceniania, brak wycieczek, brak Wigilii klasowych, podejście powódki do rodziców, rodzice byli traktowani z góry. Kiedy rodzice chcieli zorganizować wycieczki szkolne powódka mówiła, że plan nauki koliduje z wycieczkami. Aby jechać na wycieczkę w ramach programu C. dzieci musiały znać język, mieć możliwość przyjęcia osób z wymiany i mieć odpowiednią średnią. - dowód: zeznania świadka P. O. oraz świadka B. S. złożone na rozprawie w dniu 26 sierpnia 2015 r., k. 158-160, nagranie obrazu i dźwięku; Powódka pełniła funkcję dyrektora na podstawie konkursu z 2005 r. który wygrała. W placówkach, które miały słabe wyniki nie przedłużano umowy na okres kolejnych 5 lat dyrektorom, a powoływano P.O. dyrektora i przeprowadzano konkurs. Wobec sytuacji jaka stworzyła się wokół szkoły burmistrz miasta Z. podjął decyzję, że należy zorganizować konkurs, nie zaś przedłużać umowę z powódką. Nagrody nauczycielom przyznaje dyrektor po analizie osiągnięć z ostatniego roku. Nagrody burmistrza, przyznaje burmistrz po konsultacji z dyrektorem. Żona burmistrza także otrzymywała takie nagrody. - dowód: zeznania świadka Z. B. złożone na rozprawie w dniu 3 lutego 2016 r., k. 193-194, nagranie obrazu i dźwięku. --- STRONA 13 --- Powódka pracowała w Z. od 1980 r., a w (...) w Z. od 1990 r. W 1999 r. powstało liceum, a powódka uczyła i w podstawówce i w gimnazjum, i w liceum. W czasie wakacji Burmistrz poprosił powódkę na rozmowę i zapytał, czy mogłaby przejąć obowiązki P.O. na okres do konkursu. Powódka się zgodziła. Był niż demograficzny i gdy chodzi o zwolnienia, szkoła w Z. nie była wyjątkiem, powódka musiała zwolnić kilku nauczycieli. Pierwszych nauczycieli zwolniła w 2008 r. Wtedy zmieniała się ustawa dotycząca przejścia nauczycieli na emeryturę. Powódka miała dwa wyjścia - zwolnić kogoś młodszego lub ewentualnie wybrać tych, którzy mogą na tę wcześniejszą emeryturę przejść. W szkole od 2009 r. przestało pracować 14 nauczycieli. (...) w tamtym czasie było pięćdziesięciu kilku. Należała do nich także I. F. - nauczycielka, która uczyła w szkole języka niemieckiego. Ona odeszła za porozumieniem stron, nie było już godzin na nauczanie wczesnoszkolne. Z panem B. F. powódka rozwiązała umowę, bo nie było godzin wychowania fizycznego. I. O. uczyła matematyki, powódka z nią rozwiązała umowę w związku z przejściem na emeryturę. Przyczyną było ograniczenie oddziału. Nikt nowy do nauki matematyki nie został zatrudniony. M. M. (1) była zatrudniona w bibliotece. W szkole były dwie biblioteki, a uczniów ubywało ze względu na niż demograficzny, jak biblioteki zostały połączone zaszła konieczność zwolnienia pani M.. M. M. (2) był nauczycielem informatyki i sam poprosił o przejście na emeryturę. Pani R. N. również ze względu na mniejszą ilość zajęć przeszła na emeryturę. Czasami powódka zatrudniała nauczycieli dorywczo na 2-3 miesiące, ale nie zatrudniła nowych nauczycieli, bo nie było godzin. M. F. na własną prośbę przeszła na emeryturę, podobnie jak H. S.. A. G. (2) była nauczycielem chemii, nie było dla niej godzin, nawet pół etatu. Od 2013 r. zawieszono liceum i liczba godzin spadła. Ponadto, ze względu na reformę, zmieniała się struktura organizacyjna i nauczania. Panią B. G. (1) powódka zwolniła. Ona uczyła historii, nie było godzin dla niej, nie miała ona także kwalifikacji do uczenia innego przedmiotu. Panią A. M. (1) - nauczyciela geografii powódka zwolniła, bo nie było dla niej godzin, a poza geografią nie miała innych kwalifikacji. Pani B. w pracy była ciągle nieobecna, a nie dla wszystkich nauczycieli wychowania fizycznego powódka miała pełny etat. Powódka wyliczyła, że w okresie od 2009-2014 pani B. miała 41% nieobecności w pracy. Pani A. B. na własną prośbę za porozumieniem, stron rozwiązała umowę. Dla pana P. G. zostało w 2011 r. 10 godzin języka angielskiego. Pan G. chciał rozwiązać umowę za porozumieniem stron. Dla Pani D. G. nie było godzin. Były dwie panie zatrudnione na czas określony, tj. pani S.-W. i pani S.. Z paniami Z. K. i B. K. (1) rozwiązano umowę o pracę. Było to związane z niżem demograficznym i zmniejszeniem godzin. Powódka nie nawiązywała ze zwolnionymi nauczycielami kontaktu w kwestii ewentualnych zastępstw. Przez jeden rok kiedy funkcję dyrektora sprawowała powódka była taka sytuacja w (...) w Z., że liczba klas w podstawówce to 3, a w gimnazjum 2. W pozostałym okresie liczba klas w podstawówce odpowiadała liczbie klas w gimnazjum. W Gminie Z. są trzy gimnazja. --- STRONA 14 --- Powódka była na wszystkich wycieczkach z systemu C., za wyjątkiem Słowacji, Belgii i W.. Była w Hiszpanii, we W., ale z gimnazjum, była we Francji, Turcji, Niemczech, Holandii. Nie wszyscy nauczyciele jeździli. Pani koordynator - pani B. była na tych wycieczkach częściej od powódki. Powódka nie mówi biegle po angielsku. Siedmiorgu nauczycielom proponowano te wycieczki, ale nie chcieli jechać. Powódka jeździła jako dyrektor, bo chciała zobaczyć jak wygląda organizacja szkół w innych państwach, a w tamtym czasie nie znała języków. Jeździła tam także jako nauczyciel, przygotowywała dzieci do różnych występów. Byli uczniowie, którzy byli dwa razy na takim wyjeździe. Część uczniów, nie jeździła dlatego, że nie deklarowano chęci przyjęcia ucznia z zagranicy. Wyjazd do Turcji był wyjazdem podsumowującym projektu. Pani B. ma licencjat z języka angielskiego, który ukończyła w filii UJ. Powódka w związku z przeprowadzoną wśród uczniów anonimową ankietą oraz wpisami w ankiecie sprawdziła charakter pisma i wyłapała te osoby, które zamieściły te wpisy. W jednej z ankiet w klasie ''B'' był niepochlebny wpis na temat powódki. Powódka także próbowała znaleźć tę osobę, co się jej udało. Pozwana przyszła do powódki na dwa dni przed ukazaniem się artykułu, to był koniec roku szkolnego, a powódka miała mnóstwo zajęć, pracy, więc umówiła się wstępnie z pozwaną na poniedziałek. Po pierwszym artykule powódka była w szoku, w niedzielę napisała do pozwanej, że nie zgadza się na spotkanie. W poniedziałek przyjechała pozwana. Wtedy powódka nie chciała już rozmawiać, mówiąc jej, że może się z nią kontaktować jedynie w formie pisemnej. - dowód: zeznania powódki A. K. (1) złożone na rozprawie w dniu 3 lutego 2016 r., k. 194-197, nagranie obrazu i dźwięku. Rok przed publikacją spornych artykułów przyszedł do pozwanej E. S. pan O. i zapytał, czy jako dziennikarz zajęła by się taką sprawą - jak nazwał - grubą. Później przyszedł ponownie, kiedy jego córka skończyła szkołę. To była luźna rozmowa, pozwana nie przywiązywała do niej wielkiej wagi, bo pan O. jak wiele innych osób przyszedł do redakcji, twierdząc, że ma gruby temat. Pan O. podczas tego drugiego spotkania przyniósł pisma rodziców do kuratorium, a także inne pisma, a ponadto umówił pozwaną na spotkanie z rodzicami. Na tym spotkaniu byli rodzice, nauczyciele i uczniowie. Spotkanie trwało 4 godziny i było o tym, co późnej znalazło się w artykułach. Mówiono pozwanej o braku kwalifikacji nauczycielki języka angielskiego, o nierównym traktowaniu, o wyjazdach zagranicznych, a przede wszystkim o mobbingu w szkole. Była tam także osoba, która twierdziła, że udziela większości uczniów korepetycji z języka angielskiego. Miała ona ze sobą zeszyt, w którym miała umówione spotkania na każdy dzień z uczniami. Na podstawie tego zeszytu zostało wyliczone ile osób chodzi do tej szkoły i ile z tych osób uczy pani B.. W tych kwestiach pozwana podjęła, chęć rozmowy z powódką oraz z panią od angielskiego, jednak nie wyraziły na to chęci. Na następne spotkanie przyszli nauczyciele, rodzice, uczniowie i absolwenci. Na tym spotkaniu to głównie dzieciaki opowiadały o tym co dzieje się w szkole. Opisany w artykule błąd ze słowem E. - A. pozwana widziała osobiście w zeszycie jednego z uczniów, podczas spotkania. Dzieci mówiły, że dyrektor faworyzuje jedną z dziewczynek, która gra na skrzypcach, że w szkole nie ma papieru toaletowego. Podawano przykłady na to, że nie wszystkie dzieci mogły uczestniczyć w programie z wymianą uczniów. Było kilka spotkań, bo to był obszerny temat i wiele zarzutów rodziców i uczniów. Na kolejnym spotkaniu bardziej otworzyli się nauczyciele. Było na nim kilkoro nauczycieli, którzy natenczas pracowali w szkole oraz tacy, którzy zostali zwolnieni ze szkoły. Byli również i tacy nauczyciele, którzy pisali do redakcji e- maile, ale pozwana nie widziała się z nimi osobiście. Wszystko, co zawarte jest w artykułach jest napisane na podstawie rozmów jakie pozwana przeprowadziła oraz na podstawie dokumentów. Pozwana spotkała się w celu weryfikacji z około 20 uczniami, odbyła też dwa spotkania powódką. Pierwsze z nich odbyło się w gabinecie powódki. Wtedy pozwana po krótce opowiedziała po co przychodzi, lecz powódka powiedziała, że owszem, spotka się z pozwaną, ale na tamtą chwilę nie miała czasu i umówiła się na inny termin, nie przedstawiła dokumentów, o które pozwana poprosiła. Do kolejnego spotkania nie doszło, bo powódka je odwołała. Powódka stanowisko dyrektora szkoły objęła dzięki panu Burmistrzowi, bo objęła stanowisko już we wrześniu, czyli przed konkursem, który odbył się w lutym, więc została wybrana do pełnienia tej funkcji przez burmistrza. Przedstawiona w artykule informacja o zwolnieniu trzynastu nauczycieli była prawdziwa. Pozwana rozmawiała z nauczycielami o przyczynach ich zwolnień. Te słowa, że dyrektor zwolniła trzynastu nauczycieli, pozwana rozumiała w ten sposób, że w tej liczbie zawierały się także osoby, które odeszły ze względu na presję ze strony pani dyrektor. Nauczyciele opowiadali pozwanej szczegółowo o swoich przypadkach, wyjaśniali że odejmowano im godziny pracy, wobec czego nie wychodziło im nawet pół etatu. Pozwana znała podstawy zakończenia stosunków pracy przez nauczycieli pisząc artykułu i świadomie użyła słowa zwolnienie. --- STRONA 15 --- Pozwana rozmawiała z przedstawicielem organizatora wycieczek zagranicznych w ramach programu wymiany, czyli C.. Ten przedstawiciel wyjaśnił, że program jest dla uczniów, że w regulaminie nie ma takiego zapisu że na wycieczkę nie mogą jechać sami nauczyciele, ale jeśli tak się dzieje tj. jeżeli na wycieczkę jadą sami nauczyciele, to jest to niemoralne i nieetyczne. Na pierwszym z pozwaną powódka wyjaśniła, że jeździ na te wycieczki, by jeść dobre jedzenie i słuchać muzyki. Tłumaczyła, że później chce to pokazywać dzieciom w szkole. Pozwana rozmawiała też z uczniami i ich rodzicami, którzy nie dostali zgody powódki na uczestnictwo w tym programie. Pozwana poprosiła powódkę o listę nauczycieli, wyjeżdżających na ten program, dostała ją po pewnym czasie i faktycznie okazało się, że była tam lista nauczycieli, których nazwiska się powtarzały. Dzieci opowiadały, że na jednym z tych wyjazdów pani od angielskiego prosiła, aby jeden z uczniów przetłumaczył jej zdanie, kiedy chciała kupić bilet, bo ona nie potrafi powiedzieć po angielsku, że chce kupić bilet. Powódka pytana o znajomość języka powiedziała, że nie mówi po angielsku. Uczniowie (...) w Z. licznie uczęszczali na korepetycje z języka angielskiego. Pozwana rozmawiała z nauczycielami, uczniami i panią udzielającą korepetycji, która mówiła, że utrzymuje się jedynie z dawania korepetycji. Pozwana próbowała się spotkać z panią od angielskiego, tzn. dzwoniła do sekretariatu szkoły, aby się z panią B. umówić, jednak otrzymała odpowiedź, ze wszystkie spotkania są przez panią dyrektor. Pozwana próbowała się skontaktować z panią B. przez Wydział (...) w Gminie w Z.. Tam też udzielono informacji, aby pozwana czekała. Pozwana uważa, że było to po to, aby to odciągnąć w czasie. Nigdy nie zostały jej okazane dokumenty potwierdzające wykształcenie pani B.. W szkole przeprowadzono opisana w artykułach prasowych anonimowa ankietę. Na jej temat pozwana rozmawiała z uczniami, nauczycielami i rodzicami uczniów, nie widziała treści ankiety i nie zwracała się o treść tej ankiety do powódki. Z tego co pozwana dowiedziała się od rodziców i uczniów, po ankiecie pani dyrektor porównywała charaktery pisma uczniów i ustalała kto w ankiecie napisał na nią coś negatywnego. W ankiecie było pytanie co chciałbyś zmienić w szkole. Pozwana pytała powódkę o te ankiety, jednak ona zaprzeczyła aby była weryfikacja pisma. Powódka powiedziała, że nawet jeśli w ankiecie były nieprzychylne uwagi na jej temat, to ona by tego nie weryfikowała, bo to są tylko dzieci. W szkole w łazienkach brakowało papieru toaletowego. Pozwana wie to od uczniów, nauczycieli i rodziców. Poza tym, kiedy pozwana dwa razy była w szkole (w godzinach przedpołudniowych), sprawdzała osobiście, czy w łazienkach jest papier toaletowy i za każdym razem stwierdzała, że go tam nie było. Uczniowie mówili pozwanej, że powódka jako dyrektor szkoły krzyczy. Nauczyciele opowiadali pozwanej, że z listem do redaktora naczelnego było tak, że najpierw został odczytany, a później powódka patrzyła na ręce nauczyciela, czy podpisuje list, czy nie. W rozmowie z rodzicami pozwana ustaliła, że z absolwentów szkoły podstawowej w Z. udaje się skompletować jedną niepełną klasę gimnazjum, natomiast podstawówkę kończyły dwie klasy uczniów. Tę informację pozwana miała od rodziców, uczniów oraz od absolwentów, których osobiście pytała gdzie zamierzają się uczyć dalej. Uczniowie mówili, że nie wybierają technikum w Z., a w O., bo w Z. jest powódka. Była taka sytuacja, że odbyło się spotkanie z burmistrzem, przedstawicielem kuratorium i powódką oraz nauczycielami. Wcześniej pozwana próbowała poprosić burmistrza o takie spotkanie, jednakże odpowiedział, że nie ma takiej możliwości, a później o takim spotkaniu pozwana dowiedziała się od rodziców. Pojechała na to spotkanie wraz ze stażystką, ale nie weszły na to spotkanie, nie chciały na to spotkanie wejść, czekały na korytarzu. Po tym spotkaniu rozmawiały z burmistrzem i nauczycielami. Siedząc na korytarzu, chcąc, nie chcąc, słyszały całe spotkanie. Pan burmistrz twierdził, że spotkania wcale nie było, że się przesłyszały. Większość osób rozmawiających z pozwaną chciało zachować anonimowość. Jedynie pan O. jej nie zastrzegł. W ciągu całego cyklu spotkań pozwana rozmawiała z około czterdziestoma uczniami - byli to albo uczniowie, albo absolwenci tej szkoły. Na jednym ze spotkań z pozwaną byli uczniowie kończący VI klasę którzy deklarowali gdzie zamierzają dalej się uczyć. Następnie rodzice tych uczniów, potwierdzali gdzie ich dzieci faktycznie zamierzają się uczyć dalej. Zaraz po tym spotkaniu z uczniami i rodzicami pozwana wróciła do redakcji i dowiedziała się że powódka nie będzie dyrektorem w technikum – redaktor B. K. (2) sprawdził to w kuratorium – ten dziennikarz pisał obszerny artykuł o tworzącym się technikum, w którym to artykule była informacja, że nie będzie tam dyrektorem pani A. K. (1). --- STRONA 16 --- Dzieci mówiły, że podczas lekcji, czy też na przerwie, powódka zwracała się czasem do nich słowami ''głupi''. Miało miejsce także rozliczne wytykanie błędów przez powódkę, w szkole to była norma. Dzieci były wzywane do na dywanik do powódki, która próbowała w ten sposób dowiedzieć się informacji na temat nauczycieli, później te osoby traciły pracę, jednak nie dotyczyło to wszystkich nauczycieli, ale tych zwolnionych w późniejszym czasie. Jeżeli rodzic zwracał się do powódki z prośbą o pomoc, z reguły odpowiadała ona że szkoła nie ma wychowywać dzieci, a jedynie uczyć. Na lekcji jeśli dziecko czegoś nie wiedziało, powódka rzucała komentarzem, że inny uczeń to już dawno umie, bo się lepiej uczy, powódka zawsze stosowała porównywanie do lepszych uczniów. Kidy były organizowane przez szkołę pikniki, był poczęstunek, ale mogli z niego korzystać tylko zaproszeni goście - burmistrz, nauczyciele, natomiast sami uczniowie, którzy przygotowywali piknik, mogli tylko napić się wody. - dowód: zeznania pozwanej E. S. złożone na rozprawie w dniu 3 czerwca 2016 r., k. 200-204, nagranie obrazu i dźwięku. Ustalenia powyższego stanu faktycznego Sąd dokonał w oparciu o przywołane powyżej dokumenty, których prawdziwość i treść nie budziła wątpliwości sądu odnośnie ich rzetelności czy wiarygodności, ani też dokumenty te nie były kwestionowane przez strony. W przeważającej mierze jednak ustalenia występującego w niniejszej sprawie stanu faktycznego Sąd dokonał na podstawie zeznań przesłuchanych w niniejszej sprawie świadków oraz stron. Sąd dał w całości wiarę zeznaniom świadków: Z. K., M. W., M. B. (2), B. S., P. O.. Zeznania te były spójne logicznie wzajemnie korespondujące ze sobą oraz z resztą zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego. Świadkami w sprawie były nauczycielki które przez lata pracowały w (...) w Z. i bardzo dobrze orientowały się w stosunkach panujących w szkole. Zeznawały one w sposób szeroki, adekwatny do zadawanych im pytań, dobrze orientowały się w temacie jakiego dotyczyły poszczególne pytania. Ich wypowiedzi były stonowane, wyważone, rzeczowe a zarazem stanowcze tj. nie sprawiające wrażenia wypowiedzi niepewnych. Świadkowie w ocenie Sądu zeznawali z pełnym przekonaniem i rozeznaniem wobec czego ich zeznania w ocenie Sądu zasługiwały na to, by dać im wiarę w całości. Podobnie zeznania świadka P. O. Sąd uznał za w pełni wiarygodne, jako że były one logiczne, znajdujące potwierdzenie w zeznaniach pozostałych świadków z którymi korespondowały nijako je uzupełniając. Pan O. jako osoba z zewnątrz tj. nie należąca do środowiska nauczycielskiego potwierdził to, co zeznali nauczyciele, przy czym źródłem jego wiedzy (nieco odmiennie niż w przypadku nauczycieli) były rozmowy z rodzicami pozostałych uczniów, relacje własnego dziecka jako ucznia szkoły oraz innych znanych świadkowi uczniów tej szkoły. Sąd dał wiarę w całości zeznaniom pozwanej E. S. bowiem zeznania te i ustalone przez dziennikarza fakty pokrywają się z tymi, które opisali w swoich zeznaniach świadkowie. Pozwana wyczerpująco wyjaśniła w jaki sposób pozyskała informacje na podstawie których opracowała artykuły prasowe, szczegółowo opisała w jaki sposób potwierdziła autentyczność pozyskanych informacji oraz wyjaśniła jakimi kierowała się standardami pracy dziennikarza przy sporządzaniu spornych artykułów, w tym w szczególności przy opisie pracy powódki jako dyrektora szkoły oraz tego w jaki sposób powódka jako dyrektor jest postrzegana przez uczniów, nauczycieli i rodziców dzieci. Zeznania pozwanej nie budziły wątpliwości Sądu odnośnie ich wiarygodności, pozwana zeznawała obszernie i przekonująco, nie unikała odpowiedzi na żadne z zadanych jej pytań podejmując się jego szczegółowego wyjaśnienia, wobec czego w ocenie Sądu zeznania te zasługiwały na to aby im dać wiarę w całości. Sąd ustalając stan faktyczny sprawy oparł się także na zeznaniach świadka Z. B. (burmistrza miasta Z.). Świadek jako osoba z zewnątrz szkoły (nie należąca do grona osób na co dzień przebywających w szkole) w zasadzie zeznawał jedynie na temat okoliczności formalnych związanych ze sposobem zatrudnienia dyrektora tj. pani A. K. (1) oraz związanych z systemem przyznawania nagród nauczycielom, w tym nagrody burmistrza. Zeznania te były logiczne, rzeczowe, pokrywające się z dołączoną do pozwu dokumentacją dotyczącą powierzenia powódce pełnienia funkcji dyrektora (wcześniej P.O. dyrektora), wobec czego Sąd dał im wiarę, uznając je za wiarygodne. Zeznaniom samej powódki, pani A. K. (1) Sąd dał wiarę w części, przytoczonej powyżej – przy opisie zeznania powódki, bowiem w tym zakresie zeznania te były w ocenie Sądu logiczne, nawiązujące do pozostałego zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego i nie budzące wątpliwości Sądu co do ich wiarygodności. Sąd nie dał wiary przedmiotowym zeznaniom w zakresie w jakim powódka zeznała, że na wycieczki w ramach programu C. wyjeżdżało więcej uczniów niż nauczycieli, że informacja na temat kartkówki błędnie poprawionej przez panią B. była nieprawdziwa, że nie jest prawdą jakoby pani B. faworyzowała dzieci uczęszczające na kółko z języka angielskiego, że pani dyrektor wspólnie z nauczycielami ustalała co mogłoby się znaleźć w liście do redaktora naczelnego --- STRONA 17 --- i że konkretne sformułowania padły w ust nauczycieli, bowiem było to zeznanie odosobnione, a nadto sprzeczne z pozostałym materiałem dowodowym zgromadzonym w sprawie. Sąd zważył, co następuje: Powództwo nie zasługiwało na uwzględnienie. Zgodnie z art. 23 oraz 24 k.c., dobra osobiste człowieka pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach. W razie dokonanego naruszenia, ten czyje dobro osobiste zostało naruszone może żądać, ażeby osoba która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności ażeby złożyła oświadczenie odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie. Jeżeli wskutek naruszenia dobra osobistego została wyrządzona szkoda majątkowa, poszkodowany może żądać jej naprawienia na zasadach ogólnych. Zgodnie z ugruntowanym poglądem doktryny przesłankami ochrony dóbr osobistych, które muszą być spełnione łącznie, są istnienie dobra osobistego, zagrożenie lub naruszenie tego dobra oraz bezprawność zagrożenia lub naruszenia. Pierwsze dwie przesłanki udowodnić musi powód dochodzący ochrony, natomiast pozwany może bronić się, wykazując, że nie działał bezprawnie. Ocena, czy doszło do naruszenia dóbr osobistych, winna mieć charakter obiektywny. O tym, czy w konkretnym wypadku można mówić o naruszeniu (zagrożeniu naruszenia) dobra osobistego, nie mogą decydować subiektywne odczucia osoby uważającej się za pokrzywdzoną, lecz decydujące znaczenie ma to, jaką reakcję naruszenie to wywołało (lub przy zagrożeniu mogłoby wywołać) w społeczeństwie. Jako bezsporne w doktrynie przyjmuje się, że należy kierować się kryteriami obiektywnymi odwołującymi się do oceny rozsądnej, społecznej, z uwzględnieniem przyjętych w danych środowiskach zwyczajów, języka, wartości. (szerzej na ten temat B. Kordasiewicz, W sprawie obiektywnych i subiektywnych kryteriów oceny naruszenia dóbr osobistych (w:) Prace z prawa cywilnego..., s. 17 i n.). Dalej odnosząc się ogólnie do kwestii naruszenia dóbr osobistych należy podkreślić, że kodeks cywilny nie zawiera definicji dóbr osobistych, wskazując jedynie, że dobrami osobistymi człowieka są uznawane przez system prawny wartości obejmujące fizyczną i psychiczną integralność człowieka. Przepisy nie zawierają zamkniętego katalogu dóbr osobistych, wskazują tylko na ich przykłady (art. 23 k.c.). Cześć, dobre imię, dobra sława człowieka są pojęciami obejmującymi wszystkie dziedziny jego życia osobistego, zawodowego i społecznego. Naruszenie dobrego imienia może nastąpić zarówno przez pomówienie o ujemne postępowanie w życiu osobistym, rodzinnym, pracowniczym jak również poprzez zachowanie skierowane na dyskredytację jednostki w opinii społecznej. Przy ocenie naruszenia czci należy mieć na uwadze nie tylko subiektywne odczucia osoby żądającej ochrony prawnej, ale także obiektywną reakcję w opinii społeczeństwa (orz. SN z dnia 16 stycznia 1976 r., II CR 692/75, OSNC 1976, nr 11, poz. 261). Na kanwie przedmiotowej sprawy należy zatem w pierwszej kolejności ustalić czy doszło do naruszenia dóbr osobistych powódki, a w razie odpowiedzi twierdzącej, czy owo naruszenie miało charakter bezprawny. Dobra osobiste są wartościami niemajątkowymi, wiążącymi się z osobowością człowieka, uznanymi powszechnie w danym społeczeństwie. Panujące w społeczeństwie zapatrywania prawne, moralne i obyczajowe rozstrzygają, czy w konkretnym przypadku mamy do czynienia z dobrem osobistym Przy stosowaniu przepisów art. 23 k.c. oraz art. 24 k.c. utrwaliła się taka ich wykładnia, zgodnie z którą o tym, czy doszło do naruszenia dobra osobistego decydujące znaczenie mają kryteria obiektywne, a nie subiektywne odczucia osoby żądającej ochrony prawnej. Istotna jest zatem przede wszystkim reakcja społeczna na określone zachowanie, a ściślej, czy w odczuciu przeciętnie reagującej osoby zachowanie takie jest uważane za niedozwoloną ingerencję w sferę chronionych dóbr osobistych. Oznacza to, że zagrożenie lub naruszenie dobra osobistego zachodzi wtedy, gdy działanie lub zaniechanie innej osoby godzi w obiektywnie uzasadnione interesy uprawnionego (por. np.: M.Pazdan, w: Kodeks cywilny, Komentarz pod red. K.Pietrzykowskiego, Wyd. C.H. Beck, W-wa 2008, Wyd. 5, tom I, str. 114-118 i przytoczone tam przykłady z orzecznictwa i literatury). W przypadku osób fizycznych miarą obiektywizacji oceny, czy rzeczywiście doszło do naruszenia dóbr osobistych, będzie zatem odwołanie się do odczuć, przeżyć i reakcji przeciętnego człowieka. Oceniając czy w niniejszej konkretnej sprawie doszło do naruszenia dóbr osobistych powódki należy odnieść się do przywołanych przez powódkę w pozwie z fragmentów publikacji i rozważyć czy fragmenty te naruszały lub mogły naruszać (zagrażać) dobra osobiste powódki. --- STRONA 18 --- W ocenie Sądu z 12 przywołanych przez powódkę fragmentów publikacji, zdecydowana większość tych publikacji przedstawiała powódkę w kontekście sprawowanej przez nią funkcji dyrektora szkoły w Z. w sposób negatywny, krytyczny. Powódka została opisana jako osoba nie licząca się ze zdaniem innych (pozostałej kadry nauczycielskiej i uczniów), nie znosząca krytyki i nie skłonna do dialogu, „pod rządami” której zdecydowanej większości uczniów i nauczycieli w szkole nie żyło się dobrze. W publikacjach wskazano, że powódka stosuje reżim w szkole, uczniowie i kadra nauczycielska są nijako zastraszeni przez powódkę i przybywając w szkole znajdują się pod presją powódki. Powódka stosuje różne techniki i formy wywierania nacisku w celu realizacji swoich zamierzeń, a nawet czasami nadużywa władzy. W szkole zarządzanej przez powódkę brakuje podstawowych artykułów higienicznych, nauczycielom są odejmowane godziny zajęć (a innym są dodawane nadgodziny) lub też są oni zmuszani do nauczania innych przedmiotów, niż do tej pory. Taki opis osoby zawarty w prasie o zasięgu lokalnym niewątpliwie ukazuje tę osobę jako dyrektora szkoły w negatywnym świetle „w oczach opinii publicznej – społeczności lokalnej”, co w konsekwencji sprawia, że dobra osobiste powódki takie jak cześć, dobre imię, dobra sława zostają zagrożone cudzym działaniem. Ukazanie powódki jako dyrektora szkoły w Z. w negatywnym świetle w różnych obszarach jej działalności niewątpliwie sprawiło, iż odbiorca publikacji ocenił postępowanie powódki krytycznie – każdy bowiem przeciętny obywatel oceniając sprawę rozsądnie oceniłby krytycznie sposób postępowania dyrektora szkoły opisany w publikacjach – a zatem na skutek publikacji artykułu „ucierpiało” dobre imię powódki. W tym kontekście należy przyjąć, że powódka sprostała ciążącemu na niej ciężarowi dowodu i wykazała istnienie dobra osobistego oraz zagrożenie lub naruszenie tego dobra spornymi publikacjami. Aby jednak możliwe było udzielenie powódce ochrony prawnej w zakresie jej dóbr osobistych - zagrożenie lub też naruszenie tychże dóbr musi być bezprawne. Ochrona dóbr osobistych przysługuje jedynie przed działaniem bezprawnym. Przepis art. 24 § 1 k.c. ustanawia domniemanie bezprawności naruszenia dobra osobistego. Domniemanie to jednak, podlega obaleniu. Do okoliczności wyłączających bezprawność naruszenia dóbr osobistych na ogół zalicza się m. in. działanie w ramach porządku prawnego czy działanie w obronie uzasadnionego interesu. Dla dziennikarza czy też wydawcy artykułów prasowych (pozwanych) aktem prawnym określającym jakie działania są zgodne z prawem a jakie nie w zakresie publikacji prasowych jest w szczególności ustawa z dnia 26 stycznia 1984 r. „Prawo Prasowe”. Na wstępie wskazać należy, że Prasa, zgodnie z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, korzysta z wolności wypowiedzi i urzeczywistnia prawo obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej (art. 1 1 pr.pr.). Stosownie do treści art. 38. ustawy Prawo Prasowe odpowiedzialność cywilną za naruszenie prawa spowodowaną opublikowaniem materiału prasowego ponoszą autor, redaktor lub inna osoba, którzy spowodowali opublikowanie tego materiału, nie wyłącza to odpowiedzialności wydawcy. W zakresie odpowiedzialności majątkowej odpowiedzialność tych osób jest solidarna. Według art. 37 pr.pr. do odpowiedzialności za naruszenie prawa spowodowane opublikowaniem materiału prasowego stosuje się zasady ogólne, chyba że ustawa stanowi inaczej. Zgodnie zaś z art. 6 i 12 pr.pr. Prasa jest zobowiązana do prawdziwego przedstawiania omawianych zjawisk. Dziennikarz jest obowiązany: 1) zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych, zwłaszcza sprawdzić zgodność z prawdą uzyskanych wiadomości lub podać ich źródło, 2) chronić dobra osobiste, a ponadto interesy działających w dobrej wierze informatorów i innych osób, które okazują mu zaufanie, 3) dbać o poprawność języka i unikać używania wulgaryzmów. Przytoczony powyżej fragment art. 6 i 12 ustawy prawo prasowe wskazuje, iż działaniem zgodnym z prawem (z ustawą prawo prasowe) jest prawdziwe przedstawianie omawianych zjawisk. Zatem w sytuacji gdy dziennikarz pisząc o kimś krytycznie (niepochlebnie) podaje prawdziwe informacje nie działa on bezprawnie. Jego działanie jest wtedy zgodne z prawem, gdyż jest zgodne z art. 6 i 12 ustawy Prawo Prasowe. Nadto odnosząc się do zasad ogólnych odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych wskazać należy, iż bezprawność wyłącza działanie w obronie uzasadnionego interesu za jaki w niniejszej sprawie uznać należy interes społeczności lokalnej w pozyskaniu prawdziwych informacji dotyczących funkcjonowania szkoły w Z., sposobu zarzadzania szkołą i satysfakcji dzieci z nauki w szkole. --- STRONA 19 --- „Za działanie w imię uzasadnionego interesu społecznego należy uznać rozpowszechnianie w prasie prawdziwych informacji o pojedynczych faktach lub powtarzających się zdarzeniach, które dotykają lub mogą dotyczyć bliżej nieoznaczonej grupy ludzi względnie całego społeczeństwa i z punktu widzenia tej grupy lub całego społeczeństwa zasługują na poparcie lub krytykę.”(wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z dnia 21 maja 2014 r., syg. Akt V ACa 237/14, LEX 1498896) Zacytować należy także wyrok sądu apelacyjnego w Warszawie z dnia 23.12.2014 r., sygn. akt I ACa 933/14, LEX 1661256 – którego sentencje tut. Sąd podziela - iż: „Okolicznością wyłączającą bezprawność w przypadku publikacji prasowych jest prawdziwość twierdzeń co do faktów i działanie w uzasadnionym interesie społecznym”. W ocenie Sądu, na kanwie niniejszej sprawy nie może być wątpliwości, iż autorka artykułu sprostał tym wymogom. Pozwana kontaktowała się osobiście, bądź telefonicznie z osobami które miały wiedzę na temat opisywanych zdarzeń i opisał w artykule ich stanowiska zgodnie z treścią ich wypowiedzi. Co więcej, pozwana próbowała się kontaktować także z powódką i poinformował ją o fakcie pisania artykułu na jej temat. Na marginesie wypada zauważyć, że przy spełnienie wskazanych warunków zwolnienie się przez dziennikarza (i innej osoby wymienionej w art. 38 ust. 1 pr. pras.) od odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych spowodowane opublikowaniem materiału prasowego może nastąpić nawet wtedy gdy okazało się, że zawiera informacje nieprawdziwe. Taka sytuacja może nastąpić - jak wskazał SN - w razie wykazania, że dziennikarz zachował tak szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiału prasowego. Sąd Najwyższy zauważył, że obowiązki rzetelnego informowania (art. 1 pr. pras.) i prawdziwego przedstawiania zjawisk (art. 6 ust. 1 pr. pras.) nie mogą być utożsamiane z wymaganiem wykazania prawdziwości zarzutów. Prowadziłoby to, przy ograniczeniu środków pozostających w dyspozycji dziennikarzy, do istotnego ograniczenia możliwości wypełniania zadań stojących przed prasą w demokratycznym społeczeństwie. Powinność realizowania przez dziennikarzy zadań stojących przed prasą wpływa na ukształtowanie ich praw i obowiązków w sposób określony w art. 12 ust. 1 pkt 1 pr. pras. Uczynienie im zadość - działanie ze szczególną rzetelnością i starannością oraz działanie w obronie społecznie uzasadnionego interesu są wystarczające dla wyłączenia bezprawności. Działanie wypełniające obowiązki nałożone przez ustawę nie może być uznane za bezprawne (zob. wyr. SN z dnia 14 maja 2003 r., I CKN 463/01, OSP 2004, z. 2, poz. 22). W ocenie Sądu po stronie pozwanych została spełniona przesłanka ważnego interesu społecznego w publikacji artykułu. Interes ten wyraża się przede wszystkim w urzeczywistnianiu zasad jawności życia publicznego i prawa społeczeństwa do informacji. Dotyczy on sfery życia publicznego, takiej więc, w ramach której można mówić zarówno o istnieniu potrzeby ważnej w demokratycznym społeczeństwie otwartej debaty publicznej, jak i o takim prawie do uzyskiwania informacji, które wymaga realizacji przez środki społecznego przekazu. Takim interesem jest prawo do informacji w zakresie szkól publicznych. Podsumowując, dziennikarza obciąża dowód, że działał w obronie społecznie uzasadnionego interesu, że rzetelnie oraz starannie zebrane i zweryfikowane źródła stanowiły - według obiektywnych kryteriów - uzasadnioną podstawę do sformułowania artykułu o określonej treści oraz że okoliczności sprawy zostały przedstawione w sposób wszechstronny i obiektywny, a opublikowany materiał miał znaczenie z punktu widzenia usprawiedliwionego zainteresowania społeczeństwa i jego prawa do informacji o sprawach dotyczących sfery życia publicznego. I choć w niniejszej sprawie opisane fakty miały walor prawdziwości, to należy jeszcze raz podkreślić, że to w procesie karnym dziennikarz odpowiada za dochowanie prawdy, zaś w procesie cywilnym wystarczy, jeśli wykaże dochowanie staranności, rzetelności i to, że kierował się interesem społecznym ( zob. wyrok SN z dnia 29 marca 2012 r., I CSK 370/11). Spełnienie wszystkich tych wymagań sprzeciwia się uznaniu, że opublikowanie materiału prasowego było działaniem bezprawnym, a w konsekwencji również działaniem zawinionym. Z uwagi na spełnienie wszystkich powyższych przesłanek powództwo jako niezasadne musiało zatem zostać oddalone w całości. Niezależnie od powyższego Sąd przeprowadził również szczegółową analizę prawdziwości zarzutów stawianych w przedmiotowych artykułach. Postępowanie dowodowe wykazało jednak, że informacje dotyczące powódki (jako dyrektora szkoły) jakie pozwani zawarli w opublikowanych artykułach (mimo iż przedstawiały powódkę w negatywnym świetle) były prawdziwe. --- STRONA 20 --- Zawarte w artykułach stwierdzenie, że „po odejściu poprzedniego dyrektora, burmistrz Z. B. na stanowisko wyznaczył A. K. (1). Nie było konkursu” okazało się w zasadzie prawdziwe, choć konstrukcja tego sformułowania mogłaby sugerować, iż może ono być rozumiane w dwójnasób. Pierwszy sposób rozumienia tego sformułowania jest taki, że zaraz po skończeniu się kadencji poprzedniemu dyrektorowi nie przeprowadzono konkursu na nowego dyrektora ale burmistrz miasta Z. B. na stanowisko dyrektora wyznaczył A. K. (1). Twierdzenie powyższe jest prawdziwe, ze zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego, a w szczególności z zarządzenia Burmistrza Miasta Z. (...) z dnia 31 sierpnia 2004 r. wynika, że powódce istotnie powierzono pełnienie obowiązków dyrektora (...) w Z. od dnia 1 września 2004 r. do czasu rozstrzygnięcia konkursu na to stanowisko. Zatem po skończeniu się kadencji poprzedniemu dyrektorowi (...) w Z. w 2004 r. funkcję nowego dyrektora objęła powódka (bez konkursu – zarządzeniem Burmistrza Miasta Z.). Powódce Burmistrz Miasta powierzył pełnienie obowiązków dyrektora do czasu przeprowadzenia konkursu na to stanowisko jednak nie dłużej niż do dnia 28 lutego 2005 r., czyli nie dłużej niż przez sześć miesięcy. Przez całe sześć miesięcy powódka pełniła obowiązki dyrektora (faktycznie była dyrektorem szkoły), a następnie od 1 marca 2005 r. powódka nadal była dyrektorem szkoły, bowiem wygrała konkurs na to stanowisko, który dopiero wtedy (po 6 miesiącach pełnienia przez powódkę obowiązków dyrektora) przeprowadzono. Zatem sformułowanie, że po odejściu poprzedniego dyrektora nie było konkursu a burmistrz wyznaczył na to stanowisko A. K. (1) polega na prawdzie, bo tak istotnie było i jak wyjaśniła autorka materiału prasowego E. S. miała ona na myśli taki właśnie kontekst wypowiedzi. Drugi możliwy sposób rozumienia tego sformułowania jest taki, że po odejściu poprzedniego dyrektora burmistrz wyznaczył na stawisko dyrektora powódkę i ta sytuacja trwa do „chwili obecnej” a konkursu na to stanowisko nie było wcale, mimo iż być powinien, bo takie stanowiska winny być obsadzane w drodze konkursu. Taki sposób rozumienia przedmiotowego sformułowania sprawia, iż czytelnik nabiera błędnego przekonania, iż konkursu na stanowisko dyrektora szkoły w Z. nie było wcale, jednak wynika on nie z faktu iż prasa podała nieprawdziwą informację, ale z określonej, błędnej interpretacji zawartego w artykule prasowym sformułowania. Co prawda sposób formułowania zadań w artykułach skierowanych do szerokiej szerzy odbiorców nie powinien dawać możliwość różnej interpretacji sformułowania, jednak oceniając to sformułowanie z punktu widzenia jego prawdziwości należy stwierdzić, iż przedmiotowe sformułowanie było prawdziwe (polegało na prawdzie). Na marginesie jedynie nadmienić należy, że najbardziej pożądanym i nie budzącym wątpliwości w społeczności lokalnej było by przeprowadzenie konkursu na stanowisko dyrektora szkoły przed upływem kadencji poprzedniego dyrektora, tak by nowy dyrektor był od razu wybrany w drodze konkursu i objął funkcję z upływem kadencji swego poprzednika. Takie typowe rozwiązanie kwestii upływu kadencji nie dało by pola do „domysłów” na temat prawidłowości powierzenia funkcji dyrektora i nie pozwoliłoby jedocześnie na możliwość dwojakiej interpretacji fragmentu tekstu będącego przedmiotem sporu. Tak czy inaczej przedmiotowe sformułowanie w ocenie Sądu było prawdziwe – co wyłuszczono powyżej, a zatem działanie pozwanych (napisanie i opublikowanie artykułu) nie było bezprawne. W niniejszej sprawie nie można też pominąć stwierdzenia, że właśnie takie postępowanie kiedy jeszcze przed ogłoszeniem konkursu na stanowisko dyrektora zostaje wyznaczona osoba do pełnienia tej funkcji, która następnie na tą funkcję jest powoływana, wymagają uwagi ze strony niezależnych dziennikarzy i informowania o tym opinii społecznej. Zasada równości szans w kandydowaniu na określone stanowiska wymaga stałego monitorowania prze opinię społeczną. Jest to też jedno z zadań niezależnej prasy. Odnośnie zawartego w publikacjach zdania iż „K. zwolniła 13 nauczycieli” stwierdzenie to również okazało się oddawać rzeczywisty stan rzeczy, choć podobnie jak poprzednio możliwa była jego dwojaka interpretacja, tj. rozumienie słowa „zwolniła” w sensie potocznym oraz rozumienie tego sformułowania w sposób sztywny, formalny. W potocznym znaczeniu tego słowa przez zwolnienie z pracy rozumie się utratę pracy, zakończenie stosunku pracy. W formalnym ujęciu przez zwolnienie z pracy rozumie się wypowiedzenie umowy o pracę, lub tzw. „zwolnienie dyscyplinarne” – bez zachowania okresu wypowiedzenia. W niniejszej sprawie przeprowadzone postępowanie dowodowe wykazało, że w artykule prasowym chodziło o potoczne rozumienie słowa „zwolnienie” polegające na faktycznym zakończeniu stosunku pracy w szkole z 13 nauczycielami w 2009 roku. Z ustaleń sądu (zeznań świadków i samego dyrektora) wynika, że faktycznie 13 nauczycieli przestało pracować w (...) w Z. w 2013 r. Formalnie przyczyny rozwiązania stosunku pracy, czy też nieprzedłużenia umowy o pracę (nie kontynuowania zatrudnienia) były różne, ale faktycznie bez pracy w szkole w 2009 r. znalazło się 13 nauczycieli, którzy do tej pory w szkole tej pracowali. Osoby te były faktycznie zwolnione z obowiązku świadczenia pracy i tak też się czuły, nawet jeśli formalnie ich stosunek pracy ustał na mocy porozumienia stron. Osoby te bowiem uważały się za zwolnione (na tej lub innej podstawie). Nadto ze zgromadzonych w niniejszej sprawie obszernych zeznań świadków oraz pozwanej wynika, że nauczyciele z którymi zakończono stosunki pracy za porozumieniem stron --- STRONA 21 --- nie byli inicjatorami zakończenia ich stosunków pracy (to nie oni występowali do dyrektora szkoły o wyrażenie zgody na rozwiązanie ich stosunku pracy za porozumieniem stron) ale to pracodawca (dyrektor szkoły) często wywierał presje na tychże nauczycieli aby zgodzili się na taką formę rozwiązania stosunku pracy. Skoro inicjatywa rozwiązania stosunku pracy wychodziła ze strony dyrektora szkoły, nic dziwnego, że osoby te czuły się nijako zwolnione uważając że same wcale nie chciały odejść z pracy w szkole wywarto na nie nacisk. W zasadzie ich sytuacja nie różniła się od sytuacji osób z którymi zakończono stosunek pracy w drodze jednostronnego oświadczenia pracodawcy. Sytuacja ta dotyczyła także nauczycieli którzy po zakończeniu z nimi stosunków pracy przeszli w rezultacie na emeryturę. Cześć z tych nauczycieli została niejako „zmuszona” do zakończenia stosunku pracy i w konsekwencji podjęcia starań o emeryturę, mimo iż nauczyciele ci chcieli jeszcze pracować w szkole, a przejście przez nich na emeryturę w tym czasie nie było dla nich korzystne. Przykładem jest sytuacja pani K. i pani K., które aby przejść na emeryturę w momencie „zwolnienia” musiały doliczyć do lat pracy okres studiów który jest nieskładkowy, co w efekcie spowodowało, że otrzymały niższą emeryturę niż otrzymałyby przechodząc w późniejszym okresie i doliczając dalsze lata pracy. Także w tym przypadku nie sposób jest się odnieść do roli jaką winni pełnić dziennikarze w demokratycznym państwie prawnym. W ocenie Sądu społeczność lokalna powinna być poinformowana, że tak ważnej dla niej placówce jaką jest szkoła w krótkim okresie czasu przestało pracować 13 nauczycieli. Nie można też zapominać, że doświadczeni nauczyciele zakończyli pracę w szkole w Z. w brew swej woli. W stosunku do ogólnej liczby nauczycieli zatrudnionych była to znaczna ilość i wiadomość ta z pewnością winna być upubliczniona. Zwłaszcza, że była związana z wcześniejszą informacją dotyczącą powołania nowego dyrektora. Biorąc pod uwagę wszystkie przytoczone okoliczności „zaskarżony” przez powódkę fragment artykułu prasowego w ocenie Sądu polegał na prawdzie, został zredagowany przy uwzględnieniu potocznego znaczenia słowa „zwolnienie”, w istocie oddawał faktyczny stan rzeczy jaki miał miejsce w szkole w 2009 r., a zatem sformułowanie to jako polegające na prawdzie nie było bezprawne. Ponadto pozwani publikując tę informację działali w interesie społecznym. Powódka w pozwie zarzuciła, iż nie jest prawdziwe twierdzenie, że „podstawówkę kończy trzy klasy, ale absolwentów udaje się zebrać chętnych tylko do jednej klasy gimnazjum” oraz iż „Większość gimnazjalistów nie chce kontynuować nauki w powstającym tutaj od września wielozawodowym technikum, bo boją się zemsty dyrektorki”. W spornym artykule prasowym pt.: „Dzieci boją się tej szkoły” z dnia 26 czerwca 2014 r. podano, że: „Nagminna jest sytuacja, że uczniowie nie kontynuują nauki w gimnazjum w Z., bo są niezadowoleni z poziomu nauczania. Podstawówkę kończą trzy klasy, ale z absolwentów udaje się zebrać chętnych tylko do jednej klasy gimnazjum.” Nadto w artykule z dnia 1 lipca 2014 r. pt.: „(...). Nie boją się mówić” napisano, iż: „Na wczorajsze spotkanie z gimnazjalistami przyszli tegoroczni absolwenci gimnazjum. Opowiadali o swoich przykrych doświadczeniach i zachęcali innych, aby nie bali się mówić. Aby wyrazili swoje zdanie, gdy będą kontrole. – Dyrektorka nawet w obecności uczniów upokarza nauczycieli. Nas też tak często traktowała. Dość tego–mówili. Większość z gimnazjalistów nie chce kontynuować nauki w powstającym tutaj od września wielozawodowym technikum, bo boją się zemsty dyrektorki.” Przeprowadzone w niniejszej sprawie postępowanie dowodowe wykazało, że faktycznie uczniowie (...) w Z. po ukończeniu szkoły podstawowej często nie decydują się na kontynuację nauki w tej szkole w ramach gimnazjum ale przenoszą się do innych gimnazjów znajdujących się na terenie miasta Z. (w Z. są trzy gimnazja) lub znajdujących się na terenie pobliskich miejscowości. Głównym powodem takiej decyzji uczniów jest „zła” atmosfera w szkole wynikająca z postawy pani dyrektor oraz pani B. B. (1) uczącej w szkole języka angielskiego. Jak zeznali przesłuchani w niniejszej sprawie nauczyciele (często wychowawcy klas) dzieci często deklarowały iż nie będą kontynuować dalszej nauki w ramach (...) w Z. ze względu na stosunki panujące w szkole wywołane „rządami” pani dyrektor. Jak zeznała pozwana podczas rozmowy z rodzicami, uczniami i absolwentami – których osobiście pytała gdzie zamierzają się uczyć dalej ustaliła, że z absolwentów szkoły podstawowej w Z. udaje się skompletować jedną niepełną klasę gimnazjum, podczas gdy podstawówkę kończyły dwie klasy uczniów. Pytana o to pani dyrektor wskazała, że przez rok było tak, że liczba klas w podstawówce to 3, a w gimnazjum 2, w pozostałym okresie liczba klas w podstawówce odpowiadała liczbie klas w gimnazjum. Z ustaleń sądu wynika, że do gimnazjum oprócz uczniów szkoły podstawowej (...) w Z. dochodzą uczniowie w okolicznych miejscowości w których znajdują się jedynie szkoły podstawowe (nie ma gimnazjów), a mogą także dojść dzieci które przeniosą się w związku z ukończeniem innych szkół podstawowych z samego miasta Z.. Wobec tego, gdyby wszyscy uczniowie szkoły podstawowej (...) w Z. kontynuowali naukę w tej szkole w ramach gimnazjum, a nadto doszłyby dzieci które „nijako z urzędu” dochodzą zwykle co roku z okolicznych miejscowości (w których nie ma gimnazjów), to faktycznie liczba klas gimnazjum powinna być co do zasady większa lub co najmniej równa liczbie klas szóstych szkoły podstawowej (...) w Z. (szóstoklasiści kontynuują --- STRONA 22 --- bowiem naukę w ramach gimnazjum). Tymczasem poczynione w niniejszej sprawie ustalenia faktyczne wskazują, iż dzieci w szkole „nijako ubywało” zamiast przybywać, że absolwenci często nie decydowali się na kontynuację nauki w ramach (...) w Z.. Jak zeznała pani dyrektor liczba klas gimnazjum była równa liczbie klas VI szkoły podstawowej, a przez jeden rok nawet podstawówkę ukończyło trzy klasy uczniów, a do gimnazjum poszło tak niewielu uczniów, że skompletowano z nich jedynie dwie klasy. Nadto z zeznań przesłuchanych w niniejszej sprawie nauczycieli, w szczególności pani M. W. wynika, że co prawda utworzono te dwie klasy gimnazjum ale były one mniej liczne niż zwykle liczy klasa gimnazjalna. Okoliczności powyższe wskazują, że zawarte w publikacji prasowej stwierdzenie iż uczniowie nie kontynuują nauki w gimnazjum oraz iż podstawówkę kończą trzy klasy, ale z absolwentów udaje się zebrać chętnych tylko do jednej klasy gimnazjum nie jest stwierdzeniem nieprawdziwym jak to zarzuca powódka. Skoro podstawówkę kończą trzy klasy, a w ramach gimnazjum udaje się skompletować jedynie dwie klasy (mniej liczne niż zwykle), przy czym w ramach tych dwóch klas uwzględnia się nie tylko absolwentów ale i dzieci które doszły z zewnątrz (w tym z okolicznych gmin), to oceniając rzecz rozsądnie stwierdzenie, że samych absolwentów wystarczyło by na jedną (zwykłą pod względem liczebności) klasę, nie może być uznane za stwierdzenie fałszywe, odzwierciedla ono bowiem faktycznie istniejący stan rzeczy. Skoro zaś przedmiotowy fragment artykułu oddawał faktycznie istniejący stan rzecz, napisanie i opublikowanie go nie może zostać uznane za działanie bezprawne. Przeprowadzone postępowanie dowodowe wykazało, że przynajmniej część uczniów obawiało się pani dyrektor. Jednym wydarzeń, które mogą o tym świadczyć była sytuacja, kiedy pani dyrektor oraz pani B. były na wyjeździe zagranicznym w ramach programu wymiany C.. Pięciu uczniów z klasy maturalnej zostało sklasyfikowanych przez panią B. z języka angielskiego na ocenę niedostateczną, co powodowało, że nie mogli przystąpić do matury. Jako że pani B. (od angielskiego) nie było i ocen nie można było poprawić wychowawca poradził uczniom żeby odwołali się od oceny i podeszli do sprawdzianu sprawdzającego wiedzę na ocenę dopuszczającą. W komisji była pani M. G., ci uczniowie ten egzamin zdali. Kiedy pani B. wróciła z wyjazdu ostro zareagowała. Pani M. G. była wezwana do pani dyrektor, sugerowane było, że był egzamin niewłaściwie przeprowadzony. Później nie przedłużono jej umowy o pracę. Tych pięciu uczniów zdało maturę. Takie działanie w ocenie sądu tj. wystawienie uczniom ocen niedostatecznych z języka przez co nie mogły „podejść” do matury, a następnie wyciągnięcie negatywnych konsekwencji przez dyrekcję w stosunku do nauczyciela który przeprowadził egzamin na ocenę dopuszczającą na pewno nie leżało w interesie uczniów (ani nauczycieli) i musiało sprawiać że uczniowie nie czuli się w takie szkole dobrze i bezpiecznie. Zwłaszcza, że jak wykazał egzamin maturalny, uczniowie ci posiadali stosowną wiedzę. Kolejnym zdarzeniem, opisanym zresztą w artykule, była sytuacja w której najpierw szkoła przeprowadziła w śród uczniów anonimową ankietę, a następnie pani dyrektor ustalała „autora” odpowiedzi zawartych w ankiecie, wzywała go do gabinetu i kazała mu się tłumaczyć z treści odpowiedzi udzielonych w ankiecie. Sama dokonywała porównania próbek pisma z zeszytami uczniów. Takie działanie podważyło zaufanie uczniów. Sąd nie twierdzi, że sytuacja nie wymagała reakcji jednak tę która nastąpiła należy uznać za nieadekwatną. Skoro dzieci pouczono, że ankieta jest anonimowa, to znaczy, że „umówiono” się z uczniami, że nikt nie będzie starał się zidentyfikować jej autora. Złamanie „umowy” przez panią dyrektor i wyciąganie konsekwencji podania takiej a nie innej treści w ankiecie wobec autora ankiety, było nielojalne wobec uczniów i stanowiło pewną formę szykany wobec uczniów. Tego rodzaju zachowania dyrekcji sprawiały, że dzieci się bały powódki i w ocenie Sądu miały ku temu powody. Nie dziwi więc fakt, iż uczniowie często nie decydowali się na kontynuację nauki w ramach (...) w Z. a także w ramach technikum w obawie przed możliwymi przykrymi dla uczniów zrachowaniami ze strony pani dyrektor. Co prawda w okresie kiedy opublikowano artykuły prasowe będące przedmiotem niniejszego postępowania redaktor pozwanego ustalił, iż dyrektorem w technikum nie będzie pani A. K. (1), ale informacja ta nie miała dużego wpływu na decyzję uczniów co do wyboru szkoły, bowiem technikum i (...) w Z. mieszczą się w tym samym budynku i trudno było z punktu widzenia ucznia oceniać że to będzie inna szkoła, odrębna od (...) skoro miesiła się w tym samym budynku, a więc nadal uczniowie i pani dyrektor pracowali by de facto w tym samym miejscu, siła rzeczy musząc mieć jakieś kontakt ze sobą. Wymownym jest iż jak wykazało postępowanie dowodowe nowy dyrektor technikum zachęcał uczniów do nauki w tej szkole informując że żaden z nauczycieli którzy uczyli w (...) nie będzie uczył w technikum. Wziąwszy pod uwagę powyższe za pokrywające się ze stanem rzeczywistym należy uznać stwierdzenie zawarte w publikacji iż: „większość gimnazjalistów nie chce kontynuować nauki w powstającym tutaj od września wielozadaniowym technikum, bo boją się --- STRONA 23 --- zemsty dyrektorki”. Wobec tego powyższy fragment artykułu jako zawierający okoliczności prawdziwe nie może uznać uznany za naruszający prawo (bezprawny). Nieprawdziwe jest twierdzenie, że „Pani dyrektor jeździ na każdą wycieczkę choć uczniowie mają pierwszeństwo”. Prawdą jest, że „projekt C. jest przeznaczony dla szkół a nie tylko dla uczniów i obejmuje także nauczycieli. Nie ma zasady pierwszeństwa ucznia do wyjazdu w stosunku do nauczyciela. Nie można jednak zapominać, że taka sytuacja kiedy to nie dzieci a nauczyciele uczestniczą w wyjazdach zagranicznych może zainteresować opinię publiczną i to nawet w sytuacji gdy wynika ona z programu C.. Jak ustalono powódka w ramach tego programu odwiedziła wiele europejskich krajów. Ustalono, że sama nie zna języków obcych. Ustalono, że nie dla wszystkich dzieci wystarczyło miejsc na tych wyjazdach. W zasadzie większość dzieci nigdzie nie pojechała. Brak refleksji powódki nad tymi faktami potwierdza zasadność zajęcia się sprawą przez dziennikarzy. Jeżeli sama powódka uważa, że w sytuacji takiej nie ma nic niestosownego to trudno mówić, że stwierdzenie to naruszyło jej dobra osobiste. Sąd oczywiście nie pomija w tym miejscu faktu, że częściowo informacja ta była nie prawdziwa bowiem powódka opuściła niewielką część wyjazdów, nie tłumacząc zresztą z jakiej przyczyny. Jednak w kontekście całej sytuacji, czyli wyjazdu na zdecydowaną większość wycieczek, nieznajomość języków obcych, wycieczki do Turcji bez udziału dzieci czy też przede wszystkim sytuacji takiej, że tylko niewielka część dzieci mogła wyjechać, stronie pozwanej nie można zarzucić naruszenia dóbr osobistych powódki. Naruszeniem tym w ocenie Sądu nie jest nie wskazanie, że powódka nie uczestniczyła w trzech wycieczkach. W ocenie sądu wymienienie tych wszystkich wyjazdów i krajów, które dzięki programowi C. powódka odwiedziła, wywołałoby znacznie większy oddźwięk społeczny. Reasumując zatem, wskazanie nieścisłej liczby wyjazdów, w kontekście całej sytuacji nie mogło doprowadziło do zwiększenia dolegliwości związanej z naruszeniem dóbr osobistych powódki i nawet jeżeli w zakresie trzech wycieczek było niezgodne z prawdą to nie może rodzić odpowiedzialności z tytułu naruszenia dóbr osobistych. Ponadto nie można zapominać, że to powódka odmówiła spotkania z dziennikarzem i tym samym pozbawiła się możliwości korekty części faktów. Odnośnie nieprawdziwości twierdzenia iż „na korki z języka musi chodzić 90 % uczniów” ustalenia stanu faktycznego poczynione w niniejszej sprawie wskazują, że jednym z nauczycieli języka angielskiego w (...) w Z. jest pani B. B. (3). Nauczyciel ten naucza języka w ramach obowiązkowych godzin nauki języka oraz ramach nadobowiązkowych godzin nauki języka angielskiego. Są klasy w których liczba godzin obowiązkowych (5 godzin) jest równa liczbie godzin nadobowiązkowych (5 godzin). Uczniowie są niejako przymuszani do uczestnictwa w nadobowiązkowych godzinach nauki języka angielskiego prowadzonych przez panią B. B. (1), bowiem mimo że lekcje dodatkowe są z założenia nadobowiązkowe nie uczęszczanie na nie przez wytypowane do tego uczęszczania osoby skutkuje poinformowaniem o tym rodziców, a następnie obniżeniem oceny z języka angielskiego lub też wystawieniem oceny niedostatecznej, co w zasadzie nie ma związku z faktycznymi umiejętnościami językowymi ucznia. Ze względu na „przymuszanie” uczniów do nauki języka angielskiego w ramach godzin nadobowiązkowych poprzez m. in. niskie noty z zdecydowana większość uczniów uczęszcza na korepetycje z języka angielskiego. Głównym korepetytorem dzieci jest pani S., które utrzymuje się jedynie z tych korepetycji których ma bardzo duże ilości. Na podstawie zeszytu korepetytora w którym miał umówione spotkania na każdy dzień z uczniami zostało wyliczone przez pozwaną ile dzieci chodzi do szkoły, i ile uczy pani B.. Oczywiście wyliczenie to może nie być ścisłe jednak obrazuje fakt, że znaczna część uczniów była niezadowolona z poziomu nauczania języka angielskiego i uczęszczała na korepetycje. Ponadto pozwana kontaktując się z rodzicami i korepetytorką dochowała staranności jakiej należy wymagać od dziennikarza przy zbieraniu tego typu materiału. Dokładnych obliczeń nie dało się wykonać choćby z tej przyczyny, że nie wszyscy rodzice musieli się zgodzić na ujawnienie danych dotyczących faktu i ilości korepetycji pobieranych przez ich dzieci. Nie okazał się zasadny zarzut nieprawdziwości twierdzeń zawartych w spornych artykułach, „ że rodzice i nauczyciele, kilkakrotne zwracali się do dyrektorki aby potwierdzała im jakie kwalifikacje zawodowe ma anglistka Pani B. B. (1) nam też dyrektor odmówiła” oraz, iż: „Dyrektorka A. K. (1) nie zgodziła się wczoraj na rozmowę z nami, mimo, że sama ją wcześniej zaproponowała i ustaliła termin”, a także: „Dyrektor K. nie jest otwarta na rozmowy, a jedynie tak twierdzi”. Przesłuchani w niniejszej sprawie świadkowie zeznali, że uczniowie i ich rodzice byli niezadowoleni z poziomu nauczania języka angielskiego przez panią B.. Podnieśli, iż zawracano się do pani dyrektor o wyjaśnienie jakie tenże nauczyciel ma kwalifikacje zawodowe, jednak nie uzyskano odpowiedzi. Również pozwana wskazała, że pomimo, że zwracała się do pani dyrektor o podanie kwalifikacji zawodowych pani B., nigdy nie zostały jej okazane dokumenty potwierdzające wykształcenie pani B.. Z dokumentacji e-mailowej dołączonej do pozwu wynika, iż pani dyrektor pomimo, że początkowo umówiła się na spotkanie z pozwaną proponując termin (poniedziałek 30.06.2014 r.), ostatecznie spotkanie to odwołała wskazując, iż nie wyraża zgody na jakiekolwiek spotkania. --- STRONA 24 --- Powyższe okoliczności faktyczne niniejszej sprawy świadczą o tym, iż faktycznie pani dyrektor odmawiała udzielenia informacji (czy to rodzicom, czy prasie) na temat kwalifikacji zawodowych anglistki (pani B.), a także iż rzeczywiście powódka najpierw umówiła się z pozwaną (za pomocą e-maila) na spotkanie – deklarując iż jest otwarta na rozmowy, po czym spotkanie to odwołała, informując jednocześnie, iż nie wyraża zgody na żadne spotkania. Mając powyższe na uwadze kwestionowane przez powódkę sformułowania jako polegające na prawdzie nie są bezprawne. Powódka zarzuciła nieprawdziwość sformułowaniu jakie pojawiło się w publikacjach pozwanych, iż „uczniowie kilku klas zostali raz poproszeni o wypełnienie anonimowej ankiety. W jednym z punktów należało napisać, co chcielibyśmy zmienić w szkole” , wskazując iż ten fragment publikacji narusza jej dobra osobiste. W ocenie Sądu po pierwsze sformułowanie to samo w sobie nie ukazuje powódki w negatywnym świetle, a po drugie w zasadzie polega na prawdzie. Przeprowadzona wśród uczniów (...) w Z. ankieta (opisana w artykule prasowym) zawierała 33 pytania. W „głowie” ankiety zawarto pouczenie, że informacje zawarte w kwestionariuszu ankiety są objęte tajemnicą statystyczną i służyć będą wyłącznie do celów analitycznych związanych z realizacją przez gminę Z. projektu „Dolina K. S. na Przyszłość”. W głowie ankiety podkreślonym drukiem zaznaczono informację iż: „Ankieta jest całkowicie anonimowa”. W ankiecie tej w odniesieniu do części pytań były pozostawione miejsca wykropkowane na udzielenie odpowiedzi pisemnej – opisowej. Pytanie nr 29 brzmiało: „Sporządź własną listę wymagań jakie stawiasz szkole, w której chcesz kontynuować naukę:” Pytanie o sporządzenie własnej listy wymagań jakie stawia się szkole w której się chce kontynuować naukę obiektywnie i rozsądnie rzecz oceniając z punku widzenia przeciętnego obywatela może być rozumiane jako pytanie o to co uczniowie chcieli by zmienić, jakie szkoła powinna spełniać w przyszłości wymagania, a więc w istocie chodzi coś na przyszłość, w odniesieniu do szkoły w Z. w której uczniowie chcieliby kontynuować naukę o zmiany na przyszłość. W ocenie Sądu powyższemu fragmentowi publikacji prasowej trudno zarzucić iż jego treść jest fałszywa nie polega na prawdzie), gdyż istotnie uczniowie wypełniali ankietę, w której pytano ich o przyszłe wymagania stawiane szkole, a więc w istocie o pożądane w szkole zmiany. W tym miejscu zwrócić należy też uwagę, że Sąd nie kwestionuje samej zasadności reakcji na ankietę w której uczniowie zawarli wulgarne wpisy jednak zaufanie uczniów zostało naruszone poprzez formę tej reakcji czyli „odtajnienie ankiety” i indywidualne rozmowy. Prawdziwym okazało się twierdzenie, że „w szkole w Z. papier toaletowy tylko dla gości” . Świadkowie szeroko zeznawali, że papieru toaletowe w łazienkach (podobnie jak mydła) zwykle nie było, a przedmiotowe środki higieniczne pojawiały się w łazienkach jedynie na czas kontroli wykonywanej przez Sanepid. Okoliczna ta potwierdzili nauczyciele, a także ojciec uczennicy P. O. oraz pozwana E. S.. Dwaj ostatni świadkowie osobiście skontrolowali stan zaopatrzenia toalet i stwierdzili, że nie ma w nich papieru toaletowego. Nauczyciele potwierdzili, iż wiedza od dzieci iż tego papieru zazwyczaj nie było. Nie zasadny okazał się zarzut pozwanej, iż nie polega na prawdzie twierdzenie zawarte w publikacji prasowej, iż nauczyciele w obawie, że stracą pracę poświadczyli pisemnie, że zgadzają się z treścią oświadczenia . Ustalenia stanu faktycznego niniejszej sprawy wskazują, iż przedmiotowa treść publikacji jest prawdziwa. Jak zeznali świadkowie przesłuchani w niniejszej sprawie (nauczyciele) mający bezpośrednią wiedzę o przebiegu zebrania na którym podpisywano się pod treścią listu z dnia 27.06.2014 r. do Redaktora Naczelnego Gazety (...), treść tego listu została odczytana przez jednego z nauczycieli, a następnie pozostali nauczyciele zostali poproszeni o jego podpisanie. Nie było dyskusji nad treścią listu ani możliwości ingerencji w tę treść. List został wyłożony na jednej z ławek, nauczyciele podchodzili i podpisywali, a pani dyrektor była na sali i patrzyła kto podpisuje list. Nauczyciele obawiali się, że jeśli nie podpiszą listu zostaną w stosunku do nich wyciągnięte przez panią dyrektor negatywne konsekwencje. Mając powyższe na uwadze przedmiotowa treść publikacji jako polegająca na prawdzie nie była publikacją bezprawną. Nie zasługiwały w ocenie Sądu na uwzględnienie roszczenia dotyczące naruszenia przez pozwanych dóbr osobistych powódki, poprzez zawarcie w opublikowanych artykułach sformułowań, iż: „ część nauczycieli uważa, że są mobbingowani przez szefowa placówki”, „A. K. (1) w swoich ocenach nie jest obiektywna”, „A. K. upokarza i niesprawiedliwie oceniania oraz faworyzuje nielicznych” Zgromadzony w niniejszej sprawie materiał dowodowy wskazuje, że powódka stosowała, różnego rodzaju presje i naciski na nauczycieli, które w niektórych przypadkach mogły by być nawet uznane za mobbing. Przykładami takich zachowań powódki jest np. „wezwanie na dywanik” a następnie nieprzedłużenie umowy o pracę nauczycielce języka angielskiego pani M. G. w związku z tym, że przeprowadziła egzamin na ocenę dopuszczającą dla uczniów niedopuszczonych do matury. Innym przykładem jest --- STRONA 25 --- niejako „zmuszenie nauczycieli” do podpisania się pod listem do Redaktora Naczelnego Gazety (...) poprzez wyłożenie ankiety i obserwowanie tego kto podchodzi by ją podpisać, a kto nie. Jeszcze innym przykładem jest „zwolnienie” z pracy nauczycielki pani M. W. ze względu na – jak to określiła nauczycielka – „relacje z panią B.”. Upokarzanie nauczycieli przez panią dyrektor – jak zeznali świadkowie – objawiało się bardzo podniesionym tonem i ostrą krytyką skierowaną na konkretną osobę. Przykładem upokarzania nauczycieli przez panią dyrektor K. była sytuacja z panią B., która omyłkowo włożyła folię do ksero, zadeklarowała że zapłaci za naprawę, ale pani dyrektor nakrzyczała na nią w ataki sposób w taki nie krzyczy się nawet na dzieci. U innej z nauczycielek pani dyrektor pojawiała się na lekcjach bez zapowiedzi kilka razy w tygodniu. Pani M. B. (2) w związku z sytuacją w szkole (pani dyrektor mówiła że jest bezczelna co wpłynęło na jej zdrowie) podjęła urlop na poratowanie zdrowia, podjęła leczenie ponieważ też jej się to co się działo w szkole odbiło na zdrowiu. W 2013 r. pani K. w sytuacji kiedy pani S. 20 lat pracowała w klasie 1-3 przydzieliła jej pracę w charakterze nauczycielki geografii i matematyki w gimnazjum, skutkowało to zwolnieniem pani A. M. (2). Pani S. głosowała przeciwko, pani K. krzyczała jak może głosować przeciw skoro dostaje nadgodziny. Kiedy pani S. starała się o awans, to była taka sytuacja że pani K. zadzwoniła do niej w niedzielę wielkanocną i zapytała czy umie czytać i czy czytała ustawę, kiedy pani S. zapytała co jest źle pani dyrektor odpowiedziała, że wszystko jest źle i tak pani dyrektor odpowiadała zawsze, to było dla niej typowe zachowanie. Z nauczycieli którzy zostali zwolnieni przez Panią dyrektor nie było osoby która by odchodziła w jakiś przyjazny sposób. Nie było jasnych kryteriów doboru nauczyciela do zwolnienia wobec czego decydujące było subiektywne zdanie pani dyrektor. Już tyko fakt, że w stosunkowo krótkim czasie ze szkoły odeszła tak znaczna liczba doświadczonych nauczycieli musiała wywołać zainteresowanie opinii społecznej i tym samym prasy. Sytuacja ta też w pośredni sposób świadczy atmosferze w czasie gdy Dyrektorem Szkoły w Z. była powódka. Mając powyższe na uwadze ze względu na brak bezprawności w działaniu pozwanych – ze względu na prawdziwość twierdzeń zawartych w artykule oraz działanie dziennikarza w ramach interesu publicznego – powództwo należało oddalić. Na marginesie przytoczyć należy wyrok sądu apelacyjnego z dnia 22 kwietnia 2015 r., 40ygn.. akt I Aca 971/14, LEX nr 1740661 – z którym tut. Sąd się zgadza – w którym wskazano iż: „Granice krytyki w stosunku do osób sprawujących funkcje publiczne są szersze niż do innych obywateli. Wobec polityków dopuszczalne jest używanie twardszych słów, bardziej stanowczych ocen, ostrzejszej satyry art. Krytyka nie może jednak naruszyć godności człowieka. Rozszerzone granice dopuszczalnej krytyki osób sprawujących funkcje publiczne nie pozwalają także na publikowanie nieprawdy ani na nierzetelne wykorzystywanie materiałów prasowych.” W niniejszej sprawie krytyka powódki jako osoby sprawującej funkcję publiczną dyrektora szkoły nie naruszała jej godności (nie była obraźliwa, czy wulgarna), publikowane artykuły zasadzały się na okolicznościach prawdziwych, a pozwana jako dziennikarz w sposób rzetelny opisała sposób sprawowania funkcji przez pozwaną, przytaczając okoliczności prawdziwe, pozyskane z wiarygodnych źródeł i polegające na prawdzie. Mając powyższe na uwadze orzeczono jak w sentencji, na podstawie art. 23 w zw. z art. 24 k.c. O kosztach postępowania orzeczono zgodnie z zasadą odpowiedzialności za wynik procesu. I tak na podstawie art. 98 § 1 i 3 k.p.c.w zw. z par. 6 pkt 6 i par. 10 ust. 2 Rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 28 września 2002 r. w sprawie opłat za czynności radców prawnych oraz ponoszenia przez Skarb Państwa kosztów pomocy prawnej udzielonej przez radcę prawnego ustanowionego z urzędu (Dz. U.2013.416 t.j.) zasądzono od strony powodowej na rzecz pozwanej E. S. 360 zł tytułem wynagrodzenia pełnomocnika. Sąd Okręgowy stoi na stanowisku, iż naruszenie dobra osobistego może uzasadniać wystąpienie z roszczeniami zarówno o charakterze majątkowym, jak i nie majątkowym. Wobec powyższego przy orzekaniu o kosztach postępowania § 10 ust. 2 rozporządzenia w sprawie opłat za czynności radców prawnych będzie miał zastosowanie jedynie w razie wystąpienia przez poszkodowanego jednocześnie z roszczeniem o charakterze niemajątkowym i majątkowym. Pozew skierowany wobec E. S. dotyczyły jedynie roszczeń niemajątkowych zatem orzeczono jak w pkt II Wyroku. Odmienna sytuacja miała miejsce przypadku drugiego z pozwanych zatem Sąd uwzględnił stawkę odpowiednią dla roszczeń majątkowych ale również stawkę właściwą dla roszczeń niemajątkowych tj. 1560 zł. Zasądzając koszty postępowania odrębnie na rzecz każdego z pozwanych uwzględniono okoliczność, iż z mocy art. 38 ust. 1 Pr.Pras. pozwanych łączyło współuczestnictwo materialne. Prawidłowa interpretacja przepisów prawa, w tym zwłaszcza art. 98 k.p.c., nakazuje przyjęcie podmiotowego odniesienia - zwrot kosztów zastępstwa procesowego należy się stronie reprezentowanej przez adwokata lub radcę prawnego bez względu na to, jaki to zawodowy pełnomocnik reprezentuje daną osobę i bez względu na to, czy ten pełnomocnik reprezentuje w tym samym procesie jeszcze inne podmioty. Prawo strony, wynikające z --- STRONA 26 --- przepisów Kodeksu postępowania cywilnego, nie może być uzależnione od istnienia lub nieistnienia takiego samego prawa po stronie innego podmiotu (tak Grzegorz Julke glosa GSP-Prz.Orz. 2008/3/67-82)

Słowa kluczowe

#orzeczenie#Wyrok#Sąd Okręgowy w Krakowie Wydział#I C 2107/14 WYROK W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ Dnia 29 czerwca 2016 r. Sąd Okręgowy w Krakowie#art. 23 oraz#art. 23 k.c.#art. 24 k.c.#art. 24 § 1 k.c.#art. 37 pr.pr.#art. 38 ust. 1 pr.#art. 1 pr.#art. 6 ust. 1 pr.#art. 12 ust. 1 pkt#art. 38 ust. 1 Pr.Pras.#art. 98 k.p.c.